Mortis - Czarodzieje 1937
Mieszkanie S. Blaira [Richmond] - Wersja do druku

+- Mortis - Czarodzieje 1937 (https://mortis.org.pl)
+-- Dział: Rozgrywka fabularna (https://mortis.org.pl/forumdisplay.php?fid=8)
+--- Dział: Londyn (https://mortis.org.pl/forumdisplay.php?fid=38)
+---- Dział: Mieszkania i posiadłości (https://mortis.org.pl/forumdisplay.php?fid=27)
+---- Wątek: Mieszkanie S. Blaira [Richmond] (/showthread.php?tid=4721)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8


Mieszkanie S. Blaira [Richmond] - Administrator fabularny - 19-12-2018

[Obrazek: mGJoECT.jpg]
Adres: Richmond nad Tamizą, Londyn, Anglia

Mieszkanie nie jest szczególnie duże, bo i na co dzień praktycznie nikt tam nie mieszka, jako że właściciel rezyduje chwilowo w Hogwarcie. Składa się ono z dwóch pokojów, przy czym jeden z nich, jak również salon, zarzucone są nieuporządkowanymi gratami Salema, przywiezionymi ze Stanów i Australii, albo cholera wie skąd jeszcze.

W jako takim porządku jest tylko jeden pokój, stanowiący coś pomiędzy sypialnią a biblioteko-gabinetem. Całą ścianę naprzeciwko wejścia zajmuje regał pełen książek, głównie dotyczących magicznych stworzeń i czarnej magii. W kącie, pod oknem, upchnięta jest mała sofa w kwiaty, a po drugiej stronie pomieszczenia wepchnięto jeszcze łóżko. Biurko się nie zmieściło, pomimo starań złorzeczącego na brak miejsca Blaira, trafiło więc do składowiska osobliwości w salonie. Kuchnia jest w zasadzie pozbawiona wyposażenia, szafki w łazience straszą pustkami, ale kto by się przejmował?

Drugi pokój, początkowo będący składowiskiem gratów, został ostatecznie nieco uprzątnięty i zajęty przez panią Blair.

Właściciel: Salem Blair
Mieszkańcy: @Salem Gideon Blair, @Sally Jackson-Blair


RE: Mieszkanie Blaira - Salem Gideon Blair - 20-12-2018

23 grudnia 1936, nad ranem

Prawdę mówiąc, to nie poszło nawet tak źle, jak sądził, że pójdzie. Jasne, fakt, że został właśnie sprzedany Sarze jak jakiś kawał mięcha nie był wcale przyjemny, ale poza tym? Poza tym wesele było całkiem zabawne. Mina matki, kiedy zobaczyła wpadającego do sali Bułhakowa, była bezcenna, alkohol dobry i... I tylko ciężko było utrzymać łapy przy sobie, kiedy tyle się go wypiło. A nadmienić warto, że bynajmniej nie ciągnęły one do świeżo poślubionej żonki, jak na złość.
Nowa pani Blair dostała na pożegnanie klucze do pokoju dla państwa młodych przygotowanego w hotelu, gdzie mieli tą całą urządzoną przez ich starych imprezę. I powinna być mu wdzięczna, do cholery! Nie tylko sam się zaraz stamtąd ewakuował, ale też jeszcze zostawił jej odpicowany pokoik na noc, a przecież mógł oddać go komukolwiek innemu! Na przykład swojemu staremu - Giena na pewno by nie pogardził.
Sal nie lubił takich hotelowych klimatów. Od czego miał własne mieszkanie przecież, prawda? Co prawda teleportowanie się świstoklikiem do Londynu na pół-trzeźwo było dość karkołomnym przedsięwzięciem, ale kto by się przejmował? W taką ładną noc, w dodatku! Szczególnie, że nie wracał sam.
- Kurwa, widziałeś, jaką zrobili minę, jak stanęliśmy obok siebie? - parsknął już z tego po raz chyba setny, odkąd wyszli z imprezy. Już dobrą chwilę mocował się z zamkiem w drzwiach, ale czy można się było temu dziwić, kiedy tak rechotał?


RE: Mieszkanie Blaira - Rayner A. Carrow - 20-12-2018

Carrow bywał na weselach czystokrwistych wiele razy, ale to, jaką imprezę zaserwowali mu tym razem… Cóż, przechodziło wszelkie pojęcie. Mógł się domyślić, że zaproszenie rusko-słowiańskich chlejusów na wesele panny, której rodzina pochodzi z Teksasu skończy się jedną wielką popijawą. Nie przywykł do chlania takiej ilości alkoholu, a kiedy (prawdziwy) ojciec Blaira dopadł go z butlą ruskiej wódki nie sądził, że to się tak źle skończy. Ale, prawdę mówiąc, bawił się dość dobrze. Chociaż z każdym kieliszkiem trudniej było trzymać łapy przy sobie. A może wcale nie trzymał? Miał wrażenie, że kilka razy mu się paluszki omsknęły po salemowej dupie, ale wszyscy byli już tak samo jak on schlani, że pewnie nikt nie pamięta.

