Mortis - Czarodzieje 1939

Pełna wersja: Sala do wróżbiarstwa
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

Mieszkanie w dormitorium na samej górze miało swoje plusy. Jednym z nich była mała odległość pokoju wspólnego od klasy wróżbiarstwa, do której właśnie szła. Nie była pewna, czy powinna pojawić się na tych zajęciach. Zaledwie tydzień wcześniej wypowiedziała proroctwo, a plotki zdążyły się już rozejść. Coraz większa część uczniów spoglądała na nią, jak na dziwaka i Wittermore poczuła, jakby cofnęła się w czasie do początków nauki w Hogwarcie.

Po chwili zastanowienia stwierdziła jednak, że warto. Że być może od tej kobiety dowie się więcej skoro profesor Lestrange nie była odpowiednio wykwalifikowana by jej pomóc, a profesor Bułhakow... Niezbyt tym zainteresowany. Gdy stanęła już przed salą odetchnęła głęboko i weszła do środka, ku własnemu zdziwieniu widząc tam tylko dwójkę ludzi. Co prawda wiele osób wybierało się na to spotkanie i widziała już tłumy, jednak w samej klasie była tylko starsza kobieta, którą spotkała już wcześniej (ta sama, która radziła jej nie wracać na święta do Londynu – ale tyle Kaylin wiedziała sama!) i Theodore Callaghan. Puchon, z którym Wittermore miała większą styczność zimą tego roku. Od tamtej pory jednak miała wrażenie, że nie widziała go praktycznie wcale. Zupełnie tak, jakby się rozpłynął.

— Dzień dobry. — Powiedziała do kobiety. Chciała dodać coś jeszcze, powiedzieć coś o Londynie i jej proroctwie. Ale nie wiedziała co, więc podeszła tylko do krzesła znajdującego się po prawej stronie Theodora i usiadła na nim, chrząkając cicho. Ledwie dosłyszalne „cześć” wyszło z jej ust, a spojrzenie na chwilę się na nim zatrzymało.

