Mortis - Czarodzieje 1939

Pełna wersja: Posiadłość E. Lacroix [Francja]
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3

Posiadłość E. Lacroix


Adres: pod Paryżem, Clamart, Francja, Europa



[Obrazek: EoCKRiL.jpg]

Dworek znajduje się na obrzeżach Paryża, otoczony wysokim murem i rozległym parkiem, dodatkowo wzmocniony zaklęciami ochronnymi i maskującymi. Zbudowany w charakterystycznym dla Francji stylu, nowoczesny, elegancki i przestronny, który pewne elementy architektury zapożyczył z innych krajów. Nie na miejscu byłoby nie podążanie za modą i zmysłem estetycznym. Marmurowy budynek o kilku wieżyczkach postawiony został na planie odwróconej litery "u", w której środku znajduje się plac z ozdobną fontanną. Zadbany park zachwyca zielenią i pięknymi klombami kwiatowymi, wśród których można się przechadzać przez długie godziny. Wnętrze dworku urządzono ze smakiem i bez nadmiernego podkreślenia statusu rodziny - jest ładnie, klasycznie, lecz nie ekstrawagancko, nie ma tu złotych kranów i diamentowych klamek. Pani domu dba by wszystko było na swoim miejscu. Przede wszystkim brak w domu ciemnych, przytłaczających kolorów, dominują jasne barwy i spokojna, przytulna aura. Otwarty salon z kominkiem łączy się z ogromną biblioteką, oprócz gabinetów rodziców znajduje się tu kilka sypialni i łazienek. Kuchnia została zaopatrzona w przestronną spiżarnię i piwniczkę na wino, które sprowadzane jest ze wszystkich zakątków kraju.

Obecnie w domu mieszka Eugène i Cassandra Lacroix, oboje pracujący w Ministerstwie Magii we Francji. W domu znajdują się sypialnie ich dzieci, niegdyś pokój Nathaniela i królestwo Jacqueline, tymczasowo opuszczone. Posiadłością zajmuje się skrzatka, Promptalina.


Właściciel: Eugène Lacroix [NPC]
Mieszkańcy: Eugène Lacroix [NPC], Cassandra Lacroix [NPC]
Skrzaty: Promptalina


19 stycznia 1937 roku


Sobotni, zimowy wieczór we Francji zachwycał swoją urodą. Zwłaszcza w dniu dzisiejszym, kiedy dołożono wszelkich starań, aby dwór już z daleka prezentował się jak najlepiej pośród bieli śniegu. Dzisiejsze zajście jednak skupiało się w wielkiej sali bankietowej, o której wystrój dość skrupulatnie zadbała pani Lacroix, nie mogąc sobie pozwolić na najmniejszy błąd. W centralnej części sali znajdował się parkiet, a dookoła niego wiele czteroosobowych stolików, które były zapełnione przez rodzinę, przyjaciół, znajomych i współpracowników z zarówno francuskiego jak i angielskiego Ministerstwa Magii.
Kiedy już nowożeńcy złożyli przysięgę i pocałowali się po raz pierwszy jako małżeństwo, ich miejsce na podwyższeniu zajęła orkiestra, której zadaniem było zabawianie gości przez cały wieczór oraz noc. Na początek postanowili zacząć od radosnej pieśni, która tylko podkreślała radość młodej pary w dzisiejszym dniu.
W tym momencie gościom nie zostało nic innego do roboty, jak bawić się, pić i świętować całą noc!
Ignacego, rzecz to oczywista, na imprezie zabraknąć nie mogło. Chociaż jako ojciec panny młodej nie miał za dużo do powiedzenia pod względem organizacji wesela, to dokładał się we wszystkim na tyle, na ile był w stanie - zarówno z uwagi na wątpliwy stan kiesy, jak i brak czasu związany z dość wymagającym zajęciem. Niemniej jednak, pojawił się we Francji już dzień wcześniej, nie potrafiąc odmówić sobie dopilnowania wszystkiego, co pewnie nie było państwu Lacroix jakoś bardzo na rękę, ale cóż poradzić?
Przed samą uroczystością zdenerwował się pewnie bardziej niż pan i pani młoda razem wzięci, a później, cholera, musiał ukrywać, jak ręce mu się trzęsą, kiedy prowadził córkę przed wysłannika ministerialnego, który miał udzielić jej ślubu. Jego małej córeczce! Co to się porobiło!
Resztę uroczystości przesiedział obok Cecille, próbując nie rozpłakać się w trakcie, a kiedy muzyka zaczęła znów grać, był jedną z pierwszych osób, które podeszły złożyć nowożeńcom życzenia.
Z początku w ogóle niewiele był w stanie z siebie wydusić, więc po prostu objął córkę ciasno, licząc na to, że nie pogniecie jej przy tym kiecki za bardzo.
- Nie masz nawet pojęcia, jak strasznie się cieszę, Aley. - szepnął jej, zachrypniętym z przejęcia głosem. Możliwe, że powinien był poczekać z tym ściskaniem, aż zatańczą jakiś pierwszy taniec, czy coś, ale... Ale był sobą, tak? Ciężko było takiemu staremu głupcowi przemówić do rozsądku.

