Mortis - Czarodzieje 1939

Pełna wersja: Sala do wróżbiarstwa
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

Sala do wróżbiarstwa


Lokalizacja: Piętro VII, Hogwart



[Obrazek: D1lbMCb.png]

Pomieszczenie, w którym odbywają się zajęcia z wróżbiarstwa, jest wyjątkowo wysokie, jako że jego dach znajduje się wyżej, w stosunku do reszty siódmego piętra. Aby wykorzystać pionową przestrzeń jak najlepiej, ławki uczniowskie przymocowane są do podłogi na szerokich schodkach zajmujących przeszło połowę sali, dając jej przy tym charakter przypominający sportowe trybuny lub uniwersytecką aulę.

Poniżej, na płaskiej przestrzeni, rozlokowanych jest kilka dodatkowych stolików, a także miejsce dla nauczyciela, z wygodnym fotelem dostawionym do wąskiego biurka. Ściany zdobią wykresy i plansze związane z różnymi rodzajami przepowiadania przyszłości, sklepienie zostało natomiast wymalowane połyskliwą farbą na wzór konstelacji, zmieniających się z czasem odpowiednio do pór roku i nieba aktualnie widzianego nad Szkocją. Z tyłu sali ustawiono kilka szaf ze szklanymi kulami, galerię ścienną starych kart do tarota oraz zamkniętą na kluczyk komódkę, w której pochowane są odpowiednio dobrane do wróżenia gatunki liściastych herbat.

Kaylin bardzo lubiła wróżbiarstwo. Nie była to może Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami, którą kochała całym sercem, ale również sprawiało jej przyjemność. Na trzecim roku zajrzała do sali nauczyciela tego przedmiotu ze zwykłej ciekawości i bardzo szybko okazało się, że miała do tego talent. A przynajmniej tak mówił dyrektor, który prowadził zajęcia. Sama Wittermore, przeświadczona o swojej przeciętności, nie sądziła, by było w niej coś wyjątkowego a wszystkie trafne wróżby traktowała jako zwyczajny fart.
Tak było do niedawna. Jakiś czas temu zauważyła ciągle powracające do niej sny i nasilone uczucie déja vu. Prawdę mówiąc - przez ponad pół roku ignorowała to całkiem zręcznie, aż w końcu coś do niej dotarło. Zaczęła grzebać, jak to miała w zwyczaju, w książkach, wertując podręczniki i senniki. W końcu wpadła na rzecz wręcz szaloną, o którą zdecydowała zapytać dyrektora. Niestety, w tym czasie mężczyzna poczuł się gorzej i teraz leżał w Świętym Mungu.
Kiedy wstała rano zastanawiała się, kto zastąpi nauczyciela i w głowie miała tylko jedną osobę, która mogłaby to zrobić. A może miała go w myślach tylko dlatego, że poprzedniego wieczora spędziła z nim przyjemny czas w herbaciarni? Nie, nie miała czasu na myślenie o takich sprawach!
Poklepała się po policzkach, chcąc jak najszybciej doprowadzić się do porządku. Samo wspomnienie wczorajszego dnia wywoływało na jej twarzy rumieniec, nie mogła się przecież w takim stanie pokazać nikomu. Ochlapała więc lico zimną wodą w łazience, do której wstąpiła po drodze i ponownie skierowała swe kroki do klasy wróżbiarstwa.
Weszła po cichu, nie chcąc narobić zbędnego hałasu w pustej jeszcze sali. Usiadła, jak zawsze, w pierwszej ławce i wyciągnęła notes. Rozejrzała się po pomieszczeniu zastanawiając, czego dowie się tego dnia na lekcji i - co było jej planem podstawowym na ten dzień - po niej. Miała kilka pytań, na które w całej szkole mogli jej odpowiedzieć tylko dyrektor i profesor Bułhakow.
Seymour właściwie nie miał specjalnego talentu do wróżbiarstwa. Chodził na nie, bo lekcje były dość odprężające i przyjemne. Poza tym, genialnie bajerowało się dziewczęta na czytanie z dłoni i inne tego typu duperele. I choć nie przyznałby się przed nikim, był jeszcze jeden powód - w jakimś stopniu chciał czuwać nad losami swojej matki i siostry. Miał cichą nadzieję, że nauczy się czegoś, co pozwoli mu odczytywać, co je czeka lub chociaż co mogłoby je spotkać. Chciałby wszak zapobiec wszelkim niebezpieczeństwom i nieszczęściom, które mogłyby je dotknąć. Nikomu jednak nigdy nie zwierzał się ze swoich powodów uczęszczania na owe dość niepopularne zajęcia i zaskakiwał wszystkich swoją ponadprzeciętną frekwencją i zapałem, mimo trudności z tymże przedmiotem.
