Mortis - Czarodzieje 1936

Pełna wersja: Wielka Sala
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Wielka Sala. Pomieszczenie, które stanowi pewnego rodzaju klamrę w życiu każdego ucznia Hogwartu - jest to najczęściej pierwsza i ostatnia sala, którą widzi podczas całego swojego pobytu w szkole. Ponadto jej zaczarowany sufit, oraz dryfujące w powietrzu świece są czymś, czego nie da się zapomnieć. Każdy dom ma swój własny stół - Gryffingor siedzi najbliżej prawej ściany, tuż obok niego posiłki je cały Hufflepuf, nieco dalej Ravenclaw, a stół znajdujący się pod lewą ścianą należy do Slytherinu.
Po dzisiejszych lekcjach Ururu powinien ruszać odrabiać zadanka... ale nie tym razem! Bo oto miał dzisiaj pomóc damie w potrzebie! Będzie bohaterem! Chociaż nigdy nie było to jego celem życiowym, stwierdził, że czemu by nie być kimś takim, chociażby przez jakiś czas. Koledzy i koleżanki ze Slytherinu kilka razy go prosili o pomoc w nauce, ale czasami ich olewał po prostu. To nie tak, że był nie miły. Po prostu go to nie ciekawiło, miał dużo innych lepszych rzeczy do roboty... poza tym niezbyt był też cierpliwy. Więc jak zdarzyło się, że jakiś niezbyt zły uczeń, zgłosił się do niego z małą sprawą - zgadzał się. Jeśli zaś przychodził typowy osioł - odmawiał. Mówił wprost, że nie podoła, po czym odchodził zapominając kompletnie o sprawie.
Tym razem miał pomóc prefektowi, więc nie mógł w żaden sposób odmówić. Szczególnie, że to była jego bliższa znajoma (jak na skalę kontaktów Ururu). Poza tym przyłapała go raz, kiedy się wkradał do działu ksiąg zakazanych... nie wyciągnęła z tego żadnych konsekwencji, za co był jej niezmiernie wdzięczny. Z wielu powodów więc pojawił się tego popołudnia w Wielkiej Sali. Nie panował tu specjalny ruch, rzadko kto przychodził w to miejsce poza porą posiłków lub specjalnych wydarzeń. Akurat dzisiaj siedziały tu niewielkie gromadki, zazwyczaj pary lub trójki uczniów, którzy wspólnie się uczyli. Zajął miejsce przy stole Slytherinu uznając, że lepiej będzie, gdy nie-Ślizgon dosiądzie się, niż gdyby ktoś jako pierwszy przysiadł się do nie swojego stołu. Chociaż na dobrą sprawę i tak wszystkie były identyczne. Gdyby jednak "dama w potrzebie" chciała się przesiąść, dla Ururu nie byłoby to żadnego problemu. Ale wracając - co to za różnica?
Wyciągnął swój notatnik notując swoje spostrzeżenia z dzisiejszej lekcji, których nie zapisał w zeszycie przedmiotowym, gdyż dotyczyły czegoś zupełnie innego. A konkretnie pająków. Bo w sali lekcyjnej dostrzegł jakiegoś ciekawego, więc postanowił go opisać, aby nie zapomnieć i potem znaleźć nazwę tego gatunku w bibliotece.
Obudziła się z przerażającego koszmaru, a jej budzikiem okazał się krzyk, który wydobył się z jej gardła. Nieco przestraszona uniosła swoją głowę znad książki do zielarstwa. Przetarła spocone czoło rozglądając się po dormitorium, aby sprawdzić, czy nikt nie był świadkiem jej koszmaru. Ucząc się, musiała przysnąć nad podręcznikiem. Od pewnego czasu miała problemy z snem i nie potrafiła porządnie wyspać się w trakcie nocy. Odgarnęła z twarzy zagubione kosmyki włosów, zaczesując je palcami do tyłu. Wypuściła głośno powietrze z usta, próbując doprowadzić się w jakimś stopniu do normalności. Powoli wstała z twardego krzesła, rozprostowując ścierpnięte kości. Spanie w takiej pozycji naprawdę jej nie służyło.