Cecille nie była pewna, czy jej obecność na tym ślubie to taki świetny plan. To znaczy, już cała najbliższa rodzina Larrain wiedziała o tym, kim była dla Ignacego. Ba, spędzili razem obchody Yule, więc było to dość oczywiste. Niemniej, nadal uważała, że było niezręcznie, a na ślubie już-prawie-nie-panny Larrain miało być chyba jeszcze bardziej niezręcznie. Niemniej, nie puściłaby tam przecież Ignatia samego. Z początku planowała jednak pojawić się dopiero w dniu ceremonii, ostatecznie jednak przyjechała wcześniej z ojcem panny młodej.

Nigdy nie była fanką takich spędów, sama dość mocno unikając tematu zaślubin. Zwłaszcza teraz, kiedy już się zaręczyła było to dość problematyczne. Odrobinę przerażały ją obrączki i przysięgi, chociaż w sukni ślubnej z pewnością wyglądałaby cudnie! Kiedy wreszcie pan Larrain usiadł koło niej, ścisnęła go za rękę, chcąc dodać mu otuchy – widziała, że mało brakowało do tego, by się popłakał. I chociaż nie do końca rozumiała dlaczego, w jakiś sposób i jej udzielała się ta jakże odświętna atmosfera.

Przyczłapała za nim do pary młodej, stojąc odrobinę z tyłu i nie chcąc się narzucać pozwoliła mowę wygłaszać narzeczonemu. To w końcu jego córka, tak?

