Mortis - Czarodzieje 1939

Pełna wersja: Gabinet prof. H. Cromwella
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4

Gabinet prof. H. Cromwella


Lokalizacja: Piętro III, Hogwart



[Obrazek: OF82sXS.jpg]

Jedno słowo wystarczyłoby, żeby opisać wystrój gabinetu Hala: bałagan. Regały, stojące pod ścianami zawalone są przede wszystkim pudłami o niezidentyfikowanej zawartości, słoikami z wypreparowanymi zwierzętami lub ich częściami, kośćmi oraz pustymi akwariami, terrariami i klatkami. Książki i przeróżne broszury o zoologicznej tematyce zajmują zaledwie dwie półki, na których też walają się bez ładu i składu. Duży stół na środku pomieszczenia przykryty jest różnym sprzętem przydatnym przy obsłudze zwierząt, czekającym na umycie i odstawienie gdzie indziej. Czasem po posadzce walają się różne ścierki i gąbki, czasem jest na niej kałuża wody.

Na stojącym nieco z boku biurku oprócz porozrzucanych papierów, niemal zawsze znaleźć można od dwóch do pięciu brudnych kubków z niedopitą herbatą. Czasem trafia tu też coś, co nie mieści się na półkach. Jeżeli zaś wybiegnie spod niego jakiś owad, nie należy panikować – wszystko jest względnie pod kontrolą. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze John Powl - pójdźka Hala - która swobodnie przechadza się po całym gabinecie, gubiąc pióra i paskudząc, gdzie jej się żywnie spodoba.

I to nie tak, że Cromwell nie stara się tam utrzymywać porządku. Sprząta tam niemal bez przerwy. Po prostu nie nadąża i nie ufa skrzatom, że mu niczego nie poprzestawiają. Jedynym mniej więcej uporządkowanym fragmentem pomieszczenia są dwa regały w jednym z kątów pomieszczenia, które czasami, zamieszkiwane są przez zajmujące różne, utrzymywane akurat przez profesora, mniejsze zwierzęta.

Sobota, 7 marca 1938 roku

godziny popołudniowe

Profesor Bulstrode użyczyła stażystce Fawley swój gabinet w celach przeprowadzenia korepetycji. Kaylin udała się więc do pomieszczenia odpowiednio wcześnie, zaraz po lunchu i zaczęła się przygotowywać. Nie miała szczególnego planu, głównie dlatego, że nie wiedziała, kto w ogóle się zjawi i z jakimi problemami. Usiadła za biurkiem nauczycielki, wyciągnęła swój kalendarz i spojrzała do niego – miała w nim zapisane oceny uczniów i to, czy oddali swoje prace domowe, czy nie. Może i nie prowadziła zajęć starszych roczników, ale i ich postępy śledziła, na wszelki wypadek gdyby, tak jak teraz, miała za zadanie się nimi zająć.

Następny odpis pojawi się 9 marca.
Tym razem powtarzał materiał od rana, aby wykazać się na korepetycjach i zrekompensować to, że zwyczajnie w świecie zapomniał o pracy domowej. List od Kaylin go przestraszył, nie chciał, aby i ona się na nim zawiodła. Laura była dobra z tego przedmiotu, ale dzisiaj musiał się sam przyłożyć. Zapowiedział już swoją obecność listownie, więc nie sądził, aby musiał o tym przypominać na lekcji. Po prostu powtarzał wszystko do obiadu, każdą z lekcji od początku roku. To było za dużo. Zapukał do gabinetu profesor, a po usłyszeniu proszę, wcisnął w drzwi swoją rudą czuprynę.
- Cześć, Kaylin – przywitał się.

Kaylin nie spodziewała się tego dnia zbyt wielu uczniów, choć z drugiej strony – gdyby miała takie oceny, jak niektórzy z nich, to na kolanach by przyszła, żeby tylko je poprawić. Jak można było być zadowolonym ze średniej, która była niższa niż Powyżej Oczekiwań? Nawet, jeżeli ONMS nie było czyimś ulubionym przedmiotem! Nie mówiąc już o tym, że starsze roczniki nie musiały się tego uczyć wcale tak naprawdę, tym bardziej nie potrafiła tego pojąć.

Z zamyślenia wyrwał ją znajomy głos, sprawiając, że wróciła do rzeczywistości. Kiwnęła głową na przywitanie i wskazała Weasleyowi miejsce po drugiej stronie biurka, bo jak na razie nie pojawił się nikt poza nim. Przynajmniej on! Czyż nie?

— Pamiętasz, co było zadane?


