Mortis - Czarodzieje 1938

Pełna wersja: Sala posiedzeń Wizengamotu
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Jedno z największych i najważniejszych pomieszczeń w całym Ministerstwie Magii. To właśnie tu zapadają najważniejsze decyzje wizengamotu, takie jak wybór nowego ministra, odwołanie poprzedniego itd. Tutaj członkowie wizengamotu obradują o sytuacji w magicznym świecie. Jeżeli nie trwa spotkanie, każdy może tu wejść bez żadnych problemów. Podczas posiedzenia natomiast, wstęp jest zabroniony, chyba że wydarzyło się coś ważnego.  Przy podwyższonym stołku znajduje się miejsce dla Ministra Magii, Starszego Podsekretarza oraz pomocników. Nieco niżej znajdują się miejsca przeznaczone dla Sędziów i ich asystentów.
Po opuszczeniu sali rozpraw zahaczyła po drodze o gabinet sędziowski i zabrała z niego kopię akt sprawy, po czym natychmiast udała się do sali posiedzeń wizengamotu, gdzie na początkach jej kariery bywała częstym tematem, a właściwie ona i jej metody. Z czasem wizengamot zezwolił jej na wszystko, co uważa za słuszne. Niektórzy mogliby sądzić, że wpływ Margaret na wizengamot jest porównywalny do władzy Ministra Magii, jak nie większy. Z pewnością ma w nim wielu zwolenników, którzy poparliby wniosek o odwołaniu obecnego Ministra, choć raczej aktualnie nie uzyskałaby wymaganej większości głosów. No cóż, trudno. Niema co zaprzątać sobie głowy sprawami, które mogą poczekać.  Na razie najważniejszą kwestią było pozyskanie informacji od mężczyzny, który w sali sądowej sprawiał wrażenie chętnego do sypania.
Podczas przerwy w rozprawie Theodore zgarnął, zgodnie z poleceniem sędzi, młodszego z przemytników i wprowadził go do sali, uważając przy tym, by nie rzucić się w oczy żadnemu z dziennikarzy. Kiwnął do pani Shacklebolt i usadził Josha na wskazanym miejscu. Zapadła więc w sali cisza, którą przerywały tylko miarowe oddechy całej trójki Oskarżony spoglądał w ziemię, przyglądając się swoim butom. Dobrze wiedział, po co było to wszystko.
- Doskonale, mam nadzieję iż nikt Was nie zauważył. - Zwróciła się dość oschłym tonem do mężczyzn i usiadła na brzegu lady, przy której zwykle zasiadają sędziowie podczas posiedzeń. Gdyby któryś z dziennikarzy zauważył, że Margaret rozmawia "za kulisami" z oskarżonym mogłoby to wzbudzić zbyt wiele kontrowersji i zakończyć się skandalem co nie wpłynęłoby zbyt dobrze na przyszłą karierę kobiet, choć prawdopodobnie wywinęłaby się od kary. W końcu to właśnie jej powierza się najtrudniejsze rozprawy. Zdecydowanie jest pewna siebie, ale też wie jakich granic nie powinna przekraczać, a w którym miejscu może nagiąć kilka przepisów. Chwyciła kopię akt sprawy i zwróciła się w stronę oskarżonego. - Spójrz na mnie. - Powiedziała poważnym głosem, jakby wydawała dla mężczyzny rozkaz. -Panie Josh, niektórzy mogliby sądzić iż jest Pan zbyt młody na Azkaban, ale ja tak nie uważam. Przestępców nie należy sortować według wieku. Ale przejdźmy do rzeczy... -Spojrzała na akta i kontynuowała - Nazwa organizacji, jej przewodniczący, kobieta, która wydała Wam polecenie zdobycia jaja i tożsamość osoby, której mieliście przekazać owe jajo. Oczekuję iż udzielisz Nam większej ilości informacji niż podczas przesłuchania w Biurze Bezpieczeństwa.
Margaret liczyła na współpracę mężczyzny, mając nadzieję iż nie będzie musiała sięgać po kolejne karty w swojej talii, którą przygotowała przed sprawą. Była gotowa ich oboje posłać do Azkabanu, jak również jednemu z nich zmniejszyć karę, jeżeli zacznie z nią współpracować. - Prasa się nie dowie, załatwimy to po cichu.