Aleyna już od rana spędzała dużo czasu razem z Sophią i Anais na przygotowaniach. Wczoraj do późnego wieczora upewniała się, czy wszystko wygląda tak, jak należy i że nic nie powinno nawalić. Co prawda jej prawie przyszła teściowa miała nad wszystkim oko, jednak bała się, że coś pójdzie nie tak. No i nie mogła usiedzieć na miejscu ze stresu. Tak samo, jak nie mogła spać. Jednak to wszystko dało się zamaskować dzięki makijażowi i bliskim jej kobietom, które próbowały ją rozluźnić. Naprawdę była im za to wdzięczna.
Jednak kiedy w końcu zbliżała się ta godzina, a ona stała w swojej koronkowej sukni razem z ojcem, który cały trząsł się z nerwów zrozumiała, że ten czas właśnie nadszedł. Że już za chwilę oficjalnie ucieknie spod skrzydeł ojca i zmieni nazwisko. Mocniej zacisnęła dłoń na ramieniu ojca, a to co działo się dalej było jak film w przyspieszonym tempie. Jedyne, co zarejestrowała, to moment składania przysięgi i wymiana obrączek. No i to, jak pierwszy raz całowała swojego męża. Była teraz naprawdę szczęśliwa i wiedziała, że już nic nie zepsuje tego dnia. Wiedziała, że Nathaniel ją kocha, tak jak ona jego. Czuła to i nie potrzebowała żadnych słów na potwierdzenie tego.
Kiedy niedługo po tym pocałunku poczuła, jak silne ramiona ojca ją obejmują, sama objęła go za szyję i wtuliła się w niego. Doskonale zdawała sobie sprawę, jak wielkim przeżyciem był dla niego ten dzień. Już z daleka było to widać, a teraz, gdy miała go obok siebie chciało jej się płakać. Co prawda nie traciła ojca, ale w tym dniu stała się bardziej związana ze swoim mężem niż ojcem.
- Kocham cię, tatusiu. - szepnęła, próbując zapanować nad swoim głosem. Nie dała rady powiedzieć nic więcej. Nie mogła się teraz popłakać!
Ten kto powiedział, że w dniu ślubu pan młody się nie stresuje, gdyż wszystkie spojrzenia są skierowane na pannę młodą kłamał. Bezczelnie i chamsko wciskał kłamstwo w umysły młodych mężczyzn, którzy zgodzili się na stanięcie przed całą rodziną i znajomymi i wypowiedzenie tych krótkich, ale za to cholernie trudnych słów i wcelowanie tym małym pierścieniem na palec ukochanej kobiety. Dlaczego się zgodził na taką listę gości? Czy nie mogli wziąć ślubu w jakimś spokojnym miejscu? Nathaniel doskonale wiedział, że to wszystko było spowodowane przez stres, ale w dalszym ciągu nie mógł przestać o tym wszystkim myśleć. To było aktualnie ponad jego siły i trzeba było przez to przebrnąć. Przyjechali do Francji kilka dni temu i nawet próbowali coś pomagać, albo mieć jakieś słowo, ale jego rodzice oraz ojciec Aleyny i Cecille przejęli wszystkie zadanie. Im zostało zaś tylko stresowanie się i chodzenie po pokoju w tym ostatnich godzinach bycia samotnymi duszami. Dobrze, że miał przy sobie Joachima, choć ten panikował chyba gorzej od Nathaniela. W sumie ciekawe czy Sophia także tak się zachowywała w pokoju Aleyny, ale gorzej niż tu u nich nie mogło być. Skala stresu była już u zenitu kiedy stał przy ołtarzu i oczekiwał na swoją jeszcze narzeczoną, a niedługo już żonę. Czego wszyscy się na niego patrzyli? Nie mogli rozmawiać, albo patrzyć na drzwi i oczekiwać Aleyny? Co on jest jakieś zwierzę z cyrku czy smok? Jednakże wszystko ustąpiło, kiedy drzwi się otworzyły, orkiestra zaczęła grać, a on