Mortis - Czarodzieje 1939

Pełna wersja: Sala do wróżbiarstwa
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
Westchnęła ciężko w komentarzu na słowa Marqueza. Cóż, istotnie dosyć sporej dozy zabawy musiało ujmować przebywanie samemu na tak rozrywkowym zajęciu, jakim były lekcje. Samej Lestrange brak obecnych uczniów nie przeszkadzał w żadnym calu — potraktowała to bez zbędnych, nieuzasadnionych emocji, obdarzając jedynie listę ich nazwisk symbolem nieobecności. Prowadzenie lekcji dla jednego ucznia było dość wygodne — ewentualny harmider był wprost niemożliwy do wywołania, a samo nabywanie wiedzy nie musiało być suchym kawałkiem tektury, lecz zwykłą konwersacją. Niewątpliwie od strony osoby uczonej sprawy musiały malować się zgoła inaczej, taki felerny przypadek stawał się jedynym celem do ostrzału. Jednak jak w każdym przypadku w życiu — reakcja zależna od wiedzy.
Zgadza się — odparła, kiwając lekko głową. Nie spodziewała się po Ślizgonie odpowiedzi poprawnej, w dodatku wzbogaconej o rozwinięcie i kroplę podłoża historycznego. Sama za czasów szkolnych była stosunkowo dobra z wróżbiarstwa, co niekoniecznie może być kwestią oczywistą, zważywszy na fakt, że tego przedmiotu nauczała z drogi eliminacji innych, w których była mierniejsza. — Szczególnie ważną kwestią jest, jak sam powiedziałeś, kontekst. Podając klasyczny przykład wróżby sennej, którą jest dziecko, możemy odczytać wiele przepowiedni, które może za sobą nieść, zależnie od tego, czym wspomniane dziecko się zajmuje. Warto też zaznaczyć, że żadna wróżba senna nie będzie słuszna, jeśli pominiemy szczegóły, a na nich niekiedy ciężko się skupić we śnie — dodała, uzupełniając odpowiedź Ururu.
Potrafisz mi wymienić jeszcze jakiś symbol, który stosunkowo często występuje w snach? Poza dzieckiem, rzecz jasna — spytała. — Póki co na sucho, bez sennika — dodała po chwili, przemierzając drobny odcinek, nie mogąc się powstrzymać od swoistego nawyku chodzenia, który nie pozwalał jej często usiedzieć w miejscu.
Ururu uwielbiał być samemu na lekcji. Tylko on, nauczyciel i wiedza. Potok wiedzy. Znaczy, o ile tak dużego słowa można było używać w kontekście Hogwartu.
Strumień.
O, od razu lepiej.
Nie spuszczał wzroku z nauczycielki, należał do tych osób, które utrzymywały kontakt wzrokowy z rozmówcą bez względu na wszystko. Chyba, że ktoś nie miał oczu, to oczywiste.
Albo je zamknął.
Słuchał uważnie wypowiedzi pani profesor. Dla niego konteksty symboli były z jednej strony pewnym uściśleniem, a z drugiej po prostu naciągały system, bo czasami naprawdę zmieniały znaczenie o sto osiemdziesiąt stopni.
Pytanie o symbol. Ururu tylko jeden przychodził na myśl. Pająk. Nauczycielka pewnie nie wiedziała, jak to się skończy.
