Mortis - Czarodzieje 1939

Pełna wersja: Zakazany korytarz
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3

Zakazany korytarz


Lokalizacja: Piętro III, Hogwart



[Obrazek: 8p8tcgS.png]

Dostanie się do tej lokacji wymaga sesji z Mistrzem Gry, gdyż wstęp na ten teren jest zabroniony dla uczniów Hogwartu.

Ominąwszy przeklęty gabinet, należy skręcić za posągiem Jednookiej Wiedźmy, aby dotrzeć do wysokich, drewnianych drzwi prowadzących na zakazany korytarz. Zamkniętych, oczywiście. Nazwa przyległa do tego miejsca nie bez powodu, zdecydowanie.

To przedłużenie korytarza na trzecim piętrze stoi nieużywane od lat - większość sal, do których prowadzi jest całkiem opustoszała, bądź zamieszkiwana przez istoty, z którymi uczniowie nie powinni spotykać się twarzą w twarz. Część pomieszczeń w korytarzu pełni funkcję składzików na niepotrzebne rzeczy, zaś osoby, którym udało się tam dostać używają pustych klas do nielegalnych eksperymentów lub jako miejsc potajemnych schadzek.

Wystrój samego korytarza odstrasza całkiem skutecznie - pajęczyny, kurz i okna tak brudne, że praktycznie nieprzepuszczające światła z zewnątrz składają się na ponury klimat holu, o kamiennych gargulcach przycupniętych na niskich kolumienkach i obserwujących poszukiwaczy przygód dziwnie żywotnymi ślepiami nie wspominając.

Cyril nie mógł wysiedzieć w dormitorium. Za dużo myśli go dręczyło naraz. Ciągle miał w głowie rozmowę swoich nowych "rodziców". Przepowiednia Kaylin się spełniła. Dlaczego? Dlaczego ludzie wyrządzają sobie tyle zła. Dlaczego czarodzieje atakują mugoli? Jaką on w tym całym przedstawieniu zagra rolę? Głowa go bolała. Postanowił się przejść i poukładać to wszystko.
Nie patrzył gdzie idzie. Po prostu szedł przed siebie z oczami wbitymi w podłogę. Wszedł na schody które zaprowadziły go na trzecie piętro. Dobrze wiedział że jest to miejsce "zakazane", jednak nie miał ochoty odwrócić się na pięcie i zejść na dół. Zanim schody zmieniły kurs, on już stał na platformie, zastanawiając się czy iść dalej czy zawrócić. Nie chciał kłopotów. Tyle że kłopoty chciały go. Tak więc ruszył korytarzem mając całkowicie gdzieś konsekwencje.
Ururu nie dowiedział się o wydarzeniach w Londynie przez długi czas. Wałęsał się sam po korytarzach do końca grudnia, dopiero kiedy przybyli uczniowie i dormitoria rozkwitły soczystymi rozmowami na temat zamieszek, postanowił się dowiedzieć, kto "Ma za swoje". Po przeczytaniu artykułu w Prorku Codziennym, zastanowił się przez chwilę, czy może wiadomość ciotki nie dotyczyła tego tematu, lecz stwierdził jednak, że to by było głupie. Przecież nie zaatakowaliby pokoju hotelowego, w dodatku zapisanego na czystokrwistą czarownicę. Chociaż nie był taki pewien, czy nazwiska spoza Skorowidzu są w ogóle kojarzone.
   Ururu jak szybko się dowiedział, tak szybko zapomniał o sprawie. Skupił się bardziej na ćwiczeniu zaklęć. Potrzebował trochę miejsca, a trudno o nie było, bo rozpoczęły się douczki na zaliczenie semestru. Marquez gardził to w swój specyficzny sposób, lecz cóż zrobić, musiał udać się na korytarz na trzecim piętrze. Jego ulubiony ukryty nie wchodził grę, gdyż był w lochach, gdzie było teraz dość zimno. Ururu nie potrzebował większego oświetlenia niż to, które rzucały prawie już wypalone świece. Miał ze sobą kilka orzechów włoskich, na których ćwiczył od świąt.
   — Depulso — wycelował różdżką w trzy orzechy, które po trafieniu śmigną po korytarzu, prosto pod nogi Cyryla. O ile jednak zaklęcie wyjdzie. Ururu oczywiście nie zwrócił uwagi, że ktoś nadchodzi i stwarzał śmiertelne zagrożenie, bo sam też nie był do końca dobrze widoczny w tym mroku.