ujrzał swojego anioła. Dalsze wydarzenia trzeba będzie wymyślić na potrzeby opowieści dla dzieci, gdyż szczerze niczego nie pamięta. Może jakieś urywki, ale pamięć mu wraca dopiero kiedy pocałował swoją żonę. Żonę. To było takie piękne słowo. Następnie wszyscy zaczęli bić brawo i nim się obejrzał rodzice pojawili się przed nimi. Ignatio wyglądał jakby zaraz miał się popłakać, a jego ojciec wprost promieniał z radości. Matka też była cała uśmiechnięta i szczęśliwa. Nathaniel przytulił ich mocno. To był najlepszy dzień w życiu.
- Dziękuję, że jesteście. – powiedział do nich.
Joaquim niecierpliwie czekał na ślub Aleyny i Nathaniela, ale kiedy nadszedł już dziewiętnasty stycznia, zrozumiał, że absolutnie nie jest do niego przygotowany! Jak mógł zostać drużbą szanownego pana Lacroix? On, wilkołak z Nokturna? Jak Aleyna, ta słodka, śliczna Aleyna, dla której przywoził słodycze z Moskwy, mogła wychodzić za innego?
Emocje targały Lopesem, ale starał się pamiętać, że najbardziej na świecie kocha Sophię i Marię. Obie swoje kobiety zabrał oczywiście ze sobą - nie pojechałby do Francji bez nich. Gdy Sophia zajmowała się maleństwem, Joaquim dzielnie trwał przy Nathanielu, starając się dopiąć wszystko na ostatni guzik i sprawić, żeby jego ślub był godny zapamiętania. Lopes żałował, że będzie musiał szybko zwinąć się do domu - Francja była takim przyjemnym miejscem, tym bardziej, gdy miał przy sobie przyjaciół.
Po głównej części ceremonii mógł odnaleźć narzeczoną i córkę, po czym wziąć małą na ręce i spróbować dopchnąć się do Nathaniela i Aleyny.
- Tak się cieszę! - Zapewniał ich, z trudem powstrzymując łzy. - Moje gratulacje, kochani!
Nevan nie był fanem wesel. Ogółem nie był fanem wszelakich imprez, które z dużym skutkiem unikał i zawsze znalazł sobie na coś wymówkę. Jednak w tym przypadku znał oboje państwa młodych i nawet ojca panny młodej. Z Aley nawet był jakiś czas temu na misji, którą o dziwo przeżyli. Ale raczej to chyba głównie z sympatii do Ignacego zdecydował się w końcu pojawić i to nie sam. Na ślub i wesele przyjechała z nim drobna blondyneczka, Clementine.
Na nieszczęście Frasera na ślubie była również pani BUMowiec Sophia i jej rodzinka. Jednak Aley okazała się nie lada przezornością i nie usadziła Frasera obok nich. Jeszcze skończyłoby się pokazem metamorfomagicznych talentów, gdyby Nevan i Soph zaczęli się drażnić. Po ceremonii stając w kolejce do życzeń Nevan westchnął ciężko, a może by tak wtopili się w tłum i udali, że już mają to za sobą? Może nikt nie zauważy? Jednak nim zdążył to rozważyć i podjąć decyzję o ucieczce, stali już za blisko pary młodej, by zniknąć niezauważenie.
Uścisnął rękę Natha i Aley nie wdając się w bardziej bezpośrednie gesty.
- Gratulacje. - Pogratulował parze młodej czym prędzej, nie wymyślając nic nadzwyczajnego.
Anton dzień w dzień słyszał o przygotowaniach do ślubu, znał każdy szczegół za sprawą Anais i wraz z parą młodą też wyczekiwał tego dnia mimo, że jeszcze nie należał do rodziny. Całą ceremonie wpatrywał się w Aley i Natha z wielką radością, przenosząc wzrok na Anais i wyobrażając sobie, że za niedługo może to oni będą na ich miejscu. Kątem oka obejmował wzrokiem ludzi którzy się tu nagromadzili, wielu z nich znał bardziej bądź mniej ale starał się skupiać cała swoją uwagę na gwiazdach dzisiejszego dnia.