Kiedy wszedł do sali, ziewnął, podrapał się z tyłu głowy i zlustrował ją spojrzeniem. Uśmiechnął się szeroko, dostrzegając, że nie jest sam. No tak. Kaylin. Zawsze wszędzie była pierwsza. Dlaczego więc dzisiaj miałoby być inaczej? Podszedł do niej nonszalanckim krokiem i jak gdyby nigdy nic, usiadł tuż obok.
- Cześć, Wittemore - rzucił do niej, wyszczerzając się radośnie. - Co u ciebie słychać?
Oparł się na łokciu i podparł brodę na położonej na ręce ławce, nie spuszczając wzroku z dziewczyny ani na chwilę. Krukonka była, czegokolwiek by inni o niej nie mówili, całkiem ładna i mile się na nią patrzyło. Należało tylko tę urodę dostrzec i przegnać wszelkie wizje o jej kujoństwie, które tylko psuły cały efekt. Ale Hardy przecież nie oceniał ludzi. Wiedział, że każdy ma swoje powody i ukryte strony, dlatego też z całych sił starał się ich nie szufladkować i nie skreślać przedwcześnie, przynajmniej dziewcząt. A Kaylin na przykład okazywała się naprawdę przemiłą i pomocną dziewczyną, której on, ze swoim fatalnym zapałem do nauki, niewątpliwie potrzebował. Niezwykle był jej wdzięczny za pomoc w historii magii, a czasem także i w innych przedmiotach, bo obawiał się, że gdyby nie regularne spotkania z nią, SUMy w życiu nie poszłyby mu tak dobrze. Miał nadzieję, że dzięki owym korepetycjom równie dobrze poradzi sobie z OWUTEMami. Poza tym, dziewczyna była całkiem... Urocza? Tak, chyba tak to można było nazwać. W tej całej swojej naiwności, pełna ideałów i niewinna... Wprost ubóstwiał ją peszyć i zawstydzać. Traktował to jako część ich znajomości o charakterze czysto żartobliwym i zaczepnym. W końcu wyraźnie widział po niej, że jej myśli kręcą się już wokół jakiegoś osobnika płci przeciwnej i to tak silnie, że zupełnie nie było miejsca na nikogo innego - Gryfon zatem już gdy tylko to zauważył przestał widzieć jakiekolwiek szanse na sukces swojego podrywu, co nie zmieniało faktu, że blondynkę lubił i chciał utrzymywać z nią pewien kontakt.
Siedziała na swoim miejscu, z ręką zastygłą w powietrzu. Trzymała w niej pióro, którym najwidoczniej chciała coś zapisać, ale coś jej przerwało. Tym czymś było zdecydowanie zamyślenie. Wpatrywała się w jeden punkt pomieszczenia, niczym całkowicie nieobecna, i wzdychała tylko pod nosem.
O czym myślała? Sama nie była do końca pewna. Strzępy wszystkiego, co działo się w jej życiu ostatnio zaczynały przelatywać przez jej głowę, a ona zaczęła się w nich totalnie zatracać. Właśnie dlatego, gdy Gryfon usiadł obok i się do niej odezwał aż podskoczyła w miejscu, a pióro wypadło z jej dłoni. Odwróciła głowę w jego stronę i po chwili kiwnęła głową na przywitanie. Zatrzymała na nim spojrzenie na dłużej, bo co by nie mówić o jej zainteresowaniu innymi mężczyznami, było na co patrzeć. Nawet ona, tak ułomna w kontaktach z innymi i wpatrzona tylko w profesora B. wiedziała, że Hardy był po prostu przystojny. Nie dziwiła się, że dziewczęta wpadały w jego ramiona niczym po amortencji.
Nie lubiła, gdy inni obok niej siadali, to fakt. Zdawać by się jednak mogło, że do Addyson i Seymoura po prostu przywykła. Nic dziwnego, gdy z kimś spędza się więcej czasu, a z Gryfonem spędziła go całkiem sporo, gdy przygotowywali się do SUMów. I, prawdę mówiąc, sama była zaskoczona, jak dobrze jej się go uczyło.