W oczekiwaniu na kolejnych uczniów Theodore postanowił poczytać sobie coś o swoim ulubionym przedmiocie — lubił mieć wiecznie przerobiony szerszy materiał, niż reszta uczących się. Lektura na teraz: Różnice między transmutacją gadów a płazów. Wydawałoby się, że to sprawa niewarta nawet dwóch zdań, a tu proszę — autor książki poświęcił jej kilkunastostronowy rozdział.
    Pochłonięty lekturą Callaghan niemal nie zorientował się, że ktoś wszedł do sali. Dopiero zajęcie miejsce obok niego uświadomiło go w fakcie, że do sali wszedł ktoś jeszcze. Uniósł nos znad kartek i zobaczył znajomą Krukonkę.
    Odpowiedział z uśmiechem na jej pozdrowienie, ale wzrok zatrzymał na niej dłużej, niż robił to zwykle. Spojrzenie miał tym razem wyjątkowo poważne, nawet pomimo szerokiego uśmiechu, i przenikliwe. Tak, do niego również dotarły pogłoski o przepowiedni niemal wykrzyczanej przez Wittermore na zajęciach, na których akurat Puchona nie było. Pamiętał, jak jeszcze nie tak dawno temu nakryła go na animagii i ten niemal płaszczył się przed nią, aby nikomu nie mówiła. Szkoda, że jej zdolności nie mogły zostać zachowane tylko dla tych, którym postanowiłaby się z nich zwierzyć.
    — Co słychać? Wszystko dobrze? — zapytał niby pusto, lecz w jego głosie dało się wysłyszeć nutę troski.
Chłopak wychowany w mugolskim świecie był sceptycznie nastawiony do wszystkich wróżb czy przepowiedni. Początkowo nie chciał przychodzić na to spotkanie. Po co mu znać swoją przyszłość? Jednak ostatnie zdarzenia sprawiły, że puchon wyczekiwał tego dnia. Po słowach jakie usłyszał od Kaylin i spotkania z dziwną panią z kogutem, był bardzo zaciekawiony. Może w tym przypadku to wszystko to prawda? Oby nie, bo to by znaczyło śmierć wielu mugoli w Londynie.
Wszystkie te sprawy z przepowiedniami jakie zdążył usłyszeć sprawiały że coraz mniej myślał o swojej pseudo rodzinie Sue. Zamiast tego zamartwiał się o swoją przyszłość, co jest dość normalne w tym wieku. Tylko zamiast zastanawiać się co zrobić w życiu, Cyril zastanawia się czy przeżyje.
Jak zwykle przyszedł później niż reszta, jednak tym razem się nie zgubił. Nie chciało mu się wchodzić na to siódme piętro. Każde spotkania na tym piętrze nie były zachęcające. Może to celowe założenie. W końcu łatwiej wywróżyć trafną przyszłość mniejszej ilości towarzystwa.
Chłopak wszedł do klasy i spojrzał na zebranych z brakiem entuzjazmu. Najwidoczniej był jednym z niewielu, który chce poznać przyszłość.
-Dzień dobry- rzucił od niechcenia i trzymając się blisko ściany usiadł z tyłu. Dopiero po czasie zauważył że kobieta która będzie prowadzić zajęcia jest dziwnie znajoma. Czy to nie była ta babka z kogutem co kazała szukać mu szafy? Możliwe. Serce chłopaka zabiło mocniej. Teraz go zainteresowaliście. Czekał na rozpoczęcie zajęć przypominając sobie jak to będąc młodszy brał udział w andrzejkach w swoim domu dziecka. Wróżyli wówczas ze świecy i wosku, a puchonowi wyszedł kształt roweru. Wierzył że kiedyś otrzyma rower. Jednak nigdy się to nie spełniło. Ma więc podstawy by nie wierzyć w te wszystkie bzdety o paleniu mugoli, i tak dalej.
Do sali weszło przed Cyrilem jeszcze kilka grupek dziewcząt z różnych domów. Zdecydowanie najmniej było Ślizgonek. Kilku panów przybyło zazwyczaj z koleżankami, tylko dwóch Puchonów zjawiło się samotnie. Kiedy tylko Cyril zajął miejsce, kobieta momentalnie się odwróciła.
   — Możemy zaczynać! — oznajmiła donośnym głosem. Dało się usłyszeć stłumione okrzyki zaskoczenia, gdyż wystraszyła nie niektórych. Czarownica nie wyglądała na specjalnie starą. Na jej twarzy widać było coś w rodzaju doerwania od rzeczywistości. Spoglądała prosto przed siebie, jakby zwracała się do ściany. Cyril mógł stwierdzić, że zdecydowanie nie jest to kobieta z kogutem, lecz dostrzegał pewne podobieństwo. Siostra? Córka? Lewe oko czarownicy nagle zwróciło się w stronę młodego Puchona.
   — Oj, chłopcze... jak mi przykro... Nie wierz jednak w ani jedno słowo — powiedziała. Nagle z obszernego rękawa jej szaty wyleciał biały ptak. Zatoczył krzywe koło po sali i zasiadł na ramieniu kobiety.
   — Witam serdecznie wszystkich, spragnionych wiedzy o przyszłości. Podziwiam, że w tak młodym wieku jesteście świadomi, skąd czerpać mądrość — powiedziała, a jej lewe oko wróciło do spoglądania na ścianę. — Na początek prosta wróżba na nadchodzące miesiące — sięgnęła po woreczek ze stolika i podeszła do pierwszej osoby z brzegu. — Wybierzcie, bez zastanowienia, jeden przedmiot. Pokażcie kolegom, a ja powiem wam, co on oznacza.
   Potrząsnęła ochoczo woreczkiem przed pierwszą osobą. Po zanurzeniu ręki można było stwierdzić, że posiada on magicznie powiększone dno. Zawierał różne, dość miękkie przedmioty... które okazywały się fragmentami zwierzęcych kończyn. Ale czy na pewno tylko zwierzęcymi?

Do postu dodajecie rzut !k20. Wynik oznacza wylosowaną kończynę:
1-4 - łapka szczura
5-8 - kurza łapka
9-11 - kocia łapka
12-15 - jastrzębia łapka
16-17 - nóżka jaszczurki
18-19 - raciczka dzika
20 - stopa niemowlęcia

Wittermore mogła mieć do kobiety wiele pytań, jednak coś kazało jej w tej chwili milczeć. Spojrzała na Puchona i przez chwilę nie do końca wiedziała, co powiedzieć. Po chwili pokręciła głową i wpatrując się w niego odrobinę nieobecnym wzrokiem szepnęła, co z pewnością usłyszał.

