Mortis - Czarodzieje 1939

Pełna wersja: „Skorowidz Czystości Krwi” - C.N. | POWSZECHNIE DOSTĘPNA
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
[Obrazek: 77aBhZm.jpg]

Dostęp: Hogwart, Biblioteka magiczna, Esy i Floresy, Scrivenshaft

SKOROWIDZ CZYSTOŚCI KRWI

C. N.

Londyn, 1930


Dla potomności i zachowania szlacheckiego miana, wszystkie rody prawdziwie czyste winny nie tylko posiadać nieskazitelne drzewo, ale i kultywować tradycje i zwyczaje, jakie magiczna szlachta tworzyła przez wieki. Powinnością naszą jest pamiętać i pilnować, by chociażby jedna szlamowata kropla nie splamiła błękitu krwi płynącej w naszych żyłach.

Po przyjrzeniu się wszystkim wysoko postawionym rodom Wielkiej Brytanii, ich genealogii i tradycjom, z ogromnym zawodem muszę przyznać, że tytuł prawdziwie czystej otrzymać może zaledwie dwadzieścia osiem rodów.

Mam głęboką nadzieję na to, że rok 1930 przyniesie odpowiednie zmiany. Że Nienaruszalna Dwudziestka Ósemka stanie się wzorem do naśladowania, przewodnikiem i dyktatorem zasad, jakie winny panować w świecie czarodziejskim. Mam też nadzieję, że inne rody magiczne, które przez swoje zaniedbania straciły szansę na dostanie się na tę listę, zrobią wszystko, co w ich mocy, by dorównać prawdziwie czystym rodzinom.

C. N.
12 lipca 1930

Spis treści

I Słowo wstępu do czystości krwi
II Rodzina Abbott
III Rodzina Avery
IV Rodzina Black
V Rodzina Bulstrode
VI Rodzina Burke
VII Rodzina Carrow
VIII Rodzina Crouch
IX Rodzina Fawley
X Rodzina Flint
XI Rodzina Gaunt
XII Rodzina Greengrass
XIII Rodzina Lestrange
XIV Rodzina Longbottom
XV Rodzina Macmillan
XVI Rodzina Malfoy
XVII Rodzina Nott
XVIII Rodzina Ollivander
XIX Rodzina Parkinson
XX Rodzina Prewett
XXI Rodzina Rosier
XXII Rodzina Rowle
XXIII Rodzina Selwyn
XXIV Rodzina Schacklebolt
XXV Rodzina Shafiq
XXVI Rodzina Slughorn
XXVII Rodzina Travers
XXVIII Rodzina Weasley
XXIX Rodzina Yaxley

I Słowo wstępu do czystości krwi

Pierwsze wzmianki na temat czystości krwi pojawiły się w czasach czterech założycieli Hogwartu. Salazar Slytherin był pierwszym, który podkreślił ważność utrzymywania magicznych genów na poziomie, który nie mieszałby się z mugolskim pospólstwem. Przed pojawieniem się jego ideologii nikt tak naprawdę nie dbał o czystość krwi czarodziejskiej. Ciężko się jednak temu dziwić, skoro czarodzieje w tamtych czasach żyli razem z mugolami, a rodziny czarodziejskie praktycznie nie istniały. Wszelkie wzmianki o magicznych zdolnościach przed czasami Hogwartu dotyczą głównie wybitnych osobistości, czasem słyszy się historie o ich najbliższych rodzinach, jednak zazwyczaj kwestia przekazywanego genu pozostaje przemilczana. Czy oznacza to, że wszyscy pochodzimy od mugoli?

Odpowiedź na to pytanie brzmi – i tak i nie. Populacja mugoli przewyższa populację czarodziejów wielokrotnie. W czasach, w których nie było nas zbyt wielu, a nasze zdolności były czymś niezwykłym, nawet dla nas, praktycznie niemożliwym było związanie się z innym czarodziejem. Z czasem zaczęło nas się pojawiać coraz więcej, a gdy tylko przybraliśmy liczbę dość pokaźną, na świecie zaczęły formować się różne sabaty i szkoły, w tym Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Dopiero wtedy temat czystości krwi mógł się pojawić, a głoszący tę ideę chcieli jedynie umocnienia magicznych genów tak, by oddzielić je od szlamowatych naleciałości, których nabawiliśmy się przez wieki mieszania z mugolami.