Kaylin była mądra, miała dużą wiedzę. Ludzie jej nie lubili, bo bywała... Cóż, sobą. Jednak mało kto zauważył, że poproszona o pomoc, tak naprawdę nigdy nie odmawiała. Że potrafiła tłumaczyć jedną rzecz wiele razy, dopóki ktoś tego nie zrozumiał.
- W porządku. A u ciebie? Jak walentynki? - Zapytała wiedząc, że tak wypada. Nie do końca chciała słuchać o jego walentynkowych podbojach (bo, och, nie wątpiła, że takie miał), ale pytanie samo wyszło z jej ust. Speszyła się lekko i zarumieniła, jak miała w zwyczaju. Chrząknęła jedynie i zatopiła spojrzenie w notatniku czytając zawzięcie... Z pustej strony.
Kolejna lekcja z Bułhakowem - na to czekaliście! Niestety pan Biblethump znajdował się aktualnie w szpitalu, a szkoła nie posiadała poza pieprzniętym Rosjaninem absolutnie nikogo zdolnego do przeprowadzenia tego typu zajęć. Wróżbiarstwo, Starożytne Runy, Numerologia... kto da więcej? Przynajmniej wreszcie się nie nudził, a to się ceniło. Wszedł do sali wyciągając ręce z kieszeni i przejechał wzrokiem po tym istnym tłumie. Aż dwie osoby! Sukces, że komukolwiek chciało się przyjść, skoro byli świadomi faktu, że ich nauczyciel zrezygnował z posady i prawdopodobnie znowu dopiszą Chlebiczowi dodatkowe godziny do grafiku, dowcipnie oznaczając je jako "tymczasowe", chociaż wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że znalezienie nauczyciela do takiego przedmiotu graniczyło z cudem.
- Dzień dobry! Na pewno się mnie nie spodziewaliście. - powiedział wesoło, a do śmiechu mu ostatnio nie było (uczuciowy mętlik w głowie i planowanie morderstwa idealnego nie działało zbyt dobrze na samopoczucie) i położył swój ukochany dziennik na stoliczku nauczyciela.
Podobał mu się wystrój tej klasy. Był taki... kameralny. Nie mógł, rzecz jasna, wprowadzić czegoś takiego na numerologii, ponieważ wymagała skupienia. No, a poza tym - dobrał ławki idealnie tak, żeby żaden mały gnojek nie mógł ściągać, bo wszystko widział zza biurka.
- To jak, dzisiaj wróżymy ze sposobu krojenia chleba, czy z wnętrzności zwierząt? - zatarł rączki. - Haha. Żartowałem. Ale tak na poważnie - przerabialiście już chiromancję?
Szósty rocznik jego ukochane fusy miał już niestety za sobą, a szkoda. Na szczęście herbatkę mógł zaparzyć im zawsze, co też zaczął robić. - Napijecie się?
To akurat musiał wprowadzić u siebie k o n i e c z n i e.
Ostatnimi czasy była wypalona chodzeniem na zajęcia, w końcu jedne w zastraszającym tempie goniły następne. Ale na tych także postanowiła się zjawić dzielnie stawiając krok za krokiem wzdłuż korytarzy, licząc poszczególne schody, wymijając rogi do czasu, aż nie trafiła na zajęcia, wstępnie z grzeczności witając się ze znanym aż za dobrze nauczycielem, a później zresztą nielicznej klasy. Usiadła bardziej z tyłu, aby nie rzucać się w oczy, ale to było raczej trudne ze względu na nieokiełznane tego dnia włosy, które nie dość, że były w kolorze rudy, to jeszcze z powodu pogody bardzo się puszyły. Wyłożyła potrzebne do zajęć przybory, w postaci jednego notesu, a także pióra z kałamarzem. Upchnęła kilka niedokończonych listów wystających z notesu głębiej, w zgliszcza kartek nim nie podniosła ręki, mrucząc coś tam niewyraźnie, że skorzystałaby z propozycji herbaty. Brało się, kiedy coś było za darmo. Żałowała tylko, że Vakel nie miał do zaoferowania także kawy, zważywszy na fusy kawowe, w których uwielbiała w wolnych chwilach dłubać.