— Bywało lepiej. — Powiedziała szczerze. — Mam nadzieję, że u ciebie w porządku. — Tylko tyle zdążyła powiedzieć, bo zajęcia się rozpoczęły.

Ze zdziwieniem spoglądała na obecnego na zajęciach Cyrila. Nie spodziewała się go w tym miejscu – czyżby jednak zaczynał wierzyć w przepowiednie? Nie miała czasu na zastanowienie. Zgłosiła się jako pierwsza do grzebania w worku i po chwili skupienia wyciągnęła swoją część „przepowiedni”. Och, jak dobrze, że nie była typową dziewczyną brzydzącą się wnętrzności.


!k20
1d20 rzucono z sumą oczek równą: 14 (14)
Puchon czuł się tu naprawdę nieswojo. Co on tu robił? No cóż, już go zauważono, nie było odwrotu. Nie dano mu dłużej czekać. Zajęcia się zaczęły. Chłopak stwierdził że nie była to ta przerażająca kobieta którą spotkał na błoniach, jednak ta też była straszna. Nie zastanawiał się nad tym długo. Kiedy lewe oko spojrzało się wprost na niego. Słowa które wypowiedziała zaniepokoiły go. Zaraz, co? Komu ma nie wierzyć, w co? W te wszystkie przepowiednie? Skoro to nie prawda, to czemu jest jej przykro? Chyba powinien cieszyć ją fakt że Londyn nie spłonie. Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi. Najbardziej zastanawiało go dlaczego ta pani zwróciła się akurat do niego. Jego problemy są aż tak interesujące?
Kiedy kobieta podeszła z workiem był ciekawy co wylosuje. Chociaż bał się. Niepewnie włożył rękę do worka. Nie brzydził się rzeczy jakie mógł tan znaleźć, bał się po prostu jaką przyszłość wywróży mu kolejna osoba. Może tym razem będzie to coś miłego, tak dla odmiany.

!k20
1d20 rzucono z sumą oczek równą: 17 (17)
Puchon nie zdążył nic powiedzieć, postanowił tylko lekko skinąć głową ku Krukonki.
    Zajęcia w końcu się rozpoczęły. Już na samym początku kobieta zaskoczyła go sztuczką z ptakiem. To miały być zajęcia wróżbiarstwa, czy jarmarcznych sztuczek mugolskich szarlatanów? Z drugiej jednak strony musiała jakoś zwrócić na siebie uwagę rozkojarzonego zebranego towarzystwa. Przekonajmy się, skąd należy rzeczywiście czerpać mądrość...
    Theo kątem oka zauważył, co z worka wyciąga jego koleżanka. Skrzywił się nieco — naprawdę mają wyciągać resztki jakichś zwierząt? No cóż, skoro już tu siedział, nie pozostało mu nic, jak zanurzyć dłoń w przepastnym worku. Starał się powstrzymać mdłości i w końcu coś schwycił.