- Moim ulubionym symbolem jest pająk - zaczął. Na jego ustach pojawił się uśmiech, a oczy zabłysły, jakby mówił co najmniej o swojej kochance. - Jest on bardzo ciekawy, gdyż interpretacja zależy też od tego, czy dana osoba się ich boi, czy nie. Na ogół sen o pająku symbolizuje dwa aspekty Bogini Matki: tkaczkę losu i niszczycielkę. Pajęczyna odnosi się do czasu i przeznaczenia. Jad - do śmierci. Łącząc je można najogólniej stwierdzić, że pająk symbolizuje cykl życiowy. Od narodzin aż do śmierci. Ale wnikając w konkretne konteksty, znaczenia są o wiele szersze. Zwykły pająk wiąże się z lękiem, poczuciem winy. Można odczytać ten symbol jako zapowiedź wplątania w intrygę. Ostrzega przed kontaktami z kobietami, aczkolwiek symbolizuje też potrzeby wszelkich namiętności. Zabicie pająka we śnie zapowiada kłótnię z ukochaną osobą. Ugryzienie przez niego - szkody finansowe lub zdradę. Jeśli pająków jest dużo, jest to bardzo pozytywny znak. Oznacza przypływ funduszy, przyjaciół, prestiżu. Natomiast jeden wielki wróży konkretny awans, jeśli się dobrze wybierze współpracowników. Ogólnie pająk często wiąże się z funduszami. Jeśli atakuje - oznacza kradzież, jeśli się przed nim ucieka - to samo. Zabicie pająka - wręcz przeciwnie, samemu zyska się pieniądze. Niektóre gatunki mają nawet osobnie wydzieloną symbolikę. Araneus diadematus oznacza szczęście. Banie się go zachęca do podejmowania odważnych decyzji. Natomiast Latrodectus mactans może oznaczać strach przed kobiecością lub nieokiełznane i nieznane części osobowości. Swoją drogą, w słownikach często popełniają błąd i dodają, że czarna wdowa jest bardzo toksyczna, co właściwie nie jest prawdą w porównaniu z innymi gatunkami. Czy piszą to tylko dla lepszego efektu? To trochę bez sensu takie wprowadzanie w błąd, szczególnie, jeśliby zaliczyć, że senniki to książki naukowe - starał się nie przybrać w tym momencie kpiącego wyrazu twarzy, żeby nie urazić nauczycielki. Ale nie oszukujmy się - miał taką paletę uśmiechów, że kto by się połapał, który co oznacza.
- Jeśli we śnie pająk oplata swoją ofiarę pajęczyną, może to oznaczać niepewną przyszłość związku. Samo widzenie pajęczyny zachęca do ukrycia jakiejś relacji przed światem, gdyż może on wpłynąć na nią niekorzystnie. Zniszczenie pajęczyny ostrzega przed zerwaniem relacji, a bycie nią oplecionym wróży zostanie uczestnikiem jakiejś afery. Tak więc pająk ma sporo znaczeń, lecz w porównaniu do innych symboli, te zazwyczaj wiążą się z tym samym, czyli losem... pieniędzmi i kontaktami z innymi ludźmi - zakończył pogodnie swoją wypowiedź. Nastrój mu się niesamowicie poprawił, jak za każdym razem, kiedy temat schodził na pająki. Bo w końcu je kochał i wiedział o nich wszystko. A nawet więcej niż wszystko. Przecież wymyślił zaklęcie umożliwiające mu z nimi rozmawiać! Może kiedyś podzieli się ze światem tym odkryciem. Może.
Najdroższy Jewgieniju, miałeś rację, zginę tutaj z nudów.
Jakkolwiek nauczyciel powinien charakteryzować się swoistą pasją do wykonywanego zawodu, niebanalnym podejściem do uczniów, umiejętnościami w przekazywaniu wiedzy i zachęcania do jej chłonięcia. Słowa, którymi sama Lestrange opisałaby podejście do profesji, którą aktualnie się trudziła, po usunięciu wszelkich wyrazów o wymaganej, a nieobecnej cenzurze, opisałyby bez zbędnej metafory, jak nie lubiła swej wątpliwej wiedzy wróżbiarskiej szczepić w młodych umysłach. Nie spodziewała się potoku słów, który zaraz zaczął wartko płynąć z ust Marqueza. Oczekiwała zdawkowej odpowiedzi — tej, którą mogłaby bez skupienia przyjąć i przejść do dalszej części skrupulatnie opracowanego planu. Ten jednak nie wykazywał żadnych chęci do zatrzymania się, a trajkotanie Ślizgona na temat pajęczaków szybko wyłączyło umysł Ophelii, pomimo licznego strofowania się, iż czujność zachować musi.
Tak jest, Marquez... może, powiedziałabym ci "na pewno" gdybym nie wpadła w stan hibernacji po "jest on bardzo ciekawy". — Dziękuje za... — ucięła, szukając właściwego określenia — wyczerpujący opis. — Uniosła po chwili palec w geście sygnalizującym, iż na horyzoncie jej umysłu pojawił się doskonały pomysł. — Będziesz zapewne zachwycony mogąc mi oddać równie wyczerpujący opis symboliki węża jako zadanie dodatkowe, czyż nie?
Przypomnij sobie sen, który zapamiętałeś wyjątkowo wyraźnie, nie musi być świeży, może być nawet z dzieciństwa, o ile dostrzegasz wciąż wszystkie szczegóły. Sięgnij po sennik, jeśli go potrzebujesz i spróbuj mi wyjaśnić symbolikę, którą w nim widzisz. Może już jakaś przepowiednia z niego się sprawdziła? — poleciła, wskazując niedbałym ruchem dłoni w kierunku senników goszczących na półce. — Pamiętaj o kontekstach, mogą się okazać kluczowe — dodała po chwili.