Była trochę na takie przyjemności podobno za młoda, w końcu nie powinno się z kawą zaczynać wcześnie – ale ona już dawno się od niej uzależniła. Przetarła dłonią wciąż nieco zaspane oczy, wzrokiem szukając zawsze obecnego w klasie kocura. Zawsze chciała jakiegoś mieć, ale nie mogła przyprowadzić przybłędy, ze względu na obecność sów które mogłyby być zagrożone. Do dziś wzdrygała się na myśl o pozostawieniu Oisina z otwartą klatką, przy Marcelu Anastasii. Westchnęła ciężko, kiedy zorientowała się, że jest tak strasznie daleko, a ona nie może po niego iść, żeby zgarnąć go na swoje kolana w celu przebrnięcia przez resztę lekcji w towarzystwie mrucząco-drapiącej kreatury.
Na wróżbiarstwo zawsze chciało jej się przychodzić. No dobrze, prawie na każdą lekcję jej się chciało, ale na wróżenie szczególnie! Nie miało to nawet nic wspólnego z tym, że jedynym kandydatem do prowadzenia tych zajęć był profesor Bułhakow. Kaylin po prostu czuła się na nich dobrze i bardzo je lubiła. Na widok Vakela coś ścisnęło ją w żołądku i była w stanie wyszeptać tylko cichutkie dzień dobry i spuścić wzrok. Na szczęście powiedziany przez niego żart trochę ją rozweselił i podnosząc głowę pokiwała na znak twierdzenia.
- W listopadzie, panie profesorze. - Dodała dobrze pamiętając lekcję z chiromancji. Swoje dłonie znała już chyba wystarczająco dobrze, a wróżenie z nich nie powiedziało jej niczego dobrego. Nie chciała do tego wracać, ale jeżeli nauczyciel tego sobie zażyczy - dostosuje się.
Rozejrzała się po sali, w której znajdowała się tylko ich trójka i wydawała się być całkiem rozluźniona. Na wróżbiarstwie nigdy nie było tłumów, właśnie dlatego wstąpiła tu pierwszy raz w trzeciej klasie, a tego dnia naprawdę mogli poszczycić się najgorszą frekwencją od... zawsze?
- Co powie pan na kartomancję? Albo lepiej, wróżenie z kryształowej kuli. - Uśmiechnęła się szeroko, zawsze chciała tego spróbować, ale na zajęciach jeszcze tego nie przerabiali.
Kątem oka dojrzała wchodzącą do sali Hennessy, ale udała, że wcale jej nie widzi. Po ostatnich zajęciach z zaklęć nie miała ochoty nawet na nią patrzeć. Mimo to, jej obecność w klasie sprawiła, że automatycznie się spięła i zmniejszyła w sobie.
- Poproszę. - Mruknęła cicho w odpowiedzi na pytanie o herbatę. Lubiła jego herbatę, nikt inny nie zrobił jej nigdy takiej dobrej. W pewnej chwili podniosła rękę, bo miała go zapytać, jak się tylko pojawi i jak zawsze pochłonęły ją inne sprawy.
- Mogłabym panu zająć chwilę po zajęciach? - Odezwała się dopiero, gdy jej na to pozwolił. - Mam kilka pytań związanych z przedmiotem, miałam porozmawiać o tym z dyrektorem, ale... jak wiadomo, teraz nie ma jak. - Zrobiła smutną minę, bo bardzo lubiła tego staruszka z talią kart tarota w kieszeni i kryształową kulą na biurku.
Zachichotał lekko na pytanie o to, jak spędził walentynki i przyłożył jeden palec do ust dając znać, że jest to jego słodka tajemnica. Lubił roztaczać wokół siebie zagadkową aurę. Sprawiało to, że inni byli jeszcze bardziej nim zainteresowani, co nie tylko niewątpliwie mu pochlebiało, a przede wszystkim ułatwiało kontakty międzyludzkie, a także manipulację innymi. To, jak Kaylin wlepiła speszona wzrok w pustą kartkę uznał za wyjątkowo zabawne, ale w żaden sposób nie skomentował tego - po prostu uśmiechnął się do siebie pod nosem, a jego dalsze rozmyślania, albo ewentualne akcje, jakie miałby podjąć, zostały przerwane przez wejście do klasy profesora Bułhakowa.