Jak więc rozumiana była czystość krwi w czasach, w których każdy miał jakiegoś mugolskiego przodka, którego żyjące pokolenia jeszcze znały? Sama idea miała dotyczyć głównie przyszłości i tego, w jaką stronę powinna iść społeczność czarodziejska. Salazar Slytherin chciał uczyć jedynie tych, których rodzice i dziadkowie byli czarodziejami. Nie chciał widzieć w swoich szeregach nikogo, kto wziął się znikąd. Chciał jedynie upewnienia w tym, że czystą krew da się jeszcze wypracować, że kilkanaście pokoleń wystarczy na to, by geny magiczne wyparły całkowicie te, które uważał za słabsze.

Z czasem wymagania do bycia czystokrwistym zaczęły rosnąć - już nie wystarczyło mieć tylko dziadków i rodziców czarodziejów. Zaczęto zwracać na to jeszcze większą uwagę niż wcześniej. Największym wydarzeniem, które wpłynęło na tworzenie się ideologii krwi czystej i sprawiło, że większość rodzin wzmocniła swój status, było wprowadzenie Międzynarodowego Kodeksu Tajności, który miał chronić świat magiczny przed mugolskim. Zakaz zdradzania magicznych zdolności pod groźbą kary zapisanej w czarodziejskim prawie sprawił, że duża część czarodziejów odcięła się całkowicie od mugoli i w ten sposób zacieśnione zostały więzy czysto czarodziejskie. Na przestrzeni lat wykreowały się więc rody mające czarodziejskich przodków do kilkudziesięciu pokoleń wstecz.

Obecnie panuje dość szerokie przekonanie o tym, że każdy członek wysoko postawionej rodziny jest czarodziejem czystokrwistym. Nic bardziej mylnego! Czystość krwi, według wszelkich źródeł, uznawana jest dopiero przy przynajmniej dziesięciu pokoleniach wstecz. Należy jednak zwrócić uwagę na to, że przy małżeństwie z czarodziejem pochodzenia mugolskiego, bądź takim,
który ma krew dużo mniej szlachetną, zatraca się także czystokrwistość przyszłego dziecka. Z tego powodu, rodziny czystokrwiste powinny zwracać większą uwagę na to, z kim żenią się i za kogo wychodzą ich członkowie. Wypracowana przez lata czystość krwi nie może przecież ulec zabrudzeniu tylko dlatego, że związano się z kimś mniej szlachetnym. Do niedawna dopuszczano, w niektórych rodzinach, śluby z czarodziejami krwi mieszanej pod warunkiem, że uznawani byli oni za szlachtę niższego rzędu. Obecnie jednak większość rodzin pragnie żenić się jedynie z rodami na swoim poziomie, nie schodząc poniżej pewnego pułapu. Rodziny, które znalazły się w tym Skorowidzu, choć mają różne podejścia do wielu spraw, łączy przede wszystkim to, że ich główna linia jest nieskazitelnie czysta od dwudziestu  pokoleń; dlatego też nazwana Nienaruszalną Dwudziestką Ósemką stanowić ma wzór do naśladowania dla wszystkich tych, którzy nie zostali wpisani na listę.