Uśmiechnął się szeroko z satysfakcją dobrze wykonanego zadania. Bardzo lubił pochwały od nauczycieli. Niestety zbladł, kiedy na sali padło słowo wąż. Odkąd odkrył w sobie zdolność rozmowy z tymi gadami, czuł do nich pewną awersję. Ale nie mówił o tym nikomu, więc nauczycielka na pewno nie zrobiła tego specjalnie czy coś.
- Tak, napiszę - odpowiedział z wiecznym uśmiechem na twarzy, który w tym kontekście symbolizował dużą niechęć. Postanowił się skupić na słowach, które padły po wężu - zadanie dodatkowe. Przynajmniej nie będzie się nudzić.
Oczywiście ćwiczenie z interpretacją snu się pojawiło. Ururu zażartował sobie w myślach, że jest niezłym wróżbitą, skoro już wcześniej pomyślał o tym. O ile jego pamięć była bardzo dobra, to symboli z senników wszystkich nie spamiętał, głównie też dlatego, że mało go to interesowało. Tak więc poszedł szybko po książkę przypominając sobie ten paskudny sen, jaki miał podczas zatrucia. Zasiadł wygodnie i przewertował strony wyszukując zielonego błysku. W międzyczasie zaczął mówić.
- Śniło mi się, że się obudziłem i byłem w swoim starym domu... Oznacza to zdrowie, powodzenie, dobrobyt - zatrzymał sennik na słowie dom. - Były w nim meble... to oznacza, że jestem w stanie widzieć swoje dobre cechy.
Ale odkrycie. Przewertował książkę dalej.
- Potem poszedłem na śniadanie, które zrobiła mi mama... Śniadanie jest dobrym znakiem dla ducha, a jedzenie go zapowiada, że przeciwnicy wpadną w pułapkę, ale ja nie mam przeciwników.
Mamę celowo pominął w interpretacji, ale dopiero teraz sobie zdał sprawę, o czym on tak naprawdę mówi. Przyspieszył tempo mówienia.
- Wypiłem sok pomarańczowy i zjadłem bagietkę z serem... ale to raczej było moje typowe śniadanie, więc nie powinno niczego symbolizować chyba. Usłyszałem tatę, więc pobiegłem do niego. Wziął mnie na ręce... - parsknął śmiechem widząc nazwisko Freuda w senniku. Nie no, tych bredni czytać nie będzie. Skupił się więc na Jungu. - Postać ojca może być uosobieniem tradycji i ogólnej filozofii życia. W tym śnie miałem jakieś osiem lat. Nie mogę tu znaleźć żadnej interpretacji tego, ale to pewnie po prostu odniesienie do tego, że ten sen był pewnego rodzaju wspomnieniem.
Wypowiedziana przez niego informacja, powinna go już ostatecznie zaalarmować. Ale nie. Brnął dalej. Chciał udawać, że to nic takiego, tylko głupi sen.
- Spytałem go, czy pamięta o deseczkach, które miał mi przynieść. Potem... wróciłem do domu i biegłem przez różne pomieszczenia, było ich bardzo dużo, więcej niż być powinno. I wtedy zobaczyłem czarnoksiężnika... - żołądek podskoczył Ururu do gardła. Zamknął szybko i głośno sennik. - Przepraszam, nie powinienem był tego robić. Czy mogę zacząć od nowa z innym snem? - spytał posyłając nauczycielce uśmiech pełen nadziei. Co go w ogóle podkusiło, żeby dzielić się z kimś tym snem? Może podświadomie chciał odnaleźć w nim jakąś wskazówkę? Tak czy inaczej czuł, że nie powinien tego robić publicznie, chociaż właśnie miał przed sobą kogoś, kto się na tym znał.
Była niewątpliwie pozytywnie zaskoczona, że uczeń pojął proste przesłanie, które kryło się za pracą dodatkową. Dodatkiem miała być jedynie z nazwy, w świetle rzeczywistym malowała się raczej jako obowiązek, który nałożyła na Marqueza. Oczywiście wszystko odbyło się w atmosferze dobrej woli nauczycielki, która chciała ulżyć Ururu w milionie myśli buzujących w głowie, pozwolić mu przelać je na papier... może. Poza tym, w swych słowach łudziła się, iż powstrzyma ucznia od dalszych niekontrolowanych wywodów — wszak symboli było wiele, a ich liczba odpowiadała potencjalnym pracom do napisania.