Seymour bąknął jakieś niemrawe przywitanie i zaraz skupił się na obserwowaniu żywej reakcji Wittemore, jakby był widzem w teatrze i to oglądającym jakąś niezwykle zajmującą sztukę. Nie tylko jej zawstydzanie się było niezwykle urocze i interesujące, ale również jej stosunek do nauczyciela numerologii. Niewiele było tak zajmujących rzeczy, jak oglądanie emocji malujących się na twarzy Krukonki w obecności Vakela. Nie miał wątpliwości, jakimi uczuciami darzy starszego od siebie mężczyznę. Równie mocno ciekawił go stosunek Bułhakowa do swojej podopiecznej i nie omieszkał się zaraz zmierzyć go badawczym, przeszywającym na wskroś spojrzeniem, jakby starając się wyłapać tylko jeden szczegół, który zdradziłby myśli mężczyzny.
- Chleb brzmi nieźle - mruknął pod nosem ze swoim nieśmiertelnym, psotnym uśmieszkiem. Właściwie lubił profesora Bułhakowa. Był całkiem zabawny, choć Hardy'emu byłoby bardziej na rękę, gdyby nauczyciel był mniej belfrowaty, a tym samym nieco bardziej przymykał oko na wybryki uczniów i tak sztywno nie trzymał się wyznaczonych zasad. Chłopak podejrzewał jednak, że wtedy Vakel nie byłby Vakelem, zatem tego typu rzeczy w ogóle nie miały racji bytu.
- Ja również chętnie - odparł jeszcze, kiedy profesor zaproponował filiżankę herbaty, a co! Miał nadzieję, że nie była to propozycja skierowana tylko do Kaylin.
Nie wtrącał się w odpowiedź dziewczyny, obserwował ją tylko z ukosa. Kątem oka dostrzegł poruszenie i rudą czuprynę, która pojawiła się w sali. Hardy odwrócił się w kierunku nowo przybyłej i puścił jej oko na powitanie, machając jednocześnie nieznacznie dłonią w jej kierunku.
Ze swoim zmysłem dostrzegania uczuć i reakcji innych, nie umknęło jego uwadze, że siedząca obok niego blondynka spięła się nieznacznie, gdy w sali zjawiła się Hennesy. Gryfon wiedział o spięciach między dziewczynami, niemniej utrzymywał dobre relacje z obiema. W tym momencie poczuł się w obowiązku przywrócenia Wittemore do stanu większej swobody, toteż dał jej lekkiego kuksańca łokciem między żebra, ot, na rozluźnienie atmosfery i posłał jej rozbrajający, a za razem ciepły, uspokajający uśmiech. Dopóki tu był nie pozwoli, by dziewczyny weszły w jakiś konflikt. Najgorszy to był widok, gdy dwie kobiety skakały sobie do oczu.
Ha, do sali zawitał jego ulubiony rudzielec.
- Dzień dobry, Hennessy. Jak się spało? - zapytał wyjątkowo uprzejmym i spokojnym tonem głosu, choć oczywistym było, że komentuje w ten sposób spóźnienie i wygląd dziewczyny.
Dowcipki dowcipami, ale Bułhakow naprawdę potrafił wróżyć ze sposobu krojenia chleba i sera, co przy ostatniej wizycie w domu okazało się być całkiem pomocne. Niestety, w przeciwieństwie do wielu osób z jego umiejętnościami - zachował trzeźwość umysłu (no, powiedzmy...) i potrafił ocenić swoje szanse w nauczeniu tych dzieciaków czegoś, co mogło wydać im się zabawne. Już sam fakt, że trzymał u gajowego swojego koguta sprawiał, że mało kto traktował go poważnie. Nie będzie przy nich doglądał stanu wątroby martwego zwierzęcia.
- To w takim razie karty, czy szklana kula, hmm? - zapytał, jakby sam siebie, układając obok siebie cztery filiżaneczki. Nie do końca odpowiadała mu herbata znajdująca się do dyspozycji uczniów w sali od wróżbiarstwa, ale nie miał zamiaru schodzić teraz z posterunku i biec do siebie po puszeczki, skoro z zebranych tutaj osób męki doceniłaby w pełni tylko Wittermore.
Właśnie, Wittermore. Hennessy i Wittermore, znów razem w sali. Nie mógł wyjść, nie mógł się odwrócić. Zostawienie tych dwóch razem powinno być karalne. Lepiej nie wiedzieć co w takiej sytuacji stałoby się z biednym Hardym.