Zdolności dziecka czystokrwistego i jego wychowanie

Oczywistym jest, że dziecko posiadające w sobie magiczną krew przechodzącą przez kilkadziesiąt szlachetnie urodzonych pokoleń wykazywać się będzie zdolnościami dużo potężniejszymi, niż dziecko mugolskiego pochodzenia, które o swoich umiejętnościach dowiaduje się dużo później. Zdarzają się, co prawda, wyjątki potwierdzające regułę, które dotyczą dzieci szlachetnie urodzonych, jednak normą spisaną w wieku XVIII stały się kryteria, po których rozpoznaje się, czy dziecko na pewno pochodzi z rodziny czystokrwistej i czy posiadać będzie zdolności magiczne. Biorąc pod uwagę to, że charłactwo powinno być tępione w rodzinach czystych za każdym razem, wczesne odkrycie zdolności dziecka jest bardzo istotne. Według kryteriów przyznanych dwa wieki temu, dziecko szlachetne powinno:

  • ujawnić magiczne zdolności w okolicach trzeciego roku życia, nie później niż w wieku lat pięciu
  • posiąść umiejętność latania na miotle przed skończeniem lat siedmiu
  • charakteryzować się wyjątkową atrakcyjnością fizyczną
  • być odporne na choroby wieku dziecięcego
  • wykazywać niechęć, bądź nawet strach, wobec najmniej magicznych zwierząt, za które uważa się do tej pory świnie
  • wykazywać naturalną niechęć do mugoli.

Każdy wychowany w rodzinie czystokrwistej zdaje sobie jednak sprawę z tego, że nie wszystkie kryteria spełniane są za każdym razem. Jak więc uznać, że dziecko jest prawdziwie szlachetne? Przyjmuje się, że trzeba spełnić przynajmniej trzy z pięciu warunków do tego, aby móc uznać młodego potomka za wartościowego. Kiedy dziecko przebrnie przez te kryteria, rolą rodziców pod nadzorem głowy rodu, jest rozpoczęcie nauki domowej, podczas której należy wprowadzić młodego czarodzieja w świat magiczny. Już od najmłodszych lat powinno się bowiem szerzyć uwielbienie do krwi czystej, wbijać do świeżych główek zasady funkcjonowania polityki naszego świata i normy, od jakich wysoko postawionym czarodziejom nie wolno odstawać. Zaleca się więc, już małym dzieciom, opowiadać historię własnego rodu, z czasem rozszerzając ją na powiązania z innymi rodzinami szlachetnymi. Należy opowiadać i czytać legendy naszego świata i ograniczać kontakty z mugolskimi przedmiotami tak bardzo, jak jest to tylko możliwe. W wieku lat siedmiu, w zależności od rozwoju dziecka (czasem może to nastąpić rok później, czasem trochę wcześniej) powinno rozpocząć się edukację związaną przede wszystkim z historią, magicznymi zapisami, a także opowiadać o zaklęciach, których będą się uczyć w szkole. Dziecko w wieku lat jedenastu, gdy trafia na pierwszy rok oficjalnej nauki, powinno wiedzieć o magicznym świecie tak dużo, jak jest to możliwe. Ułatwi mu to nie tylko życie szkolne ale i ukształci go na silnego, świadomego czarodzieja, który kroczyć będzie ścieżką czystej krwi.

Dziedziczenie w rodach czystokrwistych

Nazwisko przechodzące z pokolenia na pokolenie jest istotną formą przetrwania rodziny. Z tego też powodu dużo bardziej ceni się posiadanie synów niż córek, przy których nazwisko zaginie w momencie zamążpójścia. Dziedziczy się więc przede wszystkim w linii męskiej od najstarszego syna do najmłodszego. Synowie przejmują obowiązki ojców, a w głównej linii najstarszy syn przygotowywany jest już od lat dziecięcych do zostania przyszłą głową rodu, którą staje się oficjalnie po śmierci ojca. Bardzo często zdarza się jednak, że ojcowie osiągnąwszy odpowiedni wiek, przerzucają niektóre obowiązki na swoich dziedziców. Najstarszy syn otrzymuje największą część majątku, w skład którego wchodzi przede wszystkim rodzinna posiadłość i większość dóbr się w niej znajdujących. Najmłodsze dziecko z zasady dostaje najmniej, choć zależy to przede wszystkim od podejścia rodziców i majątku, jaki jest do rozporządzenia. Wszelką wolę dotyczącą dziedziczenia, każdy męski potomek rodu czystokrwistego zapisuje w swojej ostatniej woli, którą uszanować muszą wszyscy członkowie rodziny i jedynie obecna głowa całego rodu może się do tego nie dostosować, podając jednak argumentacje do swoich decyzji.