!3k20
3d20 rzucono z sumą oczek równą: 38 (11, 12, 15)
Wydarzenia w Londynie nie były wielkim zaskoczeniem dla chłopca. W końcu został ostrzeżony przez samą niezwykłą wróżbitę Kaylin. Co prawda będąc na miejscu, przez chwilę myślał że to tylko kłamstwa i nic się nie stanie. Ale był głupi. Gdyby to zdarzenie byłoby trochę mniej wstrząsające z uśmiechem na twarzy powiedziałby "Wiedziałem!".
Mrok nie przeszkadzał chłopakowi. Widział wystarczająco aby nie potknąć się o własne nogi, a przy okazji nikt go nie zauważy tak od razu. Trochę niepokojąco zrobiło się kiedy pod jego nogami wylądowały orzechy. Same tu nie przyszły. Z tego co puchonowi wiadomo orzechy nie należą do organizmów żywych, tylko do ich owoców. Ale co on mógł wiedzieć.
Młody zaczął nadsłuchiwać, i chyba słyszał kroki. Chyba na pewno. Z każdą chwilą głośniejsze. Ktoś tu był. Nauczyciel? Możliwe.
-Lumos- szepnął, mając nadzieję że to banalne zaklęcie mu się uda, ale nie było to pewne.
Czy rzucanie światła w zakazanym korytarzu było mądre? Raczej nie, ale chłopak sie nad tym zbytnio nie zastanawiał. Chciał wiedzieć kto to, i tyle. Więc jeśli zaklęcie sie udało Cyril zobaczył sylwetkę znajomego mu ślizgona.
-To tylko ty- mruknął z lekką ulgą. Lepszy idiota Marquez niż nauczyciel. Chłopak opuścił lekko swoją różdżkę, stojąc w miejscu i czekając na jakiś ciekawy rozwój wydarzeń.
Natomiast jeśli zaklęcie się nie udało, to nie mam pojęcia, wszyscy zginiemy.

!3k20
3d20 rzucono z sumą oczek równą: 38 (11, 12, 15)
Ururu z szerokim uśmiechem podreptał trochę za orzechami, nie chcąc wychodzić jednak z cienia korytarza. Zatrzymał się, widząc światło. Woźny? Da się to załatwić. Zacisnął w dłoni różdżkę gotowy na wymiganie typa, kiedy dostrzegł tylko Cartera. Wyszczerzył się.
   — Dzień dobry — powiedział, po czym wyciągnął wolną dłoń i machnął różdżką trzymaną w prawej ręce. — Accio orzeszek.
   Czekając aż orzech poleci, postanowił zagadać trochę Cyrila, w razie potrzeby powtarzając uprzednio zaklęcie. Czuł do chłopaka pewnego rodzaju sympatię. Może chciałby mu potowarzyszyć?
   — Co robisz? Chciałbyś poćwiczyć ze mną zaklęcia? — spytał. Nie, nie lubił towarzystwa, a szczególnie był tego pewien po ostatnich zajściach. Niestety zdążył się już przyzwyczaić do nawiązywania interakcji. Poza tym, może jednak znajdzie kogoś, komu zależało na wgłębianiu magii (nie tak, jak Addyson) bez żadnych udziwnień (nie tak, jak Samantha).

!3k20
3d20 rzucono z sumą oczek równą: 39 (19, 19, 1)
Puchon miał mieszane uczucia co do Ururu, był irytujący, jednak to z nim w tamtym roku miał jedno z najciekawszych wspomnień. Takie rzeczy jak wspólny szlaban zbliżają do siebie ludzi.
Słysząc pytanie zastanowił się chwile. Nie był już tym małym, psotnym gówniarzem co rok temu. W chwili obecnej naprawdę mu się nie chciało. Miał zamiar przejść się jeszcze trochę korytarzem, aby poczuć się choć trochę jak buntownik, i wrócić do dormitorium. Jednak że coś podświadomie mówiło mu że powinien się zgodzić. Nie ważne jak bardzo się przez to zirytuje. Coś mu mówiło że nie będzie żałował.
-Czemu by nie, o ile nie będziesz ćwiczyć ich na mnie- odezwały się w nim resztki tamtego gówniarza.
-Więc, o jakie zaklęcia ci chodzi?-Zapytał z zainteresowaniem. Gdzieś tam w głębi duszy liczył że jakimś cudem ślizgon nauczył się czegoś z czarnej magii, co prawda rozum od razu wykluczył taką możliwość, ale fajnie czasem pomarzyć.
Złapał orzeszka i schował sobie do kieszeni. Wbił na krótko wzrok w różdżkę Cyrila. Jak mógł zapomnieć! Można by uznać, że osoby siedzące po nocach w książkach znają to zaklęcie perfekcyjnie, ale Ururu naprawdę nieczęsto pamiętał o istnieniu tak podstawowego zaklęcia, jakim był Lumos. Mruknął je właśnie, czekając aż jego różdżka zapłonie. Jeśli się udało, od razu rzucił Nox. Tym razem Ururu wykazał się podzielną uwagą i był w stanie od razu po swojej próbie odpowiedzieć na pytania chłopca.
   — Chcę opanować perfekcyjnie wszystkie zaklęcia ze wszystkich lat, także te z przyszłych. Myślę, że skorzystasz na tym bardziej, niż ja. Proponuję też przećwiczenie niektórych na sobie nawzajem, niektórych nie da się na sobie — powiedział. — Mam wszystkie książki ze sobą — skinął głową gdzieś w głąb korytarza, czekając na odpowiedź chłopca. Bardzo mu zależało, głównie na możliwości przećwiczenia zaklęć ofensywnych.