- Mało was dzisiaj. - stwierdził, po czym po chwili dodał: - W takim razie kule. Jest tak... kameralnie.
Skinął głową w stronę półki, na której w idealnych odstępach ułożone zostały skrzyneczki zawierające zestaw: kulę, ściereczkę i stojaczek.
Kule, kule... ile razy jeszcze napiszę w tym poście o kulach?
- Oczywiście. Jestem do waszej dyspozycji po każdych zajęciach. - odpowiedział krukonce jakby zdziwiony, że w ogóle zadała to pytanie. Mógł mieć i miał wiele irytujących wad, ale wyrównywał to zaletami, do których bezsprzecznie zaliczyć można było pracowitość. Vakel nigdy nie narzekał na osoby zadające pytania, nawet jeżeli musiał poświęcić komuś swój prywatny czas. Od tego tu był, prawda? Kule.
Obecność Seymoura wzbudziła niemałe zainteresowanie rudowłosej. Jednakże zamiast rzucić mu się w ramiona – co w ich przypadku nie miało najmniejszej szansy, jedynie w odpowiedzi zamachała mu poobijaną dłonią, uśmiechając się dyskretnie w zapewnieniu, że kiedy znajdywał się w pobliżu nie zamierzała szaleć. Przynajmniej przy tym Gryfonie nie chciała sprawiać wrażenia narwanej. Czasami, przez tych dziesięć minut miała prawdziwą ochotę być tym zachwalanym przez nauczycieli dzieciakiem. Czasami.
- O Panie Bułhakow. Mógłby Pan pomyśleć nad kupnem miększego łóżka. - Zdawało się całkiem wyraźnie słyszeć pod lekko zadartym nosem przechodzącego w kierunku krzesła dziewczęcia, które w końcu wzruszyło ramionami dając do zrozumienia, że jedno spóźnienie... ze stu czterdziestu pięciu nie zrobi większej różnicy. Koloryzowała. Ale naprawdę na zajęcia spóźniała się z zasady. Regularnie. Towarzystwo gdyby nie Wittermore mogłoby jej odpowiadać. Kiedy na zajęciach nie było tłumów, a że ten przedmiot nie cieszył się szczególnym zainteresowaniem można było odetchnąć od całego zgiełku panującego w Hogwarcie.
Brakowało tu tylko dobrych, rozpalonych kadzideł wpędzających w euforyczne stany, oraz wielkich poukładanych wkoło obleczonych futrem zwierząt magicznych poduch przy których można by się położyć i myśleć o wszystkich tych głupstwach. O kulach. O fusach. Nagrzała miejsce, na którym siedziała własnym zadkiem dlatego też niechętnie było się jej ze wspomnianym żegnać. Zwlokła się, powoli ruszyła w stronę półki, a tam wzrokiem uważnie lustrując pudełka wybrała to najbardziej jej odpowiadające, chociaż wszystkie zdawały się mieć identyczną zawartość. Wróciła na miejsce, a tam ostrożnie ułożyła stojaczek na kulę, usadawiając wspomnianą kulę kulę kulę kulę kululululu w celu dokładniejszego poprzecierania.
- Tak właściwie... Dlaczego kiedyś postanowiono skupić się na kuli? Czemu nie mógł to być szklany trójkąt? Niedźwiadek? Kaczka? Albo kwadrat? Wróżenie z kanciastej kaczko-niedźwiadki! - Zerknęła to na zebranych, to na nauczyciela naprawdę poważnie rozważając nad tym czy ktoś byłby w stanie stworzyć kaczko-niedźwiadkę której pocierałoby się zadek, ewentualnie grzbiet w celu odczytania poszczególnych informacji. Mogłaby to opatentować. Zbiłaby fortunę. A później zajęłaby się masową produkcją fallicznych stożków przewidujących rychłe ciąże, a także choroby weneryczne. Wsparła dłoń o policzek, trąc palcami po kulistym obiekcie.
Na niemą odpowiedź Saymoura zareagowała cichym chrząknięciem i lekkim zaróżowieniem policzków. Nie chciała być wścibska, właściwie spytała z grzeczności. Ostatecznie jednak poczuła się dość niezręcznie, można by rzecz, że lekko speszona. Na całe szczęście do sali wszedł Bułhakow, na którym spoczęła cała uwaga Kaylin i sytuacja została uratowana!