Córki, choć nie są traktowane jako prawowite dziedziczki i w ostateczności nie otrzymują zbyt wiele, są bardzo istotne politycznie. Głowa rodu decyduje o zamążpójściu praktycznie każdej panny urodzonej w rodzinie i bardzo często znajduje jej przyszłego męża jeszcze wtedy, kiedy jest ona małą dziewczynką. W ten sposób nawiązuje się istotne kontakty z innymi rodami, a śluby brane są w młodym wieku. Każdą pannę oddaje się mężowi z posagiem, zależnym oczywiście od majątku rodziny i tego, czy urodziła się jako pierwsza czy ostatnia. Ważnym czynnikiem jest także to, w jakiej kolejności w stosunku do swoich sióstr wyszła za mąż, choć naciska się na wydawanie córek w takiej samej kolejności, w jakiej przyszły na świat. Kobiety po ślubie oficjalnie przestają należeć do swojego rodu i stają się częścią rodziny męża. Ich głównym obowiązkiem jest dbanie o dobre imię męża, wychowywanie dzieci i pilnowanie tego, by rodzinna posiadłość funkcjonowała, jak należy. I choć nie dziedziczą nic po własnych ojcach, w przypadku śmierci męża są pierwsze w kolejce przy dziedziczeniu jeżeli dzieci są niepełnoletnie. Zawsze jednak należy im się przynajmniej jedna czwarta majątku, a dzieci zobowiązane są do opieki nad matką do końca jej życia.

Obowiązki głowy rodu

Dziedziczenie rodu wpisane jest w życiorys najstarszego syna poprzedniej głowy rodu i już od małego jest się przygotowywanym do tej roli. Głównym obowiązkiem głowy rodu jest przede wszystkim godne reprezentowanie całej rodziny. Dbanie o nią, pilnowanie, by wszyscy członkowie rodziny zachowywali się odpowiednio. Głowa rodu powinna dawać wszystkim innym przykład: organizować spotkania rodzinne i pilnować, by więzy krwi łączące jej członków nie słabły. Osoba kierująca rodziną ma obowiązek dbać o interesy rodu, pilnować przedsięwzięć i zarobków, które zwiększają wartość rodziny. To głowa rodu decyduje ostatecznie o ślubach członków rodziny, zatwierdza kandydatów na mężów i szuka panien z dobrych domów dla młodych kawalerów. Oficjalnie, każde małżeństwo musi zostać pobłogosławione przez głowę rodu. Bardzo często zdarza się także, że ceremonię zaślubin prowadzi głowa rodu, z którego pochodzi pan młody. Głowa rodziny decyduje też o wydziedziczaniu innych członków. Podczas wszelkich decyzji ważnych dla rodziny to głowa rodu ma najważniejsze zdanie. Podczas narad rodzinnych i głosowań, ostatnie zdanie należy zawsze do głowy rodu.

W przypadku śmierci bądź wydziedziczenia najstarszego syna, rolę przyszłej głowy rodu przejmuje najstarszy z jego młodszych braci. Jeżeli nie ma on żadnego rodzeństwa płci męskiej, dowództwo nad rodziną przekazywane jest najbliższemu wujowi bądź kuzynowi, którego najbliższa rodzina staje się od tego momentu gałęzią główną rodziny. W przypadku braku jakiegokolwiek potomka męskiego rodzina oficjalnie wymiera, dlatego też płodzenie męskich potomków jest bardzo istotną sprawą i staje się nieoficjalnym obowiązkiem każdego przywódcy rodu.