!k20
1d20 rzucono z sumą oczek równą: 9 (9)
Gertruda uważnie obserwowała, jak Kaylin wyciąga kończynę z woreczka, jakby od tego zależały losy świata. Cmoknęła tylko na widok szponów jastrzębia.
   — Musi być pani ostrożna, panno Wittermore. Upolować, albo zostać upolowanym. Dostrzec, albo być dostrzeżonym.
   Zostawiła na Kaylin swoje uważne spojrzenie jeszcze przez chwilę, po czym wystawiła woreczek w stronę Theodora. Puchon zanurzył dłoń, poczuł kilka dziwnych rzeczy, ocierających się o nią, po czym wyciągnął coś całkiem przyjemnego w dotyku. Mięciutki przedmiot okazał się łapą rudego kota.
   — Ah, no tak — czarownica uśmiechnęła się i pokiwała kilka razy głową. — Musi pan uważać na koty, zdecydowanie.
   Czy wiedziała o jego tajemnicy? Jeśli tak, wróżba brzmiała całkiem rozsądnie, aczkolwiek nie do końca można ją wpleść w obszary "przewidywania przyszłości". Po rozdaniu kończyn jakimś Ślizgonkom, nadszedł czas na Cyrila. Czarownica uniosła wysoko brwi zdziwiona widokiem nóżki jaszczurki.
   — Czyli jednak nie będzie tak źle, panie Carter. Prześlizgnie się pan.
   Odłożyła woreczek na stolik, po czym zwróciła się do uczniów.
   — Kolejną wróżbę spróbujecie wykonać sami. Połączcie się w pary, najlepiej z osobami o podobnej aurze... — przymknęła na chwilę jedno oko, zaś to szalone powędrowało gdzieś po sali. Jej ptak natomiast zaskrzeczał coś. — Panie Carter, mamy nieparzystą liczbę osób. Proszę współpracować z panną Wittermore i jej kolegą. Proszę też wszystkich o ustawienie się z krzesłami tak, aby siedzieć dokłądnie naprzeciwko partnera. Trójka może usiąść w trójkącie — nakazała, po czym znowu wróciła do biurka zabierając przyszykowane talie kart do tarota - każdej grupce dała po jednej.
   — Waszym zadaniem jest trzymanie każdej karty, po kolei, na wysokości twarzy partnera. Ta, od której zacznie promieniować energia, jest znakiem, wróżbą. Powodzenia.
Opisujecie wykonywanie ćwiczenia, możecie sobie wybrać kartę. Każda postać wróży jednej postaci, czyli jeśli Kaylin wybierze Theo, to Theo wróży Cyrylkowi itd.
Spis kart: Głupiec . Mag (Magik) . Kapłanka (Papieżyca) . Cesarzowa . Cesarz . Hierofant (Papież, Arcykapłan) . Kochankowie . Rydwan . Sprawiedliwość . Eremita (Pustelnik) . Koło Fortuny . Siła (Moc) . Wisielec . Śmierć . Umiarkowanie (Równowaga)
Diabeł (Szatan, Demon) . Wieża (Wieża Boga) . Gwiazda (Gwiazdy) . Księżyc . Słońce . Sąd (Zmartwychwstanie) . Świat

Kaylin jeszcze przez chwilę wpatrywała się w wyciągnięty szpon, który obracała w dłoni. Miała złe przeczucie, jakby dreszcz przechodzący po całym jej ciele. Potem jednak skupiła spojrzenie na twarzy czarownicy i wsłuchała się w jej słowa. Tylko, co mogły oznaczać? Czy Kaylin na pewno chciała się tym przejmować? Czy na pewno wierzyła w coś takiego? Ufała swojej intuicji, ufała słowom Bułhakowa. Kobieta jednak nie była kimś, kogo Wittermore znała, czemu więc miałaby wziąć jej słowa za pewnik?

Upolować, albo zostać upolowanym. Dostrzec, albo zostać dostrzeżonym.

Wiedziała jedno, nie chciała niczego w swoim życiu przegrać. Może nie wszystko układało się tak, jakby tego chciała, ale miała cel i zamierzała do niego dotrzeć. Przygryzła wargę zdeterminowana, by osiągnąć cel. Nie zatrzyma się i nie pozwoli sobie na przegraną.

Kolejna część zajęć była dla niej dziwna. Niby wiedziała, że będą robić różne wróżby, jednak nie chciała pracować w parach. A już tym bardziej w trójkach. Westchnęła jednak i usiadła wśród Puchonów i zaczęła wyciągać karty. Trzymała je wszystkie na wysokości twarzy Cyrila, nie zastanawiając się wcześniej nad tym, którego z chłopców wybrać. Karta, która zwróciła jej uwagę to Koło Fortuny, przy którym zatrzymała się na dłużej.