Szybko jednak porzuciła tę myśl, gdy uczeń wziął w swoje dłonie źródło niebanalnej wiedzy, którym był sennik. Ze spokojem obserwowała, jak wertował jego kartki, w poszukiwaniu odpowiednich symboli, aby móc wykonać polecone zadanie. Usiadła w fotelu, opierając podbródek na dłoni, aby po chwili wsłuchać się w sen Marqueza. Kiwała subtelnie głową przy każdym wspomnianym znaku, który chłopiec ujrzał w opisywanym, starając się nie zaprzątać umysłu uporczywymi myślami na temat tego, jak niespójną i niekonkretną całość tworzą. Wszak wróżba senna nie musiała być dosłowna, nie musiała kierować odbiorcy na konkretne zdarzenie, często jedynie skłaniała do poszukiwania, wyznaczała odpowiedni azymut; Zmarszczyła brwi, słysząc dalszy przebieg zdarzeń skwitowany wahaniem w głosie Ururu. Oho, grząski teren.
Kontynuuj — poleciła, wskazując na zamknięty sennik, którego gwałtowne zatrzaśnięcie wzbiło niewielkie ilości migotliwego kurzu w powietrze. Lestrange nie widziała powodów, dla których uczeń nagle poczuł niewiadomy opór przed interpretacją snu. Nie ukrywając, nie próbowała się nawet domyślać — przejęło ją to tak, jak zeszłoroczny śnieg. Uważała to za fikcję, w której Ślizgon mógł doszukać się wątłej symboliki, wbiła więc w niego wyczekujące spojrzenie, skłaniające do wznowienia przerwanego zadania.
Sen, w którym wyraźnie odbijały się wydarzenia z przeszłości chyba nie był najlepszym przykładem do analizy. Dobrze chociaż, że był sam na lekcji. Nie musiał ryzykować zapamiętania tego przez kogokolwiek. Sama pani profesor pewnie tyle snów w życiu słyszała, że od razu mogła zapomnieć o czym mówił.
Przynajmniej miał taką nadzieję.
- Przepraszam, ale nie mogę - powtórzył. - Chyba liczyłem, że coś uda mi się w tym śnie odkryć, lecz nie czuję się na siłach, żeby robić to... przy kimś, nawet przy ekspercie.
Patrzył jej prosto w oczy i chociaż kąciki jego ust wskazywały na delikatny uśmiech, nie miał zamiaru ulegać nauczycielce. Nie będzie przy niej mówił o czarnoksiężniku, ani zielonym świetle. Wiadomo, z czym to się mogło kojarzyć, a przecież on znał źródło tego wszystkiego.
- Czy sny, w których śni się wydarzenie z przeszłości można w ogóle interpretować? Nie jest to po prostu zwykły spacer myśli w pamięci?
Nie brała snu Marqueza za coś, w czym można doszukać się dokładnego odbicia z przeszłości. Nie interesowały ją wątpliwe zdarzenia, jakie zaszły w jego życiu — nie była opiekunem jego domu, nie była nawet dobrym pedagogiem. Z ulgą zaś dostrzegła, że ton głosu chłopca zszedł ze wspaniałego stopnia zapału neofity i już więcej nie porwał się  na tragiczne w swej długości wywody. Nie rozumiała jednak, co Ślizgona poruszyło do tego stopnia w przedstawianej treści. Czarnoksiężnik? No błagam.
Na jego słowa całą swoją postacią okazujące niechęć jedynie wzruszyła ramionami i odprawiła go od tego zadania obojętnym machnięciem dłoni. Nie miała zamiaru zmuszać ucznia do zeznawania ze swoich mrocznych zakątków umysłu, toteż zwyczajnie odpuściła. Poruszanie kolejnego snu nie mieściło się w posiadanych przez nich ramach czasowych, solidnie trzymających w objęciach lekcję.
Oczywiście, że tak — odparła na jego pytanie. — Istotnie, sny mogą obrazować jakąś tęsknotę czy być, jak to ująłeś, spacerem myśli w pamięć. To nie znaczy jednak, że nigdy nie będą zawierały żadnej wróżby na przyszłość. W takim śnie też obecne są symbole — urwała, pocierając dłonią podbródek. — Rzadko jednak sny są dokładnym odwzorowaniem zdarzeń z przeszłości. Często różnią się drobnymi szczegółami, na które śniący nie zwraca uwagi, ponieważ jest zbyt zaaferowany tą sprawą. — Jeśli istotnie w tym leżało podłoże problemu Ururu, w fakcie, iż sen był zwierciadłem przeszłości, to niewinna fikcja zmieniała się w prawdziwe zdarzenie, które kiedyś miało miejsce.