Spoglądała od czasu do czasu na inspektorów, którzy prowadzili śledztwo. Czuła, że w tej chwili czują się trochę zmieszani całą sytuacją, a już na pewno tak będzie, jeżeli mężczyzna zacznie sypać.
Theodore stał z boku i przyglądał się temu, co wyczyniała pani Shacklebolt. Wiedział, że była dobrym sędzią. Słyszał o niej co nieco, jak z resztą większość czytających gazety. Niemniej pogrywanie z oskarżonym z pewnością mogło okazać się strzałem w kolano, gdyb ktokolwiek z prasy dowiedział się o przesłuchaniu odbywającym się w tej sali. W tym samym czasie, Josh nadal uparcie gapił się w podłogę. Azkaban nie był miejscem, do którego chciał trafić, ale już i tak wygadał za dużo. Czy miał sypnąć więcej? Pobladł, gdy kobieta do niego podeszła. Mogła być w wieku jego matki.
- Nie boję się prasy. I bez niej będą wiedzieć, co wam powiedziałem. - Zaśmiał się nerwowo i spojrzał Margaret prosto w oczy.
Działania Margaret były rzeczywiście bardzo ryzykowne i przepełnione niepewnością, odnośnie pożądanego sukcesu, jednak ona nie obawiała się konsekwencji. Gdyby oskarżony próbował wyznać przed wszystkimi na sali sądowej, że rozmawiał z sędzią prowadzącą sprawę, nikt by mu nie uwierzył. Gazety miałyby temat, ale prawdopodobnie tylko na tym by się skończyło, a mężczyzna i tak wylądowałby w Azkabanie. Taka osoba nie wzbudza zaufania.
Kobieta rozumiała jego strach, ale mimo wszystko zamierzała go przekonać do tego, by podzielił się z nimi wszystkimi informacjami. Nie chciała jego dobra, chciała rozwiązać wszystkie zagadki odnośnie tej sprawy. - Nikt się nie dowie. - Odpowiedziała na słowa Josha, a następnie spojrzała na Theodora i zwróciła się w jego stronę z pytaniem. - Jakie są szanse na opuszczenie Azkabanu przez więźnia, jeżeli ktoś podałby mu substancję powodującą tymczasowe zatrzymanie funkcji życiowych, tudzież symulację śmierci? - Margaret nigdy nie praktykowała tego typu rozwiązań, ale wydawało jej się, że każdy więzień, który dokonał żywota jest przewożony na sekcję, w celu poznania przyczyny zgonu. Chociaż nigdy nie wnikała w szczegóły. - Dwa miesiące, tyle czasu spędzisz w Azkabanie, jeżeli zaczniesz mówić. Wszyscy będą myśleli, że umarłeś i nie będą ciebie szukać, będziesz miał szansę zniknąć. Tak, to jest łamanie prawa. Coś czego nie powinien dopuścić się nikt, kto stoi na jej straży. Jednak czasem należy nagiąć lub złamać prawo, aby osiągnąć wyższą sprawiedliwość. To właśnie była jej droga. Miała nadzieję, że teraz mężczyzna zacznie współpracować.
Cisza przerywana była tylko przez słowa Margaret. Gdy skierowała je do Theodora, na twarzy BUMowca nie można było dostrzec niczego, chociaż lekko pobladł. Co było tego przyczyną? Czyżby zachowanie sędzi było dla niego dziwne? Nie było to teraz istotne, wzruszył jedynie ramionami, bo nie jego sprawą było to, co działo się z ludźmi w Azkabanie. Mówiono, że nie da się stamtąd uciec, a ciała z pewnością są palone, albo wrzucane do oceanu. Cholera wie, Theo nigdy się nad tym nie zastanawiał i z pewnością nie musiałby, gdyby pani Shacklebolt nie wymyślała dziwnych rzeczy.
- Jaką mam niby gwarancję, że tak rzeczywiście będzie? - Zapytał Josh, spoglądając w oczy Margaret. - Jaką mam gwarancję, że nie wydam swoich tylko po to, żeby spędzić resztę życia w Azkabanie z tymi, których być może dzięki mnie złapiecie? - Prychnął tylko. Nie był głupi, nie chciał pogorszyć swojej sytuacji jeszcze bardziej.