Następny post NN 19 marca.
"Korepetycje" z opieki nad magicznymi stworzeniami brzmiały obiecująco, nawet jeśli Antioch otrzymał "powyżej oczekiwań" ze swojej pracy domowej. W końcu to nie "wybitny", więc chłopiec nadal mógł nauczyć się czegoś nowego! Perspektywa uczestnictwa w dodatkowych zajęciach podobała mu się nie tylko ze względu ma możliwość podniesienia oceny, ale przede wszystkim z powodu możliwości zyskania dodatkowej wiedzy lub uzupełnienia jej braku. Pani Fawley postanowiła poświęcić swój czas uczniom, dlaczego więc z tego nie skorzystać? Zresztą, gdyby nie to, Antioch i tak spędziłby sobotnie popołudnie z nosem wciśniętym między stronice jakiejś książki. W ten sposób przynajmniej poćwiczy swoje umiejętności interpersonalne.
Nieco onieśmielony, postał przez chwilę pod drzwiami, nim odważył się unieść rękę i niepewnie zastukać w ich skrzydło. A jeśli pani Fawley oczekuje tylko uczniów, którzy nie wywiązali się z obowiązków? Lub, co gorsza, w jej gabinecie nie pojawi się nikt oprócz niego? Raz już spotkali się sam na sam, więc chyba nie miał się czego obawiać... Cofnął się o krok, by nie dostać drzwiami w twarz, kiedy te się otworzą.
Nie chciał jej przestraszyć. Już i tak czuł się nieswojo jak tak na niego nakrzyczała. Jednak, nie miała racji, nie zrezygnuje z latania na rzecz nauki. Będzie się bardziej przykładał w czasie wolnym, a nie odpoczywał. Bo Remus potrzebował kopa w tyłek, aby dać z siebie wszystko.
- Tak, opisy stworzeń z zagadki, nie wiem, dlaczego nie wysłałem listu na czas – odpowiedział wyraźnie przybity, bo już nie chciał, aby znowu na niego krzyczała. W końcu postanowił poprawę, był tutaj! Zamilkł, gdy rozległo się pukanie. Jednak nie będą sami?

Kaylin nie była strasznym stworzeniem i nie ganiała za uczniami z linijką w ręku (chociaż ci, którzy pamiętają ją za czasów jej bycia prefektem mogliby powiedzieć coś innego), nie zamierzała na nikogo krzyczeć. Ale nie zamierzałą też udawać, że wszystko jest w porządku, jeżeli nie było. Już miałą coś powiedzieć, kiedy do środka wszedł kolejny uczeń, pukając do drzwi chwilę wcześniej. Kiwnęła do niego głową na powitanie i kazała mu zająć miejsce.

— W takim razie opowiedz mi o stworzeniach, któe były przedstawione w zagadce. — Poleciła Remusowi, a potem spojrzała na Antiocha. — Twoja kolej będzie, jak Remus skończy.


Następny post NN pojawi się 24 marca.
Oj, Remus doskonale pamiętał Kaylin jako panią prefekt, więc jak przeczytał ostry ton w liście, to już wiedział, że ma przechlapane. Profesor może czuć zawód i mówić, że stać go na więcej, ale Kaylin nie! Chrząknął, kiwnął głową. Cholera, ale to było dziwne. Miał wrażenie jakby się z nią uczył, miał zwykłe spotkanie w bibliotece i przyszedł ją zaczepić, co słychać, a teraz to ona go oceniała i od niej zależała ocena z zielarstwa.
- Może zacznę od najmniejszego zagrożenia XX, Gnom to szkodnik, który mieszka w ogrodzie, głównie północą Europa czy Ameryka. Ambrozji cały czas psuje ogródek i muszę je wyrzucać z ogródka. Wygląda jak kartofel, taki na stopę wzrostu, ma ostre zęby, na które trzeba uważać, gdy się je wywala. Mieszka w norze pod ziemią, a to rozwala kwiatki Ambrozji. To taki głuptas, nie grzeszy inteligencją, jak się raz wyrzuci porządnie, to raczej nie wraca. Są tak głupie, że patrzą jak wyrzucam z ogrodu ich koleżków. Niby odstraszają inne szkodniki, ale wyjadają nam warzywa, które mają korzonki. Z kolejnej kategorii XXX był błotoryj i niuchacz, mam mówić dalej? – spytał na Kaylin, nie będąc pewnym, czy jej nie zagadka, a może mieli mówić tylko po jednym stworzeniu? Chyba z tego stresu nie zrozumiał.
Grzecznie pokiwał głową i usiadł na wskazanym miejscu w oczekiwaniu na swoją kolej. Zaciekawiony wypowiedzią starszego ucznia, na moment zawiesił na nim wzrok, próbując odgadnąć polecenie. O co chodziło z zagadkami? Czy odpowiedzią na jedną z nich było hasło "szkodniki"? Jak ją sformułowano? Czy i Antioch taką dostanie? Wsłuchał się w monolog Remusa, niepewny, czy to spontaniczna prezentacja, czy też wymagała przygotowania. Jeśli tak, to z jakiej puli pytań? Czy powtórka, którą sobie zrobił, wystarczy, by udzielić satysfakcjonujących odpowiedzi? Stłumił dziecinną chęć pobujania się w krześle, zamiast tego sztywno prostując plecy i zwijając palce prawej dłoni w pięść.