Uśmiechnął się z ulgą, że nauczycielka pozwoliła mu nie kontynuować. Zyskała tym samym punkt znajomości na jego liście.
Uważnie wysłuchał pani profesor. Zanotował również jej słowa. Pewnie by to zapamiętał, ale wiedział, że nauczyciele lubią, kiedy się notuje.
Drobne szczegóły. Czyżby jednak w tym śnie wypity sok pomarańczowy i zjedzona bagietka z serem miały jednak jakieś znaczenie? A może deseczki? Teraz nie mógł sobie przypomnieć, czy faktycznie prosił ojca o coś takiego kiedykolwiek. Zazwyczaj sam mu przynosił różne rzeczy, którymi chłopak mógł się zabawić. A jego mama? Nie mógł przypomnieć sobie, czy widział jej twarz we śnie. Zmieszał się, bo nie mógł jej przypomnieć sobie nawet teraz. Złapał się za głowę próbując uspokoić myśli. Odetchnął głęboko skupiając wzrok na dłoniach nauczycielki. Spróbował myśleć o pracy dodatkowej. No tak. Wyciągnął szybko swój mały notesik i dopisał tytuł wpracowania do listy zadań do zrobienia.
- Dziękuję za wyjaśnienie - dodał po chwili, przypominając sobie, że tego nie zrobił zaraz po odpowiedzi nauczycielki na jego pytanie. Już chyba nie chciał więcej wiedzieć, aczkolwiek mógłby zadać kolejne.
Na dzisiejszy dzień to już koniec — zaczęła po chwili, spoglądając na potężny zegar wiszący na ścianie za Marquezem. Zerknęła raz jeszcze, badawczym wzrokiem oceniając nerwowe sygnały ucznia — łapanie się za głowę, ciężki oddech. Dosłownie na moment zawahała się w zadumie, czy aby nie powinna spytać go o przyczynę tego niewiadomego letargu. Myśl ta, jednak na tyle ulotna i pozbawiona istotności, szybko wycofała się w swoje zacisze, pozwalając Lestrange kontynuować. — Nie zadaję żadnej pracy domowej, pamiętaj jednak o twoim zadaniu dodatkowym. Chcę je widzieć na swoim biurku najpóźniej dwudziestego drugiego maja. To będzie dla ciebie także okazja do zdobycia dodatkowej oceny. Gdybyś potrzebował do jego wykonania sennika, to w każdej chwili możesz po takowy przyjść do sali.
Do widzenia. — Kiwnęła w stronę drzwi, kierując Ślizgona do wyjścia.

@Ophelia Lestrange +20 Punktów Specjalnych, +10 Punktów Nauki, +30ʛ
@Ururu Marquez +20 Punktów Specjalnych, +5 Punków Nauki, +5ʛ

Slytherin: +5 punktów

Praca dodatkowa: "Opis symboliki węża w snach" do 22 maja (Ururu Marquez)

Ophelia Lestrange, Ururu Marquez
Koniec sesji
Nadal nie miała okazji się wyspać. Eliksir, który miała dostać od pielęgniarki nie docierał, ale przynajmniej walczyła o to, żeby choć jedną noc spokojnie przespać. Żeby cokolwiek zjeść i żeby funkcjonować, jak normalny człowiek. Zbliżał się koniec roku szkolnego, trzeba było pisać prace na zaliczenie, a powrót do domu był już widoczny na horyzoncie. Nie chciała, żeby ojciec widział ją w takim stanie, mimo wszystko zależało jej na jego uwadze i zadowoleniu. A wykończona córka, którą chciał zabrać na kolejny bankiet nie mogła straszyć swoim wyglądem potencjalnych kandydatów na męża.