Przeniosła spojrzenie na zegar, znajdujący się się na ścianie i z przerażeniem w oczach zorientowała się, że jest mocno spóźniona! Doskonale pamiętała, że była umówiona z Ślizgonem w Wielkiej Sali, aby wspomóc trochę machanie kawałkiem magicznego patyka. Miała nadzieję, że te krótkie, dodatkowe lekcje z Ururu nieco pomogą jej w posługiwaniu się różdżką. Była w tym wyjątkowo beznadziejna. Nic dziwnego, że przez kilka lat jej starszy brat wmawiał jej, że pewnie jest zwykłym mugolem tak jak jej matka i nie potrafi czarować. Dopiero, kiedy przypadkowo udało jej się użyć na nim drętwoty, podczas kłótni na korytarzu, zmienił zdanie na jej temat.
Porwała z kufra stojącego przy jej łóżku swoją różdżkę, którą schowała w kieszeń, do ręki biorąc dość sporej wielkości tomisko.
Po kilkunastu długich minutach w końcu dotarła do Wielkiej Sali. Była spóźniona, więc nic dziwnego, że Ururu zajmował już miejsce przy stole zielonych. Szybkim krokiem podeszła do piszącego coś na pergaminie nastolatka i z wielkim hukiem położyła tom obok niego. Pięcioroczniak na złotej okładce mógł zauważyć wygrawerowaną, srebrną nić, a w rogu książki, zaczarowanego, dużego pająka, który przemieszczał się po okładce.
- Cześć. Przepraszam za spóźnienie.
Mruknęła, opadając na ławkę obok niego.
- Chcesz poczytać? Znalazłam ją wczoraj w bibliotece i pomyślałam, że zrobisz z niej lepszy użytek niż ja.
Dodała, dość niepewnie po krótkiej przerwie.
Kończył notatki szybkim szkicem. Nie był najlepszy w rysowaniu, ale czasami trzeba było naszkicować coś, chociażby poglądowo. Źle mu jakoś też to nie wyszło. Wiadomo, opisy mogą nie być dokładne, a pamięć może oszukać. Najlepiej to by było w ogóle złapać tego pajączka, ale pod koniec lekcji myślał o czymś innym... i zapomniał. Chciał się cofnąć, lecz sala była zamknięta. Na następnej lekcji już pewnie go nie znajdzie, w końcu pajączki nie spędzały czasu w jednym miejscu, chyba, że jest bezpieczne. A sala lekcyjna do takich nie należała.
Nawet nie zauważył, że ktoś się do niego zbliżył, póki huk położonej książki, nie oderwał go od szkicowania. Jego oczka natychmiast powędrowały do owego przedmiotu. Książka była duża, okładka złota. Bardzo przyjemne dla niego połączenie. W dodatku ozdobione srebrną nicią... a w rogu chodził pająk. Pochylił się nieco, żeby się przyjrzeć, a na jego usta wpłynął szeroki uśmiech. Stawonóg wyglądał na magiczną ozdobę. Kilka razy widział już takie wybajerowane książki. Tak jakby ruchome obrazki nie był wystarczającym uatrakcyjnieniem.
Pająk pająkiem, ale w końcu podeszła do niego dziewoja. Szybko wstał kłaniając się Addyson lekko.
- Witaj - przywitał się. - Nic się nie stało. Nie zauważyłbym nawet, gdybyś nie wspomniała.
Usiadł dopiero, kiedy ona to zrobiła, wbijając wzrok znów w książkę. Wyszczerzył się jak maniak, słysząc propozycję.
- Wygląda cudownie, byłbym niesamowicie wdzięczny za umożliwienie mi jej lektury - chwycił ostrożnie tom i przysunął bliżej chcąc odczytać tytuł, o ile takowy był. Jeśli nie, otworzył delikatnie książkę. Strona tytułowa raczej musiała być, prawda?
Jak tylko się dowiedział, czego chciał, odsunął lekko książkę, żeby mu nie przeszkadzała, bo w końcu mieli machać różdżkami.
- W czym dokładniej pomóc? - spytał sięgając do kieszeni. Wyciągnął swoją totalnie zwyczajną różdżkę.