Tradycje i obowiązki wszystkich członków rodziny

O ile największa presja spoczywa na barkach głowy rodziny, wszyscy członkowie rodu zobowiązani są przestrzegać ich zasad i dbać o dobre imię rodu. Każda rodzina czarodziejska ma swój własny spis tradycji i postępowań, których odstępstwo jest karane przez głowę rodu. Przede wszystkim jednak, każdy czarodziej czystokrwisty powinien pamiętać o obchodzeniu świąt magicznych, odpowiednim zachowaniu wśród innych ludzi. Powinien ubierać się zgodnie z zasadami czarodziejskiego kodeksu, mieć szacunek do samego siebie, nie zadawać się z mugolami, jeżeli nie ma takiej potrzeby i dążyć do tego, by jego rodzina była rozpoznawalna, bogata i szanowana. Członkowie rodu zobowiązani są do wychowywania swoich dzieci w idei czystości krwi, edukowania ich i pilnowania, by nie zadawały się one z czarodziejami gorszego sortu. Ponad to, zobowiązani są także do dbania o czarodziejską społeczność, którą mają kierować ku świetlanej przyszłości.

Wydziedziczanie

Każdy czarodziej, który nie liczy się z tradycjami i obowiązkami, jakie nałożone zostało na niego podczas narodzin, musi liczyć się z tym, że może zostać wydziedziczony. Każdy członek rodziny może zwrócić się do głowy rodu z prośbą o wydziedziczenie kuzyna, którego zachowanie jego zdaniem odbiega od normy i szkodzi wizerunkowi rodu. Zwoływana jest wtedy narada rodzinna, a kwestia wydziedziczenia jest podawana głosowaniu. Podczas każdych narad rodzinnych, także i tych dotyczących wydziedziczenia, głowa rodu posiada pięć głosów, mężczyźni dwa, a kobiety urodzone w rodzinie tylko jeden. Kobiety wżenione nie posiadają głosów, przyjmuje się bowiem, że mają takie samo zdanie, jak ich mężowie. W przypadku narad dotyczących wydziedziczenia, najbliższa rodzina wydziedziczanego posiada jedynie jeden głos na osobę, niezależnie od płci - nie dotyczy to tylko głowy rodu. Wydziedziczenie głowy rodu jest sprawą dużo trudniejszą, gdyż jako przywódca rodziny, czarodziej taki nadal posiada swoich pięć głosów, co bardzo często przeważa wszystkie inne głosy. Osoby wydziedziczone skreśla się z drzew genealogicznych, nazywając zdrajcami krwi i w przypadku męskich potomków, zabierając możliwość posługiwania się nazwiskiem. Wydziedziczonym można zostać za złamanie rodowych praw, choć zależy to w głównej mierze od głowy rodu. Najczęściej jednak wydziedzicza się z kilku powodów:

  • związki oraz małżeństwa z mugolami, bądź mugolakami, czasem zakazuje się nawet małżeństw z czarodziejami krwi szlachetnej mieszanej;
  • związki oraz małżeństwa z czarodziejami czystej krwi, którzy popierają idee promugolskie bądź sami zostali wydziedziczeni;
  • charłactwo traktuje się dwojako, albo wydziedzicza się dzieci i oddaje do sierocińców, albo pozbywa się ich, zanim ktokolwiek się o nich dowie;
  • niepodzielanie poglądów rodziny, rzucanie się w oczy i działanie na niekorzyść rodu;
  • kontakty i pomoc wydziedziczonym z rodu;
  • popieranie praw mugoli.