Westchnęła schodząc po schodach i ciesząc się, że klasa wróżbiarstwa jest tak blisko wieży Ravenclawu. Nie miała siły na bieganie po wszystkich stopniach, a tak miała pewność, że zdąży. Miała też pewność, ze będzie pierwsza w sali, bo na wróżbiarstwo chodziło naprawdę mało osób - w tym Hennessy czy Hardy, którzy zdawali się nie być zainteresowani przychodzeniem na czas. Poprawiła opadające niesfornie na twarz pasmo włosów, które swoją drogą urosły jej od ostatniego razu, gdy zwracała na nie więcej uwagi. Może powinna częściej je kręcić, jak wtedy na balu? Czy zwróciłaby znowu na siebie uwagę Bułhakowa? Ach, sama nie wiedziała, czemu mimo tak potwornego zmęczenia myśli o nauczycielu nie chciały jej opuścić. Dobrze, że tego dnia nałożyła podkład, chcąc chociaż trochę zatuszować wory pod oczami, bo z pewnością mogłaby robić za jednego ze straszących na zamku duchów.
Weszła do sali krokiem pewnym siebie, choć lekko chwiejnym. Czuła się w niej naprawdę dobrze i swobodnie, a ponieważ nikogo jeszcze nie było, odetchnęła. Zajęła pierwszy ze stoliczków, ten najbliżej stanowiska nauczyciela i czekała. Nie miała nawet siły niczego czytać, choć wyciągnęła swoją pracę z astronomii i spróbowała ją dokończyć. Musiała wreszcie zacząć oddawać zaliczenia, bo termin końcowy mijał w niedzielę, a ona jeszcze niczego nie oddała.
Wspinała się po schodach w górę, coraz wyżej i wyżej na tych swoich krótkich nóżkach. Z szatą obijającą się o łydki wyglądała jak menel i pokraka. Kim miała zawsze tendencje do noszenia za dużych rzeczy - w tym także właśnie szkolnej szaty. Krawat w barach żółci i czerni był byle jak zawieszony na szyi nastolatki, lokowane tym razem włosy skakały z każdym krokiem jaki kierowała do klasy Wróżbiarstwa. Usta były wykrzywione w wesołym uśmiechu, który kierowała do każdej znajomej i nieznajomej osoby, którą mijała. gdy spotkała jakiegoś znajomego Ślizgona, z którym miała na pieńku uśmiechała się jeszcze szerzej, aby zdenerwować tą osobę. Gdzie była jej Nadzieja, która skieruje ją w odpowiednim kierunku, tylko ona znała każdy zakamarek tej szkoły, a przynajmniej kierunki, w którym powinna się kierować. Cicho westchnęła. Powinna kiedyś poprosić swoją Nadzieję o zrobienie dla niej mapy szkoły - bo kiedyś nie zda przez swoje błąkanie się po szkole. Nie była pewna, czy szła w odpowiednim kierunku, ale wiedziała, że jest na siódmym piętrze. To chociaż zapamiętała, ale nadal nie wiedziała, gdzie się znajduje to miejsce. Nagle schody pod jej stopami zmieniły kierunek i nastolatka jęknęła zrozpaczona tracąc orientację. Rozejrzała się dookoła i zobaczyła jakiegoś Gryfona. Podbiegła do niego i złapała jego szatę. Zapytała o drogę i po chwili wyszła na prostą. Wchodząc do sali wróżbiarstwa miała nadzieję, że lekcja się nie zaczęła. Jaka była uradowana, gdy okazało się, że dotarła do klasy jako druga osoba z uczniów.
- Tak! - szepnęła do siebie uradowana i rozejrzała się dookoła. Spojrzała na Kay i widząc w jakim jest ponurym oraz zmęczonym stanie nie podchodziła do niej. Nie chciała jej przeszkadzać. Uśmiechnęła się do niej i jedynie przywitała uprzejmie siadając przy jednym z stolików, przy którym zawsze siadała, gdy nie była spóźniona.
Gdyby tylko pierwsze objawy postępującego Alzheimera nie atakowały części mózgu odpowiedzialnej za pamięć o przedmiotach kompletnie niepotrzebnych i dennych, to Graysen najprawdopodobniej nie miałby żadnych problemów z Wróżbiarstwem. Carrow większość rzeczy, których nie pojmuje, kuje na pamięć i niczym mugolski automat, jest w stanie przytoczyć informacje bez nawet najdrobniejszego mrugnięcia okiem.
Ale z Wróżbiarstwem mu nigdy nie po drodze i chyba każdy o tym wie.
Wchodząc do klasy klasycznie nie wita się z nikim, siada obok Kaylin i wydaje z siebie przepełnione cierpiętniczą mordęgą westchnienie. Zbliżający się koniec roku, zmusił chłopaka do pojawienia się na zajęciach i wyciśnięcia z siebie chociaż minimalnego wysiłku, bądź co bądź bowiem, wciąż mógłby nie zdać do następnej klasy przez nawet tak głupi przedmiot jak wróżenie.