Kaylin zwyczajnie lubiła porządek. Wymagała od siebie bardzo dużo, więc nic dziwnego, że i innych pod tym względem nie oszczędzała. Całe (choć niezbyt długie) życie bardzo ciężko pracowała, pnąc się po szczeblach, które sama przed sobą ustawiała tak naprawdę. Remus był miłym chłopcem i zawsze wydawał jej się porządną osobą – pamiętałą go głównie ze swojego ślubu, na który przyszedł z kuzynką Polly i wywarł wtedy na niej pozytywne wrażenie. Chociaż byłą zajęta wszystkim innym a nie ocenianiem gości. Chłopak mówił strasznie chaotycznie i nie wiele byłą w stanie zrozumieć z powtarzających się słów, jakie padały z jego ust. Mówił też dość szybko, co nie było najlepsze, gdy miało się do czynienia z kimś takim, jak pani Fawley. Mimo to nie przerwała mu, dając dokończyć zdanie.

— Tak, opisz mi wszystkie stworzenia. Pierwszym był gnom, zgadza się. Drugim i trzecim były błotoryj i niuchacz.


Następny post NN pojawi się 28 marca (chyba, że Remus odpisze szybciej - Antioch może pominąć tą kolejkę).
Remus nie mówił szybko, mówił luźno, nie czując żadnego spięcia i obowiązku dobierania oficjalnych słów, skoro tak naprawdę rozmawiał z koleżanką. Nie miał po co się spieszyć, nie mówił tez na jednym wydechu. Trudno było jednak nie iść w stronę monologu podczas wypowiedzi wręcz referatowej.
- Błotoryj występuje na terenach podmokłych, tam gdzie są bagna, rzeki. Głównie możemy go spotkać w Europie i w obu Amerykach. Gdy się nie rusza, przypomina kłodę, więc trzeba uważać, na co próbuje się nastąpić, omijając bagno. Można go rozpoznać po płetwach i ostrych zębach, ostrzejszych niż u gnoma – przerwał na chwilę, łapiąc się na tym, że dłońmi wykonywał ruchy płetw – Lubi atakować ludzi przechodzących przez bagno, ale tylko po to, aby ich postraszyć. Je małe zwierzątka, ale najchętniej sięga po mandragory, będąc szkodnikiem wielkich hodowli – wziął oddech, zastanawiając się chwilę, czy powiedział wszystko. Chyba tak. Na Merlina, oby.
- Niuchacz to urocze, puchate stworzenie z długim ryjkiem. Potrafi wyniuchać wszystko, co się świeci i jest cenne, przez co niechlubnie jest wykorzystywane przez gobliny do szukania ukrytych skarbów. Lepiej nie trzymać go jako pupila domowego, bo niuchacz nie cofnie się przed niczym i będzie wyciągał wszystko co wartościowe. Mieszkają w norach pod ziemią, jak dobrze kojarzę to nawet głęboko kopią te nory i są spotykane tylko u nas, w Wielkiej Brytanii – Zostały mu dwa zwierzęcia, nie tak źle już. Mieli podane na szczęście na lekcji rozwiązania zagadek, więc wystarczyło podpytać, aby znać odpowiedź, a potem nauczyć się ich z podręcznika nie było tak trudno.
- I do najniebezpieczniejszych należał centaur oraz pozostaje nam wiwern bez klasyfikacji – dodał po chwili, nie wiedząc, czy ma dalej mówić.

Kaylin tak naprawdę nigdy nie była koleżanką Remusa – w szkole nie zwracała na niego szczególnie uwagi, biorąc pod uwagę to, że nie była w tym czasie zbyt społęczna (co się niekoniecznie zmieniło). Poza tym, Weasley był od niej młodszy trzy lata, nigdy tak naprawdę nie mieli wspólnych lekcji, a on – pomimo, że widocznie powinien – nie chodził na zajęcia Koła Pomocnej Dłoni, gdzie mogła mu w jakikolwiek sposób pomagać. Być może więc nie powinien czuć się przy niej zbyt swobodnie? Mimo wszystko jej zadaniem było ocenienie go, a wszyscy wiedzieli, że Kaylin nie należała do pobłażliwych.

—Wystarczy opisów. Powiedz mi, dlaczego wiwerny nie mają przydzielonej klasyfikacji. I powiedz, dlaczego centaury uznawane są za tak niebezpieczne.