II Rodzina Abbott


„Amor vincit omnia”
miłość zwycięża wszystko

Pierwsze zapiski o rodzinie Abbott sięgają wczesnego średniowiecza. Z początku zamieszkiwali w północnych rejonach Francji, przenosząc się na Wyspy Brytyjskie w drugiej połowie XI wieku. Ich nazwisko wywodzi się ze staro łacińskiego słowa abbas, czyli kapłan. Na przestrzeni lat zdobyli uznanie innych rodzin czarodziejskich zamieszkujących West England, stając się najbardziej wpływową rodziną Devonu. W dawnych czasach zajmowali się zaklinaniem budynków i zapewnieniem im obrony. Od samego początku przejawiali skomplikowaną więź z wyznawcami i głosicielami religii chrześcijańskiej, przejmując bardzo wiele z tej tradycji. Często zamieszkiwali w pobliżu kościołów i świątyń, wspierali okoliczne parafie, a część z czarodziejów wiązała swoją przyszłość z kapłaństwem. Uzdolnieni magicznie, nie mieli zbyt wielu problemów w dokonywaniu drobnych „cudów boskich”, co bardzo podobało się mugolom. Swoją kapłańską działalność musieli przykrócić w momencie, w którym wprowadzono Międzynarodowy Kodeks Tajności, choć nadal czuli się związani z kościołem. Znani są przede wszystkim z tego, że pomagali przy założeniu Doliny Godryka, zaklinając wszystkie budynki i pomagając w budowie stojącego w centrum wioski kościoła. Swoją posiadłość rodową postawili właśnie tam, zaledwie kilkanaście kroków od kościelnego ogródka i oficjalnie osiedli się tam na stałe.

Rodzina Abbott nie należy do szczególnie związanych z czarodziejskimi tradycjami, a naleciałości kultury chrześcijańskiej sprawiły, że miewają poglądy różniące się od poglądów najbardziej rygorystycznych rodzin czystokrwistych. Niemniej jednak, szczycą się nadal czystością krwi w głównej linii, zbiorem zasad i tradycji, a każdy członek rodziny bardzo dobrze zna historię czarodziejskiego świata. Łączą w sobie świat czarodziejski ze szczyptą mugolskiej tradycji, dlatego też poza świętami czysto czarodziejskimi, jak wszystkie obchodzone Sabaty, świętują też święta czysto chrześcijańskie. Ich stosunek do mugoli jest całkowicie neutralny, choć nie godzą się na mieszane małżeństwa i związki. Rodzina obecnie nie ma jednoznacznie określonego interesu, który przechodziłby z pokolenia na pokolenie, ale większość członków przejawia zamiłowanie do życia medialno-społecznego, zajmując takie stanowiska jak redaktorzy i dziennikarze, muzycy, pisarze, czy w ostatnich latach nawet aktorzy. Charakteryzują się otwartością i pewnego rodzaju dramatyzmem, który wpisany jest w ich ród jeszcze z czasów dawnego kapłaństwa.

Jako rodzina od wielu pokoleń bardzo uduchowiona i wrażliwa na emocje oraz zjawiska; wielu członków przejawia naturalne zdolności do kontaktowania się z zaświatami. Dawniej w ten sposób zarabiali na życie, parając się zawodem medium, które kontaktowało się z duchami zmarłych. Obecnie nie jest to ich główny sposób zarobku i choć nie chwalą się tym specjalnie, nie można zaprzeczyć, że członkowie rodu Abbott nadal rodzą się z tym darem.


III Rodzina Avery


„Vincit qui patitur”
zwycięża ten, kto wytrwa

Najwcześniejsze wzmianki od rodzinie Avery pochodzą z Normandii, gdzie najprawdopodobniej stawiała ona swoje pierwsze kroki. Samo znaczenie nazwiska jest bardzo proste gdyż jest normańską wersją imienia Alfred, przekazywanego z pokolenia na pokolenie każdemu następnemu dziedzicowi rodu. Ród ten bardzo szybko, bo na przestrzeni jedynie czterdziestu lat, stał się jedną z najbardziej wpływowych rodzin na terenach Normandii i niebawem po tym, udało im się to jeszcze bardziej poszerzyć. Wśród źródeł historycznych można dotrzeć bowiem i do takich, które twierdzą, iż Avery sprawowali przez kilka setek lat rządy w ówczesnej Navarrze, mając pod kontrolą całą magiczną społeczność, a także wpływ na mugolski świat. Mieli ogromny talent i smykałkę do polityki, wtrącając się nawet w niemagiczne interesy i szło im to bardzo dobrze. Na terenach Wielkiej Brytanii pojawili się po raz pierwszy podczas Wojny stuletniej, podczas której stali po francuskiej stronie konfliktu. Po zakończeniu wojny, część rodziny osiedliła się w Anglii, a dokładniej w Colchester należącym do hrabstwa Essex. Avery obecnie podzieleni są na trzy gałęzie - brytyjską, francuską i amerykańską, jednak to w Wielkiej Brytanii urzęduje główna głowa rodu, która ma prawo decydować o wszystkich członkach rodziny. W każdej z innych gałęzi wybrani są jednak przedstawiciele, decydujący o sprawach dziejących się na ziemiach przez nich zamieszkiwanych.