Jej pomysł był niestosowny i faktycznie, nie mogła oczekiwać zbyt wiele od człowieka, który odpowiedzialny jest zupełnie za coś innego. Nie mogła więc go wini, za brak uzyskanej odpowiedzi, choć mógłby wspomnieć że to byłoby możliwe. Przynajmniej oskarżony nabrałby pewności.
- Gwarancją jest moje słowo i nic więcej. - Odrzekła poważnym i zdecydowanym tonem, sugerując iż nie zamierza niż więcej obiecywać dla mężczyzny, w końcu i tak wszystko zależało od tego czy będzie współpracował. - Jeżeli nie chce Pan nic nam powiedzieć trudno, zamiast dwóch miesięcy spędzi Pan w Azkabanie cały życie. Daje dla Pana szansę.  Oficjalnie otrzymałby Pan taki sam wyrok, jak Pański kolega co rozwiałoby podejrzenia, prawda? No, ale skoro nie chce Pan współpracować... - zabrała z lady wszystkie akta sprawy i stanęła naprzeciw mężczyzny patrząc na niego z góry. - To jak, wznawiamy rozprawę czy trochę jeszcze porozmawiamy? Widział Pan na zdjęciu jak kończą przestępcy w Azkabanie. Jest Pan młody i całe życie przed Panem, szkoda przeżyć je w takim więzieniu. - Margaret była już gotowa opuścić salę posiedzeń i udać się na salę sądową, gdyż zapewne wszyscy się już niecierpliwią. Jednak nawet jakby mężczyzna zaczął coś mówić, to niestety pozostaje pytanie, dlaczego tylko jeden oskarżony opuścił salę sądową. Aby rozwiązać ten problem, miała już pewien plan, który byłby raczej banalny w wykonaniu, a wielce skuteczny, rozwiewając wszelkie niepokoje.
Brygadzista zrobił się blady, jak ściana, jednak nie powiedział nic, co wskazywałoby na jakikolwiek sprzeciw. Pozwolił działać kobiecie, która była statusem dużo wyżej od niego i miała prawo zarządzać tym, jak wygląda rozprawa. Być może nie zgadzał się z podjętymi działaniami, jednak zamilkł, pozwalając prowadzić przesłuchanie.
- To dość marne, biorąc pod uwagę, co mnie czeka, jeżeli mnie wystawicie. - Powiedział oskarżony, jednak widać było, że się łamie. - W porządku, powiem to, co wiem. I tyle, ile uznam za bezpieczne dla siebie. Czego chcecie? - Zapytał wzdychając ciężko. Liczył na to, że w ten sposób uda mu się coś dla siebie ugrać.
Margaret zapewne nie wzięłaby pod uwagę negatywnej opinii mężczyzny, gdyby ten chciał jej się jawnie sprzeciwić i po prostu dalej by kontynuowała. Jego obecność tutaj była potrzebna jedynie w celach ochronnych i dlatego, że prowadził przesłuchania w tej sprawie. Jednak dość rozczarowujący był fakt, że ani razu brygadzista nie wypowiedział słów popierających kobietę lub zachęcających mężczyznę do współpracy, takie zachowanie z pewnością nic nie ułatwiało.
Gdy oskarżony powiadomił ją o chęci współpracy, poczuła satysfakcję iż poczynione przez nią kroki zaczęły przynosić owoce. -Doskonała decyzja Panie Leech. Powiedziała spokojnym tonem, przysiadając na blacie naprzeciw mężczyzny. - Interesuje mnie imię i nazwisko osoby, która miała odebrać jajo, tożsamość kobiety, o której mówiłeś wcześniej, nazwę organizacji, do której należysz, tożsamość jej lidera i siedzibę lub miejsce spotkań, z datą następnego spotkania. To chyba nie tak dużo, w zamian za spokojne życie z dala od więzienia. -  W międzyczasie, gdy wypowiadała te słowa, chwyciła za w karafkę z winem (w ¼ pustą) i nalała trochę do pucharku, który podała dla mężczyzny. - Na pewno jesteś spragniony, napij się. - Było to dobrej jakości wino, które Margaret kazała tutaj przynieść jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy. Oczywiście, jeżeli mężczyzna jest związany i nie może się sam napić, pucharek podała dla Theodora, który powinien pomóc.