— Co się stało, panie psorze, już nie trafiasz do… do dziury? — Parsknął, opierając się o jego ramię, bo prawdę mówiąc ciężko mu się stało.




RE: Mieszkanie Blaira - Salem Gideon Blair - 20-12-2018

Mówił mu, żeby pod żadnym pozorem nie pił z tym starym przychlastem, ale Carrow, oczywiście, go nie posłuchał. No i miał za swoje! W sumie to obaj mieli, bo Salem w pewnym momencie musiał do nich dołączyć, chcąc ratować swojego bądź co bądź podopiecznego przed ostateczną fazą zatrucia alkoholowego... I wyszło, jak wyszło. Rano będą cierpieć, ale cóż można było na to poradzić? W tej chwili już, niestety, nic.
Rayner się o niego oparł, a wolna od mocowania się z zamkiem ręka Blaira jakoś tak sama objęła go w pasie... A ledwie pół sekundy później przycisnęła mało delikatnie do drzwi, kiedy jej właściciel warcząc jak schlany psychopata (którym był) dziabnął chłopaka w szyję.
- Nie bój się, tam gdzie potrzebuję, to trafiam. - wymruczał, jeszcze przez chwilę kręcąc ryjem i łaskocząc go tym samym jak idiota, nim wreszcie otworzył mieszkanie, nie pozwalając Carrowowi się wywalić tylko dlatego, że nadal go trzymał.
- Mam cię wnieść przez próg, czy sam wleziesz? - parsknął, nie mogąc się powstrzymać przed kolejną złośliwością.


RE: Mieszkanie Blaira - Rayner A. Carrow - 20-12-2018

Wyszło, jak wyszło. Carrowowi głupio było odmówić byłemu profesorowi. Który w dodatku był starym jego obecnego profesora. Który z kolei się z nim ruchał. Nie, nie można było powiedzieć panu Bułhakowowi „nie”. Na pewno nie wtedy, kiedy taki podjarany wyciągał wódę. A to, że Salem skończył chlejąc z nimi? No zdarza się.

— Doprawdy? — Zaśmiał się, uderzając o drzwi. W tej samej chwili rękoma obejmował go już za szyję, swoją wyginając tak, by było mu wygodniej. Mruknął coś pod nosem, wpijając się ustami w te jego, dając mu jednak rzucić kolejnym komentarzem, który… Cóż, sprowokował go dość wyraźnie.

— Skoro to noc poślubna to chyba musisz mnie wnieść.




RE: Mieszkanie Blaira - Salem Gideon Blair - 20-12-2018

Zdarza się, oj tak. Zdecydowanie za często się zdarza, kiedy stary Bułhakow pojawia się na horyzoncie, ale już mniejsza z tym. Chwilowo Salem miał ciekawsze rzeczy do roboty, niż wygrażanie własnemu, pożal się Merlinie, ojcu.
I nie ma to jak macanki na korytarzu. Gdyby teraz jakiś sąsiad postanowił wyjrzeć z mieszkania, coby sprawdzić skąd dobiegają te dziwne odgłosy w środku nocy... To Blair pewnie musiałby go potraktować zaklęciem czyszczącym pamięć. Po pijaku. To byłoby zabawne - pomyślał i zaśmiał się Carrowowi w usta, gdy ten zamknął te jego własnymi. Paskudny gówniarz bez choćby odrobiny wstydu!
Okropny, jak żaden inny, bez dwóch zdań.
- A co, chcesz się przekonać? - rzucił, bez ostrzeżenia zniżając się na chwilę o pół poziomu, by złapać go jedną łapą pod kolana i podnieść do góry gwałtownie, wyjątkowo z siebie zadowolony. Cud, że przy okazji nie pierdolnął którymś z końców chłopaka o framugę drzwi, przez które postanowił go przenieść, w ramach alkoholowego odjazdu. Szczególnie, że okropnie nim bujało, kiedy dawał każdy kolejny krok przez zagracone niemożebnie mieszkanie, a zamykanie za nimi drzwi butem też wcale nie poprawiło sytuacji.