Mimo maczania palców w mugolskiej polityce, rodzina Avery ma dość jasne stanowisko dotyczące istnienia mugolaków, mugoli a nawet czarodziejów krwi mieszanej. Głosi propagandę anty-mugolską od lat, starając się stawiać na piedestale jedynie rodziny z nieskażoną szlamowatością krwią. I o ile istnienie rodów mniej szlachetnych jest im całkowicie obojętne, członkowie rodziny mają absolutny zakaz zadawania się, przyjaźnienia, a już tym bardziej wchodzenia w związki z osobami o statusie niższym niż oni sami. Osoby, łamiące ten zakaz, wykreślane są z drzewa genealogicznego natychmiast, tracąc nie tylko dostęp do pieniędzy, ale także nazwisko. Wśród wielu tradycji rodzinnych znajduje się przede wszystkim obchodzenie wszystkich świąt czarodziejskich, które są dla nich szczególnie ważne. Od czasu do czasu wysyłają jednego ze swoich przedstawicieli do mugolskiego parlamentu, gdzie jego zadaniem jest najzwyczajniej w świecie, szpiegowanie poczynań mugolskiej polityki. W magicznym środowisku, przynajmniej w Wielkiej Brytanii, zeszli jednak z politycznej ścieżki, zdając sobie sprawę z tego, że wiele innych rodzin pochodzących z wysp nie da im tak łatwo dojść do władzy. Powiązali się więc z Kliniką Świętego Munga, zajmując pozycje uzdrowicieli na różnych oddziałach. Czerpią ogromne zyski z tej współpracy, zajmują się także tworzeniem eliksirów i mają dostęp do najnowszych uzdrowicielskich technologii. Mówi się, że maczają palce w szemranych interesach, handlując na boku eliksirami, których zdobycie jest w Wielkiej Brytanii nielegalne, choć nikt tak naprawdę nie wie, czy nie są to tylko zwykłe plotki.

Od małego nauczani są podstawowych zasad rządzących światem, wprowadzani w politykę i jej fundamenty. Bardzo duża część przedstawicieli tej rodziny ma naturalny dryg do zaklęć czarnomagicznych, choć główną ich cechą jest faktycznie łatwość w zapamiętywaniu formuł eliksirów i warzeniu ich już od lat najmłodszych. Zazwyczaj chłodni i nieziemsko opanowani, spoglądają na świat z wysoko uniesionymi głowami, co często spotyka się z niezadowoleniem innych rodzin. Uważają się bowiem za lepszych od innych, nawet rodów o takim samym statusie, jak oni.


IV Rodzina Black


„Toujours pur”
zawsze czyści

Według wszystkich dostępnych w Wielkiej Brytanii źródeł, jest to najstarszy ród, którego oficjalne powstanie datuje się na rok 504 naszej ery. Pierwsze pisma, w których pojawia się nazwisko Blake - przekształcone po latach na Black, odnosiły się do ukształtowania rodziny czarodziejskiej, która postanowiła osiedlić się na stałe na ziemiach, obecnie znajdujących się w centrum Londynu. Samo nazwisko nie oznaczało niczego wybitnego i nawiązywało do charakterystycznych cech wyglądu każdego przedstawiciela rodu, mianowicie ciemnych włosów i oczu, które bardzo mocno kontrastowały z bladą cerą. Do dnia dzisiejszego to właśnie taki typ urody przejawia się najczęściej wśród przedstawicieli rodziny Black. Przez stulecia ród ten zajmował się wieloma dziedzinami magii, w szczególności astronomią i astrologią, na której jej członkowie znali się wyśmienicie. Przepowiadanie przyszłości z gwiazd było ich konikiem i choć z biegiem czasu zdolność ta przestała być powszechnie chwalona, w ich rodowych bibliotekach znaleźć można wiele dzieł prawiących na te tematy - łącznie z wieloma unikatami, których nie można już nigdzie dostać. Z biegiem lat rodzina ta zaczęła mieć coraz więcej wpływów, wchodząc w bardzo polityczne mariaże i sojusze. Bardzo szybko, bo już w X wieku uznawani byli za najszlachetniejszą i najbogatszą rodzinę, z którą każda inna chciała się swatać. Nie trudno im było wejść w świat polityki, brać udział w największych wydarzeniach magicznego świata i dokładać własne cegiełki do otaczającej ich rzeczywistości.