Zachęcony do mówienia oskarżony postanowił wyrzucić z siebie wszystko, co wie. Nie chciał umrzeć w Azkabanie, nie chciał spędzić tam swoich ostatnich dni. Miał dziewczynę, którą kochał i chciał z nią uciec, jak najdalej stąd. Tego jednak nie wiedziało żaden z przesłuchujących go stróżów prawa. Napojony winem przez BUMowca, który bez słowa podawał oskarżonemu przyciśniętemu do krzesła zaklęciem, odłożył naczynie na bok i czekał.
- Wymagacie ode mnie za dużo. Czy myślicie, że jestem osobą, która cokolwiek takiego wie? Spójrzcie na mnie, jestem, szczylem, którego zwerbowali do brudnej roboty. Kobieta, która podała informację o lokacji smoczego jaja jest informatorką, którą zna każdy przestępca w tym mieście. Mówią na nią Megan. Megan Stark. - Theodore westchnął tylko pod nosem. Kobieta jest na ich liście od bardzo dawna, a dotarcie do nie... Cóż, jest na tę chwilę niemożliwe. - Jajo miał odebrać jakiś rumun, mówią na niego Big Joe, ale nie wiem czemu. Lidera, jak się pani domyśla nie dane mi było poznać, a miejsce spotkania zawsze się zmienia. Najbliższe o jakim wiedziałem miało się odbyć w kanale niedaleko Tamizy. Dwa tygodnie temu. Trzymaliście nas tu trochę czasu, a organizacja musi przecież prężnie działać i bez nas, czyż nie? To szajka, jakich w Londynie wiele. Podobno wszystkie odpowiadają przed Hooligansami. Tyle wiem, przysięgam. - Skończył swoją wypowiedź. Bennett podszedł do sędzi i zbliżył usta do jej ucha, szepcząc:
- Chłopak może blefować, ale problem ze Stark i grupą... Magnusa, o ile on naprawdę żyje, jest nagłaśniany od dawna. - Odsunął się i zajął swoje miejsce, czekając na decyzję sędzi. To w końcu jej rozprawa, czyż nie?
To byłoby zbyt piękne, gdyby nagle wszystkie zagadki zostały rozwiązane dzięki długiemu językowi, Pana Leecha. Sędzina oczekiwała po nim zdecydowanie więcej, ale jednak oskarżony okazał się zwykłą płotką, która niewiele wie i zapewne nic nie znaczy w organizacji. - Rozumiem, no cóż... oczekiwałam więcej, ale trudno. - Zatkała karafkę z winem i kontynuowała. - Mimo wszystko, dziękuję Panu za chęci współpracy.
Gdy BUMowiec podszedł do kobiety, nachyliła się delikatnie by mężczyźnie było łatwiej przekazać słowa do jej ucha, a następnie jednym słowem podsumowała jego obawy. - Wiem. - Taka łatwowierna to Margaret nie była, żeby wierzyć we wszystko co usłyszy, jednak zdawała sobie sprawę iż ktoś kto się boi, woli wyznać prawdę niż pogorszyć swoją sytuację, a raczej uratować swoją przyszłość.
- Odprowadź Pana Leecha na salę rozpraw i przyprowadź tutaj drugiego oskarżonego i daj mu również wina, ma spędzić tutaj dokładnie taką samą ilość czasy co my, w tej chwili. Inaczej wzbudzilibyśmy podejrzenia. Potem wrócicie na salę rozpraw i wznowię rozprawę. - Wydała jasne i klarowne polecenia dla Theodora, a sama odwróciła się i udała w stronę bocznego wyjścia, przeznaczonego głównie dla Ministra Magii i jego świty. Przed opuszczeniem pomieszczenia wypowiedziała ostatnie słowo w stronę przykutego do krzesła mężczyzny. - Umowa.

[z/t]
Theodore kiwnął głową na znak, ze zrozumiał. Po chwili zabrał z sali oskarżonego i zostawił go na sali rozpraw. W pomieszczeniu posiedzeń pojawił się z drugim oskarżonym, który zaśmiał mu się prosto w twarz.
- Nie wiem, na co liczycie, ale na pewno niczego nie ugracie. - Powiedział tylko i w ten sposób obaj panowie milczeli przez dokładnie taki sam czas, podczas którego poprzedni z oskarżonych sypał. Po tym czasie został odprowadzony na salę rozpraw, gdzie można było wreszcie kontynuować przedstawienie dla mediów.

Koniec sesji.