Addyson odnalazła, ów książkę, kiedy poszukiwała czegoś na temat działania wierzbówki na organizm człowieka. Przeszukiwała zielarski dział i nagle jej oczom ukazała się złota księga z przechadzającym się po niej pająkiem. Najwidoczniej, ktoś musiał się pomylić i odłożyć księgę nie tam gdzie trzeba. Puchonka niemal od razu pomyślała o Ururu, który miał niemalże chorą obsesję na temat pająków. Ciekawe czy, kiedy włamywał się do działu Ksiąg Zakazanych też miał zamiar znaleźć coś na temat tych stawonogów?
Na okładce nie było żadnego tytułu. Dopiero po otwarciu księgi pojawiał się czarny napis przeplatany srebrnymi nićmi, który głosił: "Nieznane gatunki Europy i Azji". Podręcznik był bardzo gruby, więc najprawdopodobniej umieszczono w nim naprawdę sporo informacji, które przeplatane były sporymi, ruchomymi obrazkami pająków.
- Mam nadzieję, że ci się spodoba. Jak skończysz to oddaj ją do biblioteki.
Dodała cicho i głośno westchnęła. Wyciągnęła z kieszeni swoją delikatną różdżkę, kładąc ją obok siebie na ławce.
- Najlepiej od czegoś łatwego... Niezbyt skomplikowane... Masz może ze sobą podręcznik? Może coś z transmutacji?
Szło jej źle z wszystkiego, ale z transmutacji była beznadziejna.
Sam tytuł brzmiał niezmiernie zachęcająco. Już wiedział, że będzie musiał się mocno wziąć za siebie podczas czytania. W końcu nie mógł tak sobie spędzać czasu z książkami, ile chciał. Najlepiej będzie ruszyć ją w weekend... Razu pewnego tak się zaczytał, że dopiero pod koniec dnia przypomniał sobie o lekcjach. Nieładnie.
- Dziękuję - odpowiedział niezmiernie wdzięczny. - Tak zrobię - dodał na wzmiankę o bibliotece.
Nie znał jakoś dobrze Addyson, ale sprawiała wrażenie jakiejś takiej zrezygnowanej... albo zmęczonej. Nie spytał o nic, w końcu chyba nie powinno go to interesować. Zastanowił się nad czymś łatwym...
- Niestety nie mam, myślałem, że ty coś przyniesiesz. Nie wiedziałem jak się do tego przygotować - przyznał. Ale zaraz potem posłał jej szeroki uśmiech. - Ale to bez znaczenia. Jeśli chciałabyś coś z transmutacji to znam takie jedno zaklęcie... Zmienia dwa przedmioty w jeden. Jest bardzo ciekawe, ale największym problemem jest znalezienie przedmiotów, na których można by go użyć... Na czymś konkretnym szkoda go użyć, bo nigdy nie wiadomo co powstanie, natomiast używając kamieni i papieru wychodzi... no wiadomo. Nic ciekawego. Chociaż czasami wychodzą nożyczki. Tępe, ale jednak.

[Ten odpis bym wysłała o wiele wcześniej, ale miałam nagłe wyjście, sorki D: I nic nie dopisałam, nie jestem teraz w stanie.]
Addyson już nie raz i nie dwa zarywała nocki tylko po to, aby dokończyć czytanie jakiejś książki, która nie miała nawet nic wspólnego z lekcjami, na które powinna się przygotowywać. Później na zajęciach wyglądała jak zombie, bo nieprzespane noce doskonale było widać po jej zachowaniu i twarzy. Znudzenie i notoryczne bólu głowy powodowały, że czasami zasypiała w trakcie dnia z nosem w książce, tak jak miała okazję to zrobić kilkanaście minut temu.
Faktycznie... Sama mogła pomyśleć i zabrać z kufra jakąś z książek. Przeklęła cicho w myślach starając się wymyślić jakieś inne rozwiązanie.
- To może coś innego? Nie wydaje mi się, że byłoby mi to do czegoś potrzebne.
Skrzywiła się lekko próbując przypomnieć sobie o jakimś zaklęciu o którym słyszała, a którego nie udało jej się opanować.