- Ale pięknie wyglądasz!- skomplementował świeżo upieczoną pannę młodą. - Życie nie żałowało tak pięknej urody i wdzięku zarówno Tobie jak i Anais. Serdeczne gratulacje- dodał po chwili przytulając Aley i obdarowując buziakiem w policzek. - Dbaj o nią bo teściu Cię obserwuje i nie daruje błędów- zażartował ściskając dłoń Natha i kątem oka zerkając na podenerwowanego Inigo, który doskonale wiedział, że w kwestiach rozluźnienia alkoholowego może śmiało liczyć na Antona.
Biedna Cecille, musiała oglądać te rzewne scenki... Później się to jej jakoś wynagrodzi. Póki co zaś Ignacy mocno ścisnął swoją małą córeczkę, która teraz miała zostać panią Lacroix i rozczulony do granic możliwości cmoknął ją w czoło.
- Ja ciebie też, skarbie. - odparł łamiącym się głosem i pościskał ją jeszcze chwilę, nim trzeba było dziewczynę wypuścić, by mogła odebrać gratulacje także od innych gości.
- Leć. Ale rezerwuję taniec z panną młodą. - dodał jeszcze, puszczając jej oko i na chwilę kładąc dłoń na plecach, jakby rozważał, czy by jej jednak przypadkiem nie ukraść... Ale nie, musiał być dzielny. Wiedział, że kiedyś ten dzień nadejdzie, prawda..? Pytanie tylko: dlaczego tak szybko?!
Kiedy już córka została wypuszczona, podszedł do zięcia i serdecznie strzelił go po plerach.
- Słyszałeś Antona, hm? - uniósł znacząco brwi, a później roześmiał się tylko, obejmując chłopaka ramieniem i ściskając go trochę mocniej niż planował. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale cholera, głos wiązł mu w gardle, więc tylko poklepał świeżo upieczonego zięcia raz jeszcze i puścił go do kolegów, rodziny, czy kto go tam miał jeszcze wygratulować.
Ech, wszystko to okropnie grało staremu człowiekowi na emocjach. I tak dobrze, że jeszcze ani razu nie płakał - to pewne osiągnięcie, bez dwóch zdań.
Clementine uważała, że nie jest to najlepszy pomysł. Nevan powinien iść sam. Wciąż nie wiedziała, czy nie spotka znajomych i o ile nikt nie wiedział o ślubie poza Gienią czy Miszą, ale zawsze mogła wpaść na kogoś z Ministerstwa – na Merlina na przykład Pierre’a. Poza tym, Clementine wykłócała się, że nie ma się w co ubrać, a wszelkie sukienki z okresu „dyplomacji” w jej życiu, zostały doszczętnie spalone. Przewracała oczami, jęczała, wzdychała i marudziła, gdy Nevan ją poganiał. W końcu wciągnęła na siebie czarną suknie, chcąc ustalić jakąś oficjalną wersję. Ach, tak, reprezentuje byłego ambasadora, składając hołd rodzinie Lacroix. A Nevan, Nevan musi być tam dla ochrony. Z tą myślą siedziała obok męża, oglądając całą uroczystość. Aż dziwnie było wytrzymać z tą całą ckliwością. Potem to przeklęte składanie życzeń. Świeżo upieczona małżonka, która wciąż udawała wdowę, miała im życzyć wszystko najlepszego. Co za przeklęty pomysł Nevana! Już chciała uciec, wypić całą lampkę wina na raz i zaszyć się w jakimś kącie, ale nie, musieli stanąć w kolejce.
- Mój mąż byłby z was tak dumny, niech miłość i szczęście rozkwita między wami przez całe pożycie małżeńskie – powiedziała po francusku, całując państwo młodych w obydwa policzki. Psia krew, Nevan, niech cię szlag trafi, pomyślała, umożliwiając kolejnym osobom złożenie życzeń.

