Mortis - Czarodzieje 1939

Pełna wersja: Izba Pamięci
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.

Izba Pamięci


Lokalizacja: Piętro III, Hogwart



[Obrazek: 5pAJOGl.png]

Izbą Pamięci szumnie nazywany jest niewielki odcinek korytarza na trzecim piętrze, gdzie ściany obstawione są gablotami pełnymi szkolnych trofeów. Znajdą się tam szczególne odznaczenia, puchary i dyplomy przyznawane adeptom różnych dziedzin sportowych i magicznych. To właśnie tam umieszczona jest również Księga Pamiątkowa szkoły - ustawione na specjalnym piedestale, szalenie grube tomiszcze oprawione w skórę z ozdobnymi złoceniami, zawiera w sobie spis wszystkich prefektów, członków drużyn quidditcha, królów i królowych balu wiosennego oraz wszelkich ważniejszych osiągnięć uczniów Hogwartu na przestrzeni całych dekad.

Jednym z ulubionych sposobów na odpracowanie lekkich przewinień względem regulaminu szkoły i nauczycieli jest wieczorne czyszczenie na błysk wszystkiego, co ustawiono za szybami gablot, a przyznać trzeba, że niekiedy można natrafić tam na prawdziwie przedziwne, przypadkowe znaleziska. Jest to także miejsce idealne do chwalenia się rodowodem, o ile za czasów szkolnych rodzice czy dziadkowie delikwenta dokonali rzeczy godnych uwiecznienia.