Wittermore była na tyle niewinna i głupia (w tej całej swojej mądrości) iż nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wiele osób wiedziało o jej małym zauroczeniu profesorem Bułhakowem. Nie mówiąc już o nim samym, bo gdyby wiedziała umarłaby ze wstydu. A może nie? Może właśnie chciała, żeby on wiedział? Tylko, co miałoby to jej dać? Zastanawianie się nad tym było równie sensowne, jak oczekiwanie, że Hennessy kiedyś dorośnie.
Posłała Seymourowi ciepły uśmiech, gdy powiedział o chlebie. Ona z chęcią nauczyłaby się wróżyć i z tego, ale docierało do niej, jak nużące musiałoby to być dla reszty grupy. I o ile znudzenie Yvon wydawało jej się całkiem niezłą rekompensatą za wszystko, o tyle Hardy'ego lubiła i nie byłaby w stosunku do niego tak okrutna. Kule były dużo ciekawsze. Sama Kaylin najbardziej lubiła wróżyć z run i kart. Nie była w tym żadną mistrzynią, o nie. Mimo to, często udawało jej się coś przewidzieć w ten sposób, co sprawiało dziewczynie dodatkową frajdę.
Słowa Bułhakowa ją ucieszyły, choć prawdę mówiąc - nie spodziewała się niczego innego. Zapytała chcąc bardziej zakomunikować, iż ukradnie mu chwilę po zajęciach niż zapytać, czy w ogóle może. Mimo to, tak nakazywała grzeczność, a ona po prostu dostosowywała się do zasad. Nadal nie była pewna, o co dokładnie chciała zapytać, bo mętlik w głowie nie pozwalał jej na skonstruowanie porządnego pytania. Miała jednak na to cała lekcję.
Słowa Hennessy doprowadziły ją do szału, ale jedyne, co na to wskazywało to uniesione lekko brwi. Merlinie, jak ona marzyła o tym, żeby ta ruda krowa przestała chodzić na lekcje. Żeby wywalili ją ze szkoły i żeby gniła z dala od niej. Żeby Kaylin nigdy więcej nie musiała jej oglądać, a już tym bardziej słyszeć tych bzdur, które wygadywała. Pal licho bzdury, ale to, co właśnie powiedziała było po prostu niegrzeczne! Najchętniej wytarmosiłaby ją za ucho i wyrzuciła z sali.
Niemniej jednak, bez słowa podniosła się i poszła po swój zestaw z kulą, by po chwili wrócić z nim na miejsce. Już miała zająć się przygotowywaniem do pracy, gdy usłyszała kolejne mądrości rudowłosej i była w stanie tylko ukryć twarz w dłoni. Jak bardzo ograniczona była ta idiotka? Jakim cudem w ogóle zdawała z klasy do klasy?
Wittermore nie miała zielonego pojęcia. Z westchnieniem zaczęła polerować kryształową kulę, co jakiś czas wpatrując się w nią z zaciekawieniem.
Parsknął cichym śmiechem, usłyszawszy odpowiedź Hennessy na słowa Bułhowa, ale rzecz jasna zasłonił lekko usta wierzchem dłoni, by nie dać nauczycielowi powodu do irytacji. Gryfonka z pewnością miała niezwykle trafiające do Seymoura poczucie humoru. Co tu dużo mówić, lubił ją. Lubił jej dystans, jej dowcip, jej trudny charakter. Była najzwyczajniej w świecie kimś ciekawym, budzącym zainteresowanie. A Hardy otaczał się tylko dwoma typami osób - interesującymi i przydatnymi.
Kiedy tylko ciemnowłosy usłyszał o kulach wstał i pierwszy znalazł się przy szafce, by ściągnąć z niej trzy zestawy i grzecznie podać dziewczynom. Można było wiele o nim powiedzieć, ale nie, że był niewychowany, albo gburowaty i grubiański. Zawsze, a zwłaszcza w stosunku do płci pięknej starał się zachowywać szarmancko. Co prawda zdarzały mu się odstępstwa od tej reguły, ale tylko wtedy, kiedy takie działania pozwalały mu coś osiągnąć. Na przykład czasem sprawdzało się to, gdy życzył sobie kogoś zdenerwować i potem szalenie dobrze bawić, obserwując go na skraju załamania nerwowego.