- O mam! Może Diffindo? Czytałam coś kiedyś na ten temat, ale nigdy nie udało mi się go poprawnie rzucić.
Dodała po krótkiej chwili, chwytając w rękę swoją różdżkę. Wbrew pozorom ciszyła się na tą "lekcję", którą miała odbyć z Ururu. Przynajmniej w Wielkiej Sali było mało ludzi i nikt później nie będzie się z niej naśmiewał.
Rozmyślał chwilkę nad zaklęciem, o którym właśnie mówił. Mogłoby być jego ulubionym... gdyby był pewien, że jak połączy dwie rzeczy, to może je odmienić... albo gdyby wiedział co konkretnie wyjdzie. W końcu nie miał zbyt wielu przedmiotów do takich zabaw w Hogwarcie, a poza nim nie mógł używać magii.
- Nie warto też stosować tego zaklęcia na jedzeniu - dodał tajemniczo. Wychodzą z tego fasolki wszystkich smaków... właściwie wszystkich NAJGORSZYCH smaków. Czasami Ururu nie podobała się ta cała magia. Wolałby jakąś inną.
Kiwnął głową twierdząco, kiedy Addyson dała inną propozycję. Tylko to zaklęcie również wiązało się z jakimiś rekwizytami...Tyle poświęcenia dla takich słabiuchnych zaklątek.
- Najlepiej by było to zaklęcie ćwiczyć na dworze na liściach. Tutaj raczej nie znajdziemy niczego, a po ławkach nie wypada ciąć - uśmiechnął się szeroko. Pamiętał jak podczas nauki tego zaklęcia podczas lekcji niestety meble spotykał przykry los otrzymania niewielkiego nacięcia z powodu nieudolności uczniów... Jednak pod koniec nauczyciel naprawił je innym czarem. Ururu niestety nie znał takiego, a koleżanki nie chciał tym trudzić. Wtedy jego wzrok padł na notes. - Mogę zrobić kulki z papieru, nadadzą się do ćwiczeń.
Od razu wyrwał pustą kartkę i zgniótł ją. Wycelował w nią następnie różdżkę.
- W zaklęciu tym najważniejsza jest celność. Dopiero potem liczy się wszystko inne. Bo nawet jak zadziała, trafienie w niewłaściwy cel może nieść tragiczne konsekwencje - skupił wzrok na kuleczce i wypowiedział zaklęcie. Papier rozdarł się w połowie. - Proszę, teraz twoja kolej - przesunął różdżką nie zniszczoną do końca papierową kulkę w stronę dziewczyny.
Spojrzała z lekkim szokiem na Ururu, kiedy wspomniał o stosowaniu, ów zaklęcia na pożywieniu.
- Oh... Dlaczego? Myślałam, że byłoby idealnie połączyć na przykład jabłko z winogronem. Może wyszedłby duży owoc o smaku winogrono? Byłoby świetnie.
Uśmiechnęła się lekko, odchrząkując cicho. Winogrona były jej ulubionymi owocami i zaraz po soku z dyni mogłaby jeść je bez ustanku.
- Ale skoro nie warto, to nawet nie potrzeba się go uczyć.
Dodała pospiesznie, łapiąc różdżkę w rękę. Szybko przeleciała wzrokiem po stole Slytherinu i jej spojrzenie zatrzymało się na ma półmisku z różnymi owocami.
- Mogłabym ćwiczyć na owocach.
Zaproponowała, chociaż w tym samym momencie Ślizgon wyrwał ze swojego notesu kartkę, którą szybko zgniótł w dłoniach i położył na blacie stołu. Uważnie obserwowała zamach chłopaka, a później na rozerwaną w połowie kulkę. No dobra... Czar nie powinien być chyba, aż tak trudny? Chociaż Puchonka miała nawet problemy z przywołaniem głupich przedmiotów za pomocą Accio!
Niemniej jednak nauka czyni mistrza, jak to zwykł mówić jej ojciec. Wyprostowała się na ławce i kilka razy machnęła różdżką, bez wypowiedzenia słów.
- Diffindo.
Powiedziała głośno i wyraźnie skupiając się na papierze.
The member 'Addyson Clemen' has done the following action : Rzut kością

'KOŚĆ K20' : 17