-Kaylin, co ostatnio przerabialiście? - pyta rzucając na ławkę podręcznikiem wyciągniętym z torby.
Ta lekcja nie stawała pod znakiem spontanicznego zrywu, który pchał Lestrange w stronę sali wróżbiarstwa, pełną trudnej do zniesienia bolączki związanej z prowadzeniem zajęć. Powoli przywykała do codziennej rutyny Hogwartu, do przebywania w gabinecie, do nieustannego kontaktu z uczniami, których powoli przestawała traktować jak ogarniętych tyfusem. Przystosowanie się do środowiska nigdy nie było dla niej proste, jednak w miarę upływu czasu zachodziło samoistnie. Na tę lekcję utkwiła w postanowieniu, iż przygotuje się nieco solidniej — zadbała o rekwizyty, które z przyczyn oczywistych nie zawarły się w wyposażeniu klasy i ze skrupulatnie przygotowanym planem, tak innym od nagłych zrywów refleksji, weszła do sali. Moment, w którym wparowała do środka, zbiegł się czasowo ze zmordowanym westchnieniem, które uszło z Graysena.
Także podchodzę entuzjastycznie do tego spotkania, panie Carrow — odparła, ze standardowym dla siebie impetem kładąc podręcznik na stolik. Nawet nazwiska nie pomyliła, chociaż przez chwilę z myślami igrało Longbottom — oni wszyscy różnili się lichymi szczegółami. — Miło mi widzieć tak zaskakujące tłumy. Kameralne towarzystwo będzie lepsze dla treści dzisiejszych zajęć. Haruspicja, tym się dzisiaj zajmiemy. Wątpię, czy komukolwiek z was ten temat cokolwiek przywodzi na myśl, ponieważ jest to dziedzina wróżbiarstwa, która powoli odchodzi w zapomnienie. Stosowana przez Etrusków, później także przez Rzymian, starsza niż astrologia, kiedyś ciesząca się dużym zainteresowaniem — urwała, z pełną premedytacją pomijając sposób wróżenia, którym ów dziedzina się charakteryzowała. Podała każdemu z obecnych uprzednio przygotowany fragment mięsa, ściślej rzecz ujmując, wspaniałej, zwierzęcej iecur. — Wróżenie z wnętrzności zwierząt ofiarnych. Zanim jednak przejdziemy do pysznych, upragnionych zadań praktycznych, może ktoś byłby mi w stanie powiedzieć, co pchało ludzi do roboty tak niewdzięcznej, jak grzebanie w świńskich flakach? — spytała, unosząc jedną brew, skupiając wzrok na dziewczętach, wiedząc, iż do omdlenia wiele nie trzeba, a owcza wątroba stwarzała dla niego idealne warunki.
Siedziała tak przez dłuższą chwilę i wpatrywała się w swój referat z bólem - co jak wiadomo było nie w jej stylu - bo bolała ją głowa i na samą myśl o Gwiazdozbiorze Lwa robiło jej się po prostu niedobrze. Z początku nawet nie zauważyła wchodzącej do sali Kim, zbyt zajęta własnymi sprawami i problemami. Dopiero, gdy dziewczyna zajmowała miejsce, Wittermore podskoczyła w miejscu i spojrzała na nowo przybyłą, kiwając jej jedynie głową na przywitanie i wracając do swoich spraw. Długo jednak nie nacieszyła się ciszą i własnymi myślami (w tym przypadku to raczej dobrze, bo jeszcze chwila z pracami domowymi i mózg blondynki z pewnością by eksplodował), gdy do sali wszedł ktoś, kogo w ogóle nie spodziewała się zobaczyć na zajęciach. Czasem zastanawiała się, po co Graysen zapisał się na wróżbiarstwo, skoro nie interesowało go w żaden sposób. Na ustach pojawił jej się delikatny uśmiech, gdy ktoś, kogo lubi zwać swoim kolegą (bo słowa przyjaciel nigdy nie nadużywała, nawet w przypadku Clemen) przysiadł przy niej. Przyjrzała mu się z boku i westchnęła. Dawno ze sobą właściwie nie rozmawiali, dawno niczego nie robili razem i... Zaraz, czyżby jej to w jakiś sposób przeszkadzało? Chyba przywykła już do tego, że miała tego jednego Krukona, do którego mogła się odezwać, gdy już zechciała rozmawiać.