- Właściwie to dobre pytanie - podjął wypowiedź Yvon Hardy, uśmiechając się pod nosem. Zmarszczył teatralnie brwi. Nie zamierzał co prawda rozwijać tego tematu, gdyż zdawał sobie sprawę, że po pierwsze - marnują czas na lekcji, po drugie - Bułhakow tego nie lubił, a po trzecie - Wittemore to irytowało, a nie chciał stawiać się w sytuacji, w której zmalałaby jej sympatia do niego. Poza tym, też nie miał specjalnej ochoty stracić zajęć wróżbiarstwa na pogaduszkach. Mimo wszystko był to jeden z jego ulubionych przedmiotów.
The member 'Vakel Bułhakow' has done the following action : Rzut kością

'Jasnowidzenie' :
Bułhakow skomentował ten jakże nieodpowiedni komentarz głośnym plaśnięciem ręką o twarz.
- Odebrałbym ci za to punkty, Hennessy, ale Gryffindor ma ich między innymi dzięki tobie tak mało, że to byłoby porównywalne do kopania leżącego inwalidy. Zadajesz mi, zważywszy na to, że jesteś w siódmej klasie i swoją edukację w tej dziedzinie powinnaś mieć już  małym palcu, świetne pytanie. Nie mogę przepuścić tak poważnych braków w opanowanym materiale, więc napiszesz mi, droga Yvon wypracowanie. Dwie rolki pergaminu na temat tego, dlaczego wróżymy akurat z kuli, a nie szklanego niedźwiadka i dlaczego kula jest idealną formą geometryczną. Z litości dam ci na to dwa tygodnie.
Kiedy Hardy, który przebywał na roczniku szóstym stwierdził, że wątpliwości Gryfonki w tej kwestii były słuszne Bułhakow wyglądał jakby ktoś bardzo mocno przypierdolił mu w twarz. Darował sobie dopisywanie go do listy karnych zadań domowych, bo po pamiętnej numerologii z sprzed dwóch tygodni miał dość papierzysk na jakiś czas, no ale... udupienia pewnej panny nie mógł sobie darować. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił.
Zasunął kotary, odpalił świeczki, które ustawił im na stoliczkach i wyciągnął swoją kulę (na brodę Merlina, jak źle to brzmi) po czym zaczął ją polerować.
Melodyjny głos Bułeczki poniósł się po pomieszczeniu
- Oczyśćcie swoje umysły, jeżeli potrzeba wam tego - rozsiądźcie się, musicie zajrzeć wgłąb siebie. - odłożył ją na stojaczek, żeby zalać wszystkim herbatki i rozstawić je po stołach. - Skupcie się na niej, przelejcie w kulę swoją energię i uwagę, by pozwolić ukazać się barwom i znakom, a jeżeli nie jesteście w stanie - spróbujcie zadać jej pytanie. Dla przypomnienia, burzące się, unoszące obłoki - tak, opadająca mgła - nie. Otwórzcie się, nie napinajcie się, to wszystko musi przyjść z czasem. Kolory, symbole, urywki wydarzeń... każdy postrzega to inaczej. Będę was obserwował, a za chwilę, kiedy uznam moment za stosowny - przerwę zadanie, abyśmy mogli omówić, to co widzieliśmy. Ah! I co najważniejsze - cisza. Od tej pory panować ma kompletna c i s z a.
Bezszelestnie przemieścił się po klasie w stronę swojego fotela, na którym przysiadł bez wydawania przy tym absolutnie żadnego dźwięku, po czym sam wyciągnął rękę w stronę kryształu z zamiarem zerknięcia w przyszłość. Nie lubił marnować takich okazji.

Dla przypomnienia - ponieważ nie posiadacie trzeciego oka - tylko Kaylin rzuca kostką. Wy powinniście ujrzeć w kuli mgłę, dym, chmury (postać może różnie to zinterpretować), jednak ciężko doszukiwać się w tym jakiegokolwiek obrazu. Nic nie stoi na przeszkodzie, abyście próbowali zinterpretować kształt obłoku, sposób jego poruszania się, czy nawet wmawiali sobie, że coś tam widzicie, ale nie ma to odniesienia w mechanice. Kaylin, rzecz jasna, wizję opisuje dopiero po interpretacji kostki.
The member 'Kaylin Wittermore' has done the following action : Rzut kością


'Jasnowidzenie' :
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11