Następny post NN pojawi się 29 marca.
Niuchacze były słodkie! Na sam dźwięk nazwy gatunku Antiochowi o mały włosy nie cieszyłaby się buźka. Błotoryje wydawały mu się nieco mniej sympatyczne, ale gdyby się postarał, znalazłby w nich trochę uroku. O wiwernach wiedział niewiele, więc był ciekaw, co za chwilę usłyszy na temat ich klasyfikacji. Chodziło o tę klasyfikację bezpieczeństwa, tak? Chłopiec wytężał umysł, ale nic sensownego nie przychodziło mu do głowy. Zapewne trudno było określić, czy są niebezpieczne. Albo czy w ogóle istnieją. Może dlatego wiedział o nich tak niewiele?
Natomiast centaury to już w ogóle sprawiały wrażenie fascynujących istot. Żałował, że spotkanie z nimi pewnie nie skończyłoby się najlepiej, a o rozmowie przy kubku kakao nie miał raczej co marzyć. Siedział dalej spokojnie, czekając na odpowiedź egzaminowanego ucznia i, swoim zwyczajem pozwalając myślom dryfować w obłokach. Centaury muszą mieć tyle ciekawych rzeczy do opowiedzenia, a nie podzielą się tym z ludźmi. Och, czy to nie dziwne, że Remus Weasley tak swobodnie rozmawia z poważną i sumienną panią Fawley? Antioch sam chciałby mieć tyle odwagi, by zdobyć się na mniej formalny ton czy zagadnąć nieprzyjazne ludziom stworzenia, by prosić je l wiedzę. Może powinien zatrudnić sobie jakiegoś Gryfona...
Remus zdecydowanie kwalifikował Kalinę jako koleżankę, skoro chodził z jej kuzynką, byli obydwoje prefektami , spędzali poniekąd ten czas na tyle, aby nie udawać nieznajomych. Wiadomo jednak, że każdy inaczej ocenia swoje znajomości, Remus należał do ciepłych osób i nie miał zamiaru traktować inaczej Kaliny, skoro nic do niej nie miał, wydawała się miłą, ambitną i uczynną dziewczyną. Nigdy nie pomyślałby o niej jako obcej, bezimiennej. Gdyby potrzebowała pomocy, to oczywiście, że by jej udzielił!
- Centaury się ukrywają przed ludźmi, bardzo łatwo je urazić i nie chcą być nazywane stworzeniami – połknął głośniej ślinę – A wiwern… och, on chyba ma najbardziej niebezpieczna jednak klasyfikację, to śmiercionośna kreatura, niektórzy mówili, że mógł wyginąć albo że ten kto go widział na żywo, to nie przeżył, podobny do smoka, chyba się pomyliłem… Albo dlatego jest poza klasyfikacja, bo jest tak groźny?

Kaylin, jak na nią przystało, wpatrywała się w odpowiadającego Gryfona ze stoickim spokojem, ani drgnięciem mięśnia twarzy nie zdradzając, czy miał rację czy nie. Czy się z nim zgadzała, czy wygadywał totalne bzdury. Kiedy chłopak powiedział swoje, zapisała kilka rzeczy na swoim pergaminie i dopiero zwróciła się do niego.

— Zacznijmy może od centaurów, które uznane zostały właśnie za stworzenia z własnej woli. Na początku podręcznika, tam gdzie opisane są kwalifikacje, możesz przeczytać o spotkaniu, na które zaproszone zostały wszystkie istoty. Centaury obraziły się, że Trytony zostały z góry uznane za stworzenia, bo poza wodą porozumiewają się tylko po trytońsku i postanowiły zbojkotować całe przedsięwzięcie. Ministerstwo nadało im więc status istot, ale one tak uparcie tego odmawiały, że obecnie uznaje się je za stworzenia. Według ich woli. I tak, centaury bardzo łatwo urazić i osoby nie zaznajomione z ich kulturą i sposobem życia nie powinny wchodzić z nimi w interakcje, jeżeli nie chcą narobić sobie kłopotów. — Zrobiła chwilę przerwy, a potem odniosła się do drugiej części zagadnienia. — Dokładnie, Wiwerny zostały sklasyfikowane jako najniebezpieczniejsze stworzenia. Tak samo, jak na przykład, Śmierciotule. Większość czarodziejów nie ma nawet szans w starciu z Wiwerną nawet, jeżeli są wyszkoleni magizoologicznie. Głónie dlatego, że do poskromienia takiej bestii potrzeba rónież zaklęć ochronnych, sprawności fizycznej i po prostu sprytu. Jakieś pytania?


Następny odpis NN pojawi się 2 kwietnia.
Stron: 1 2 3 4