RE: Mieszkanie Blaira - Rayner A. Carrow - 20-12-2018

W normalnych okolicznościach pewnie nie pozwoliłby sobie na tak głośne zachowanie na korytarzu. Na pewno nie wtedy, kiedy obmacywali się tuż pod drzwiami. Był jednak tak napierdolony, że wizja przyłapania ani na chwilę nie pojawiła się w jego głowie. I dobrze, bo przynajmniej mógł tylko parsknąć śmiechem, gdy został podniesiony i w ostatniej chwili uchylił głowę, zanim przyjebał nią we framugę. Wydawał się być bardzo zadowolony z sytuacji, choć ewidentnie rola panny młodej nie była jego życiowym marzeniem.

— I co teraz ze mną zrobisz? Czy to już ten moment, kiedy zrzucamy z siebie ubrania? — Zapytał, obejmując go za szyję i całując znowu. Czekał długo, chyba należało mu się trochę zabawy. Nie mówiąc już o tym, że teraz przynajmniej nie było szans na to, że wpadną. A przynajmniej nie w tak oczywisty sposób, jak mogłoby się to stać w Hogwarcie.




RE: Mieszkanie Blaira - Salem Gideon Blair - 20-12-2018

Nie była? Bo póki co sprawdzał się w roli panny młodej wprost doskonale! Na ślub przyszedł, z jego ojcem pił i nawet przez próg dał się przenieść! Panna młoda jak się patrzy, ino kiecy mu brakowało. Ale to akurat nie było przecież najistotniejsze, prawda? Szczególnie podczas nocy poślubnej.
- Teraz wypierdolę cię przez okno. - wyszeptał mu do ucha, po czym parsknął śmiechem, wtykając mu w to ucho nos, przez co zniosło go już zupełnie przy następnym kroku... A może się potknął, po prostu? Nieistotne. Grunt, że odbili się od ściany przy drzwiach do pokoju Salema i wylądowali na regale z książkami, obijając się przy tym trochę. Blair prawie udławił się ze śmiechu i wypuścił częściowo swoją zdobycz, pozwalając Carrowowi chociaż jako-tako stanąć z powrotem na własnych nogach.
- Zmiana planów, okno jest za daleko. - zarechotał, ściskając tego małoletniego drania w najlepsze - Chodź, księżniczko, wyro czeka. - prawie udławił się przy okazji śmiania z własnego żartu, jednocześnie łapiąc Raynera za pasek od spodni i ciągnąc za sobą na wspomniany już mebel.


RE: Mieszkanie Blaira - Rayner A. Carrow - 20-12-2018

Zamiast białej sukni miał chociaż białą koszulę. Prawie się zgadzało! Nie ma to jak awans społeczny z ucznia na pannę młodą. Brawo dla panicza Carrowa, ciekawa czy awans w Ministerstwie też tak łatwo mu pójdzie!

Parsknął śmiechem, a chwilę później już obijali się o każdy możliwy kant, na co zareagował jedynie wtuleniem się w tego idiotę bardziej i całowaniem go z jeszcze większą pasją. Mógłby już przestać się z nim droczyć i… Och, prośba Carrowa została wysłuchana, bo Salem nagle przypomniał sobie o istnieniu wyra. Nie musiał być wcale ciągnięty, bo poszedłby grzecznie, ale mimo wszystko zareagował na to mruknięciem z zadowolenia. I zaczął rozpinać sobie koszulę, bo po co marnować czas.




RE: Mieszkanie Blaira - Salem Gideon Blair - 20-12-2018

Biała koszula mogła być, o ile szybko się jej pozbędą. I proszę - Carrow nawet już zaczął! Cóż za dobrze wychowany młody człowiek... A nie, chwila...
Nieważne.
- Ej, zostaw coś dla mnie, co? - zamruczał rozbawiony pan Blair, widząc ów pejzażyk, po czym złapał Raynera za poły rozpiętej już koszuli i pociągnął znów do siebie, przy okazji zahaczając o ramę łóżka, co poskutkowało pewnie kolejnym siniakiem, na który nawet nie zwrócił uwagi. Jutro będzie go pewnie boleć połowa rzeczy, o których nawet nie wiedział, że je ma, ale kto by się przejmował? Na pewno nie on.
W ogóle nie przejmując się, że centymetry dzielą go od jebnięcia głową w drewnianą obudowę mebla, po prostu pacnął plecami na posłanie z rozpędu, zachłannie przyciągając to chichoczące bydle za sobą.
- Chodź tu do mnie, zdążyłem się już stęsknić. - warknął, za kark ściągając go jeszcze niżej, do kolejnego buziaka. To, że był najebany sprawiało jedynie, że mniej krępował się walić takimi tekstami, których na trzeźwo wstyd byłoby mu używać.