Cyrila zaciekawiła wyciągnięta nóżka jaszczurki, a jeszcze bardziej zaciekawiło go zdziwienie kobiety. Czy to naprawdę aż takie niespotykane by szlamowata sierota miała choć trochę szczęścia w życiu? Chłopak również do tego podszedł sceptycznie. Wróżba nie mówiła mu nic konkretnego, oprócz tego że ma farta w losowaniu. Wątpił żeby ta jedna nóżka miała zmienić jego życie.
Następne ćwiczenie nie za bardzo podobało się chłopakowi. Wolałby pracować sam. Wiedział że jest tym nielubianym którego nikt nie chce w drużynie. Widział ten "entuzjazm" w Kaylin, kiedy to się okazało że mają razem współpracować. Nie żeby coś, nie miał nic do dziewczyny. Szanował ją jak każdego innego człowieka, po prostu nie pałał do niej wielką sympatią.
Chłopiec spojrzał na puchona, z którym to również przypadło mu pracować. Nie znał go za dobrze, to znaczy wiedział jak ma na imię i z którego roku jest. Raz nawet zagadał o lekcje, ale nie łączyło ich nic specjalnego. Może dzisiaj się to zmieni.
Cyril złapał za pierwszą lepszą kartę nie zastanawiając się nad tym zbytnio. Okazało się że karta którą trzymał w ręku to Wisielec Nie sądził że to coś pozytywnego, ale też nie chciał wróżyć Theo śmierci po przez powieszenie. To był czysty przypadek.
Theo stężał, gdy tylko usłyszał o ważaniu na koty. To raczej mało prawdopodobne, aby ta szalona kobieta wiedziała cokolwiek o jego małej ptasiej tajemnicy. A może o niej wie dzięki tym wszystkim wtóżbiarskim sztuczkom? Nie, to raczej mało prawdopodobne — trzeba było chyba jednak postawić na siłę przypadku. Tak czy inaczej, pierwszym uczuciem towarzyszącym Puchonowi po usłyszeniu wróżby, było głębokie zaniepokojenie.
Callaghan nie zastanowił się jednak wystarczająco dogłębnie nad sensem kociej łapki, gdyż za chwilę poproszono jego i innych zgromadzonych o wróżenie z kart. Jemu przypadło czytanie koleżance. Theo na wpół oślep przejrzał poszczególne symbole i przełknął głośno ślinę, gdy trafił na tę właściwą. Diabeł... Młody Puchon spojrzał przepraszająco na Kaylin.
Gertruda przechadzała się po sali i uspokajała przerażone dziewczęta, którym wypadła nieodpowiednia karta. Niektóre znały znaczenie symboli tarota, lecz czarownica uspokajała.
   — Wróżenie z tych kart wymaga pewnych predyspozycji, dlatego wykonujecie tylko najprostsze ćwiczenia. Interpretacja wróżby jest tutaj nieco inna... Nie, panienko. Słońce nie zwiastuje tutaj niczego innego, jak ogień... — wyjaśniła jakiejś Gryfonce, zaś mewa spoczywająca na jej ramieniu zaskrzeczała w kierunku Kaylin.
   Gertruda podeszła w końcu do trójki. Pokazali jej karty, a ona zaczęła rozwiewać wątpliwości przy ich interpretacji.
   — Koło Fortuny to znak zmian. Dobrych zmian. Po złym zawsze następuje dobre, panie Carter. Mi może pan nie wierzyć, ale koleżanka pana upewni w tym, że ta karta nie ma złych znaczeń — uśmiechnęła się lekko swoimi wąskimi wargami, a ptak znowu zaskrzeczał, zawieszając oko na Kaylin. Na Wisielcu, będącym wróżbą dla Theo, trochę się zatrzymała, pokiwała głową. Mewa zatrzepotała skrzydłami i usiadła na ramieniu Callaghana. — To nic konkretnego. Po prostu nie może się pan poddawać... być może chwila zwątpienia nadejdzie. Ha, któż to wie! — powiedziała, rozważając to w swojej głowie jeszcze przez chwilę. Na końcu spojrzała zdrowym okiem na wróżbę dla Krukonki, po czym zareagowała tak, jakby się zbulwersowała. — Dwie pieczenie na jednym ogniu! Proszę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę, nawet, jeśli słyszy pani o tym od osób trzecich! A po drugie: proszę z nim skończyć! To niedorzeczne, aby już dorosła czarownica była uzależniona od nau... — przerwała swój gwałtowny wybuch, podczas którego wszystkie twarze zwróciły się w jej stronę. Dziwne oko zawirowało, ptak znowu zaskrzeczał, po czym dziobnął Theo w ucho. — Tutaj jest więcej, niż można się tego spodziewać! Panienka zostanie po zajęciach, nie mamy teraz na to czasu — klasnęła w dłonie i zebrała szybko wszystkie karty. Następnie machnęła różdżką i do każdej pary podleciał niewielki stolik z zapaloną świecą, kluczem oraz miską z wodą.
   — Na koniec coś zapewne bardziej atrakcyjnego, dla niewprawionych umysłów. Wróżenia z wosku chyba nie muszę omawiać, prawda? Krople wosku kapiące przez dziurkę od klucza pokażą wam kształty na tafli wody, które sami zinterpretujecie, kiedy do Was podejdę. Do roboty!

Kształt wymyślacie sami (interpretację właściwie też), możecie użyć generator lania wosku.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11