!3k20 Lumos do skutku, Nox jak starczy też do skutku
3d20 rzucono z sumą oczek równą: 27 (17, 6, 4)

Kaylin Wittermore pełniła funkcję prefekta nie od wczoraj. Wiedziała już, conależy robić i w jaki sposób, by wywiązywać się ze wszystkich obowiązków. Jednym z nich była rutynowa kontrola korytarzy i miejsc, do których normalnym uczniom nie można było wchodzić w ogóle. Zazwyczaj omijała zakazany korytarz szerokim łukiem, jednak tym razem – znajdując się już nieopodal – usłyszała głosy. I bynajmniej nie były to głosy w jej głowie, zwiastujące nadchodzące szaleństwo, nie tak obce dla posiadających trzecie oko.

Nie. To byli żywi ludzie, była tego pewna. Biorąc więc głęboki wdech i nie zastanawiając się nad tym, co może ją spotkać na zniszczonej części korytarza, ruszyła w stronę głosów i… Światła. Była więc już pewna, że ktoś tam jest. Czyżby jakaś schadzka? Od razu poczuła, jak wszystko podchodzi jej do gardła. Nigdy tego nie rozumiała i pewnie nie zrozumie. Dopiero, gdy podeszła bliżej ujrzała twarze chłopców, których właściwie mogła się w tym miejscu spodziewać.

— Marquez, Carter. — Powiedziała swoim typowym, pozbawionym większych uczuć głosem. — Minus dziesięć dla Slytherinu i minus dziesięć dla Hufflepuffu. Myślę, że wasi opiekunowie będą bardzo zadowoleni z tego, że przebywacie w zakazanym korytarzu o tej porze. — Założyła dłonie na klatce piersiowej i czekała na ich reakcję.

Prefekt Wittermore była na swój sposób przerażająca. Ale hej, przecież ci dwaj i tak ją lubili, prawda? A może nie? Nie ważne.

Poćwiczenie zaklęć? Czemu by nie. Może Cyril nauczyłby się czegoś pożytecznego. Marquez mógł być idiotom, ale i tak radził sobie z nauką lepiej niż puchon. Tylko czy powinni to robić w zakazanym korytarzu? E tam, co złego może się stać?
Chłopak spojrzał na różdżkę ślizgona, z której po chwili wydobyło się światło. Młody przygotował już swoją, aby ponownie użyć tego samego zaklęcia co poprzednio, jednakże coś mu przerwało. Usłyszał kroki. Były coraz bliżej. Już mają przechlapane?
Nie, to tylko Wittemore.
-A więc to zakazany korytarz? Myślałem że to czwarte piętro, chociaż przyznam że brak osób trzecich był dość podejrzany- Udał wielce zdziwionego. Nie liczył na to że pani prefekt to łyknie, ale nie mógł siedzieć cicho. To byłoby wbrew jego naturze.
Miał Lumos. Miał książki kawałek dalej. Miał Wittermore na karku i kolejne ujemne punkty. Można o Ururu powiedzieć wszystko, ale nie tracił zimnej krwi prawie nigdy. Ze swoim niewinnym uśmiechem spojrzał na Krukonkę.
  — Najmocniej przepraszam, ale wypadły mi orzechy i chciałem je znaleźć. Nie chcąc używać zaklęć na korytarzu, postanowiłem zrobić to w sposób tradycyjny, ale tu jest trochę za ciemno — rozejrzał się nieco. — A po tym, jak nie wyszło mi zaklęcie przywołujące i orzech trafił mnie w brzuch, zdecydowałem się kontynuować poszukiwania ze wzmocnieniem w postaci zaklęcia Lumos. Jeśli panienka nalega, zabiorę swoje rzeczy i opuszczę to miejsce... aczkolwiek nie rozumiem, czemu ta pora miałaby być nieodpowiednia do przebywania w tym miejscu... o ile jakakolwiek jest. Z pewnością może być tylko gorsza pora, taka jak cisza nocna. Szkoda, że ten korytarz jest zakazany, całkiem miłe miejsce.
   Ururu urwał, chociaż wyraźnie było widać, że ciągnąłby dalej swoją wypowiedź. Zastanawiał się teraz, czy mógłby zaprosić panienkę Wittermore na bal. Bo czemu nie?

Kaylin spojrzała na Cartera wzrokiem całkowicie pozbawionym… Czegokolwiek. Nie była nawet zaskoczona tym, że próbował ja okłamać. Na słowa Marqueza jedynie westchnęła. Nie znała ich przecież od wczoraj.

— Za kłamstwo też mogłabym wam odjąć punkty. — Powiedziała tylko. — Jeżeli po tylu latach przebywania w szkole nie wiecie, że weszliście na zakazany korytarz to może czas się tego nauczyć. — Dodała i próbowała dać im jakoś znać, że pora się stąd ruszyć. Gdyby była kimś innym być może pchnęłaby ich w stronę wyjścia bądź nawet wytargała za uszy.

I tak lepiej, że trafili na nią, a nie na Bułhakowa.

Stron: 1 2 3