- Ciebie też miło widzieć. - Przywitała się, dając do zrozumiała, że czekała chociaż na drobne cześć. Od balu minęło już trochę czasu, wielu rzeczy nie pamiętała - choć taniec z Bułhakowem nadal powodował na jej twarzy rumieńce, a pożegnanie z Graysenem tamtej nocy... Cóż, cieszyła się, że nigdy nie wracali do tego tematu, bo było jej trochę wstyd za stan,w  jakim się znalazła. Choć z drugiej strony, czy to nie jemu powinno być głupio? Słyszała o jego tańcu z siostrą Yvon i sama nie wiedziała, czemu ją to tak ubodło.
- Wróżenie z kryształowej kuli. Jak mniemam, nie odrobiłeś zadania domowego? - Zapytała i miała kontynuować rozmowę, z uwzględnieniem pytania o to, co właściwie robił na takim przedmiocie, gdy do sali weszła nauczycielka. Nowiutka, świeżuteńka, miała z nimi pierwsze zajęcia. Ale Wittermore już ją znała, nawet lepiej niż nie jeden uczeń, z którym kobieta będzie miała do czynienia na swoich lekcjach. Ale... Cóż, to była tajemnica.
Haruspicja. Kaylin na samą myśl wszystko podeszło do gardła. Lubiła wróżbiarstwo, czytanie z fusów, snów, kul, czy nawet run. Ale wnętrzności zwierząt nie należały do dziedziny, którą Wittermore chciałaby zgłębić. Gdyby mogła być bardziej blada, z pewnością właśnie taka by się stała. Zacisnęła tylko dłoń na swojej szacie i starała się uspokoić - no bo przecież nie omdleje od widoku flaków, prawda?
- Etruskowie wierzyli, że z wnętrzności zwierząt można wyczytać nie tyle przyszłość, co wolę bogów. Haruspicja była więc bardzo skomplikowanym i ważnym rytuałem, który z biegiem czasu stał się wręcz tradycją. Był nakaz, aby każda z szanowanych rodzin poświęciła przynajmniej jednego ze swoich synów tej sztuce przepowiadania przyszłości. - Powiedziała cicho, nie do końca pewna, czy o taką właśnie odpowiedź chodziło nauczycielce.
Co się z tobą działo, Wittermore?
Pociągnęła noskiem i wbiła wzrok w podręcznik. Nienawidziła przychodzić na czas, co jak co, ale strasznie nudziła się czekając na przybycie nauczycielki. Westchnęła cierpiętniczo i przywaliła swoim bladym czołem o książkę od wróżbiarstwa robiąc przy tym ciepły baldachim z swoich blond loczków. Słysząc, że ktoś wszedł do klasy zerknęła w tamtym kierunku odsłaniając parę lokowanych kosmyków, aby cokolwiek zobaczyć, ale widząc Krukona, którego znała z meczów nie zawracała sobie nim głowy. Wróciła do medytacji oglądając swoje dłonie, które ułożyła na swoich udach. Zaczęła ciągnąć spódniczkę od mundurku i znowu westchnęła. Podobno w Szkocji to mężczyźni noszą spódniczki i to jeszcze bez gaci. Czemu tutaj to dziewczyny musiały je nosić? Wyobraziła sobie krzywe, włochate nogi chłopaków wystające spod szkolnej spódniczki. Na sam widok w wyobraźni zrobiło się jej jakoś nie teges na żołądku. Wzdrygnęła się i uniosła blond łeb do góry patrząc na drzwi, w których pojawiła się nauczycielka. Słysząc temat dzisiejszej lekcji skrzywiła się, ale jakoś słabo się jej nie zrobiło.
- Zapewne choroby psychiczne - mruknęła nim zdążyła się powstrzymać przez zamknięciem buzi, ale powiedziała prawdę. Tylko świr grzebałby w wnętrznościach zwierząt. Ona na przykład nigdy nie pociachała by swojej kochanej sówki oraz kotka. Kocha ich nad życie i jak mogłaby grzebać w ich malutkich wnętrznościach? Wzdrygnęła się lekko i pokręciła głową. - Wykorzystywano do tego najczęściej wątrobę - powiedziała po chwili już coś bardziej z sensem.- A dlaczego to robili? Chcieli znać przyszłość zapewne jak każdy człowiek - zaczesała jeden loczek za ucho. Nie była pewna, czy o to chodziło, ale każde wróżenie sprowadza się do chęci znajomości przyszłości swojego losu, ale wiedziała jedno - Kay powiedziała coś bardziej sensownego niż Kimi.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11