Cecille nie wtrącała się do przygotowań. Właściwie, do niczego się nie wtrącała. Czuła podświadomie, że to nie do końca jej miejsce i tak naprawdę pojawiła się i została tylko i wyłącznie dla Ignaca. Kto by pomyślał, że będzie jej aż tak na kimś kiedyś zależało, że poświęci własne zdrowie psychiczne i będzie jeszcze podstawiać komuś herbatki uspokajające? Im dłużej patrzyła na ten cały weselny cyrk, tym bardziej chciało jej się rzygać. Szczególnie, że to nie na nią patrzono przez cały czas – gwiazdorzenie wychodziło jej najlepiej, a tu nawet nie miała za bardzo jak się popisać, żeby nie narobić Larrainowi wstydu. I co teraz? Gdy zobaczyła, jak Ignac puszcza córkę już miała nadzieję na to, że mogą się gdzieś usunąć w bok, zanim zemdli ją po całości.

Składanie życzeń było stresującym przeżyciem zarówno dla pary młodej, jak i dla wszystkich gości, którzy musieli wysilić swoje szare komórki i złożyć konstruktywne oraz nieszablonowe życzenia. Zupełnie jak na jakimś ustnym egzaminie choć tutaj zamiast słabej oceny mogłeś oberwać obgadywaniem i wytykaniem palcami. Rodzice mieli lepiej, gdyż ci mogli zwalić wszystko na uczucia do dzieci, ale reszta nie posiadała takiego luksusu. Młodzi zaś musieli stać i przyjmować wszystkie życzenia z uśmiechem od całej masy gości, których końca nie było widać. Nath dziękował wszystkim za przybycie i ścisnął tego wieczora chyba niezliczoną ilość dłoni. Uśmiechnął się kiedy zobaczył Joachima z życzeniami. Jednak udało mu się dopchać. Nevan też był mile widziany, gdyż to jemu zawdzięczał to iż ma żonę.  
- Ja mam już łatwiej szwagier. Teraz twoja kolej i musisz równać. – powiedział Nathaniel, uśmiechając się do Antona. Był porządnym gościem i miał nadzieję, że dołączy do tej zwariowanej rodzinki.
- Oczywiście. Możesz mnie ukatrupić jak spieprzę, choć radzę się spieszyć. Moja matka jest niezwykle szybka w klątwach. – powiedział uśmiechając się do nowego teścia. No ale skoro mowa o teściach, to gdzie przyszła teściowa. Nath wyczaił Cecille i puścił do niej oczko. Nie wywinie się od tego.
Aleyna nigdy nie sądziła, że słuchanie życzeń, przytulanie i całowanie się z ludźmi może aż tak się dłużyć. Wydawało się jej, że kolejka gości chcących się z nimi zobaczyć nie miała końca. Na szczęście udało się jej utrzymać emocje na wodzy i nie rozpłakać się w ramie ojca. Na to będą inne okazje, kiedy nie będą mieli aż takiej publiczności. W końcu wyjście za mąż nie oznaczało całkowitego zerwania więzi z ojcem, prawda? Uśmiechnęła się ciepło do Cecylii, która stała z tyłu. Wciąż dziwnie się czuła z myślą, że ona i jej ojciec… Ale widziała, że przy niej był szczęśliwy. A przynajmniej szczęśliwszy niż wcześniej. Każdą kolejną osobę obdarzała uśmiechem i słowami podziękowań, że zechcieli im towarzyszyć w tym tak ważnym dla nich dniu.
Nie skupiała się za bardzo na rozmowie mężczyzn, bo była zajęta innymi gośćmi, jednak cieszyła się, że Nathaniel i Ignatio się dogadywali. A przynajmniej tak to wyglądało. No bo gdyby jej ojciec nie akceptował jej męża nie byłoby ich tu teraz, prawda?
Kiedy składanie życzeń w końcu się zakończyło, wzniesiono pierwszy toast i para młoda zatańczyła swój pierwszy taniec, można było przejść do tej bardziej swobodnej części imprezy, na którą zdecydowana większość gości czekała.
Dzisiejszego dnia zabiegana była praktycznie od samego rana. Musiała w końcu spełnić swój obowiązek druhny i zaraz po przybyciu do Francji zadbać o to, aby Aleyna była najpiękniejszą gwiazdą na swoim własnym weselu i jak najmniej się tym faktem stresowała. Mając jednak niechodzące dziecko uwieszone na rękach był to niebywale trudny wyczyn. Tym bardziej, że nie mogła zostawić Marii z Joaquimem, bo ten zajmował się Panem Młodym.
- Pilnuj się, Lacroix. - to były jej pierwsze słowa skierowane do Nathaniela, gdy przyszedł moment składania życzeń. Brygadzista na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że nie może skrzywdzić Aleyny, bo doczynienia będzie miał z wściekłą Sophią, a to może się skończyć dla niego naprawdę tragicznie.
- Gratuluję Aleyno. To teraz czekamy na cudowną nowinę, że Marysia będzie miała nową kuzynkę. - ostatnie zdanie szepnęła dziewczynie na ucho i cmoknęła ją w policzek.
Stron: 1 2 3