To nie tak, że dziewczę do tej pory ignorował, bądź zbywał, chyba słowem dużo lepiej obrazującym sposobności, byłby wyraz "unikał"; Graysen bowiem unikał uwięzienia w tej samej przestrzeni publicznej, unikał przygwożdżenia swej osoby do jej postaci i wymuszenia na nim słów, dialogów jeszcze nie obmyślonych, nie zaplanowanych. Nie przystoi mu jej wzrokiem omijać, lecz sam nie jest pewien czy przystoi mu z nią rozmawiać. Przynajmniej tak było do tej pory, w ich relacji nieoficjalnie zawartej, dosyć niepewnej, dziś już jednakże najprawdopodobniej potwierdzonej w liście do Carrowa dostarczonym.
Kurwa, więc to się dzieje naprawdę.
Tuż po śniadaniu w Wielkiej Sali, podsunął Isabelle wymięty liścik zapraszający do niezobowiązującej schadzki przy Izbie Pamięci. Nie jest gotowy na podobną kolizję, kolejną konfrontację, której nie potrafi skomentować, ani właściwie nazwać.
Czeka na nią pod gablotą, wpatrzony beznamiętnie w mrowie dyplomów i pucharów, z dłońmi przytwierdzonymi do dna kieszeni spodni. Jedna z nich ściska bezwiednie wymięty pergamin, tak jakby miałoby to wypuścić z niego narastające uczucie stłamszenia, ciężkiej guli wciskającej się w przełyk.
Nie potrafiła przypomnieć sobie, kiedy ostatnio udało jej się zasnąć — tak naprawdę, porządnie, bez nocnych przebudzeń. Gdyby mogła, całą winę za nerwowy i jakże nieprzyjemny okres, zrzuciłaby zapewne na własnego ojca. Cóż, wybór męża bez jakiegokolwiek udziału Isabelle, okazał się być dla niej o wiele bardziej ważnym, niżeli niegdyś sobie wyobrażała. Prawdę mówiąc, przejmować nigdy się tym faktem nie przejmowała, wierząc zaciekle, że wieść o wybranku ani trochę nie ruszy zimnego serca białowłosej Malfoy'ówny.
Stąpała powoli, z wymalowanym w oczach przerażeniem próbując za wszelką cenę uspokoić oddech. Im bliżej była Izby, tym widoczniej zwalniała kroku. Bała się. Nieswoich spojrzeń, zbliżającej się rozmowy, może kolejnej konfrontacji... samej przyszłości.
Obawiała się jego.
Jak miała się zachowywać, kiedy pod pancerzem nieczułej arystokratki, nie była w stanie powstrzymać łez? Drżenie podbródka stało się znacznie bardziej uciążliwe, a mocniej bijące serce jedynie przypominało Isabelle o zbliżających się, ojcowskich zamiarach. I egzaminach, które w tamtym momencie wydawały się być kompletnie, kompletnie nieistotne.
Zatrzymała się, praktycznie niezauważalna, niemrawo przesuwając stopy w kierunku stojącego przy gablotach młodzieńca. Tylko porozmawiamy... To nic takiego... Przełykała ślinę, lecz jej gardło nieustannie się zaciskało, niczym Diabelskie Sidła chcąc odebrać dziewczynie dopływ powietrza.
Witaj... — szepnęła cichutko, na tyle, że nawet ona sama ledwie usłyszała swój głos. Z minimalnie opuszczoną głową spoglądała niepewnie, z wyrazem dumnym, aczkolwiek przymuszonym. Nie podeszła bliżej, dzieliła ich pewna odległość, którą uważała wówczas za bezpieczną granicę.
...ewentualną szansę na ucieczkę.
Gdy tylko próbuje sięgnąć pamięcią do czasów zamierzchłych, tych w których bądź co bądź wiedział jak z Malfoyówną powinien się komunikować, przed oczyma okazuje mu się widmo okrutnie czarnej plamy; tak jakby jej postać wcześniej nie istniała, materializując się dopiero w momencie pamiętnego obiadu, ulokowanego w cieniu ostatecznego wyroku rzutującego na ich przyszłość.
— Mariaż Ophelii Lestrange z Averym — mówi enigmatycznym tonem, szczędząc sobie słów powitania. Sam nie do końca wie czy sztywność jego postawy wynika z podświadomej chęci utrzymania między nimi widocznego dystansu, czy z prostolinijnego zdenerwowania okolicznościami spotkania. Nie ma również najmniejszego pojęcia jak Isabelle odbiera ogrom ich aktualnego położenia. Nie zna jej zbyt dobrze, a na wnikliwą, cechującą się pełnym upośledzeniem i kompletną nietrafnością, analizę się nie decyduje. Jak na razie.
— Dostaliśmy zaproszenie na ich ślub. Razem.
Póki co, nie przecina sarniego spojrzenia wzrokiem zimnego mordercy, zaproszenie wyciąga w kierunku jej wycofanej sylwetki, w duchu właściwie nie licząc na faktyczny odbiór wyszukanego pergaminu ze swej wielgachnej dłoni.
— To już oficjalne. Ty i ja, rzecz jasna.
Im dłużej patrzyła na postać Carrowa, tym bardziej nie potrafiła wyobrazić sobie siebie obok niego. Sama myśl, że za pewien czas podobne wyobrażenie miało stać się rzeczywistością, wywoływała w niej mdłości — i to bynajmniej nie z powodu osoby Graysena. Ona zwyczajnie nie była przygotowana na małżeństwo, a tym bardziej na wiążące się z tym konsekwencje. Związek, ślub, dom, dzieci... Jak mogłaby przyzwyczaić się do podobnego życia, podczas gdy czuła się niczym szmaciana kukiełka, której ktoś non stop dyktował warunki? Paradoksalnie nawet przez głowę by jej nie przeszło, aby sprzeciwić się ojcu.
Jego chłodny, a zarazem niejasny ton i zdystansowaną postawę wyczuwała zbyt mocno, by móc choć trochę się rozluźnić. Najchętniej nie odezwałaby się ani słowem, a kiedy powolnym ruchem niepewnie wysunęła z dłoni Krukona pergamin, łapiąc go zaledwie opuszkami kilku palców — żeby przypadkiem dotykiem go nie spotkać — zdziwiła się, mimowolnie unosząc delikatnie jedną brew.
Mogła spodziewać się, że wcześniej czy później przyjdzie im wybrać się gdzieś razem, w pełni oficjalnie. Gdyby tylko z ust Carrowa nie padły następne słowa, zapewne odparłaby zdawkowo, że przyjmuje zaproszenie do wiadomości, po czym ruszyłaby z powrotem w stronę drzwi, ale tak... chciała jakkolwiek sprostować jego trafną uwagę.
Oficjalne... — Czyżby właśnie się uśmiechnęła? A może ledwie zauważalne uniesienie kącika ust miało być zniesmaczonym grymasem pogardy, którego damie nie wypadało przywoływać? Wpatrywała się w kawałek trzymanej w ręku kartki, jakby zapisane na niej litery same w sobie niesamowicie ją intrygowały. Po prawdzie chowała się przed wzrokiem towarzysza, przez dłuższą chwilę nie będąc w stanie patrzeć mu w oczy. — Jeśli nasi ojcowie tego właśnie oczekują, niedługo to my... — zaczęła, urywając w pół zdania. — Zatem pojawimy się tam razem — dodała zaraz, wracając ukradkiem do bezpieczniejszego tematu. Dopiero wówczas odlepiła spojrzenie od zaproszenia, ponownie przenosząc je na przyszłego męża. Ach, jak bardzo starała się brzmieć obojętnie.

Sesja zakończona

Powód: Nieaktywność graczy.