Ze względu na swoją wiekowość i bardzo rygorystyczne podejście do zasad i tradycji, rodzina ta kieruje się wieloma wytycznymi, które nie zmieniły się od wieków i z pewnością nie zmienią w najbliższej przyszłości. Każde nowo narodzone dziecko nazywane jest w nawiązaniu do konstelacji, bądź pojedynczych gwiazd, co w domyśle ma być wielkim ukłonem do przeszłości i tego, od czego cała rodzina się wywodzi. Wychowywani w przeświadczeniu o własnej wartości, tonąc w bogactwie i pławiąc się w tytułach szlacheckich, wyrastają bardzo często na aroganckich, chłodnych i przede wszystkim, pozbawionych skrupułów czarodziejów. Przewodząc ruchami anty-mugolskimi są zdania, że nie ma na tym świecie miejsca dla obydwu frakcji i to czarodzieje wygrają ostatecznie, usuwając z ziemi każdą niemagiczną istotę, jaka po niej stąpa. Wszelkie małżeństwa są więc planowane bardzo wcześnie, ustalane między głową rodu a rodzicami, nierzadko jeszcze zanim dziecko w ogóle pójdzie do szkoły. Zdarza się, że mariaże ustalone są jeszcze wtedy, kiedy dziecko nie ma skończonego nawet roku. Nie ma więc nawet mowy o małżeństwach z miłości, decydowaniu o własnej przyszłości, a każdy przejaw buntu zduszany jest w zarodku natychmiastowym wydziedziczeniem. Nierzadko wiąże się to również z fizycznym okaleczeniem osoby wyrzuconej z rodziny, a tych, którzy związali się z czarodziejem o niższym statusie krwi nazywa się zdrajcami krwi, pozbawia nazwiska i wpisuje na czarną listę rodzinną, ostatecznie wymazując portret wydziedziczonego z oficjalnego drzewa. Rodzina Black jako jedna z niewielu szczycić się może całkowitą czystością w każdej gałęzi drzewa genealogicznego, co jest idealnym dowodem na to, jak starannie dobierają małżonków dla swoich członków. Rozprzestrzenieni po całej Wielkiej Brytanii, zbierają się w rodowej posiadłości na zjazdach, mających decydować o przyszłości członków rodziny przynajmniej cztery razy do roku. Zajmują wysokie stanowiska w Ministerstwie Magii, sądownictwie i praktycznie wszystkich innych instytucjach.

Przemieszani ze wszystkimi najszlachetniejszymi rodami w Wielkiej Brytanii, a także i tymi spoza ich granic, członkowie rodu Black różnią się od siebie znacząco. I choć cechy wyglądu, zwłaszcza w głównej gałęzi rodu, nadal pozostały podobne i da się ich wyróżnić w tłumie, spektrum umiejętności dziedzicznych bardzo mocno rozszerzyło się na przestrzeni lat. Bardzo często przejawiają naturalny dar do odczytywania przyszłości zapisanej w gwiazdach, a także do animagii, której uczą się bardzo często od własnych rodziców, dzięki czemu umiejętność ta przechodzi z pokolenia na pokolenie.


V Rodzina Bulstrode


„Ignis aurum probat”
próbą złota jest ogień

Ród ten ukształtował się na przełomie IX i X wieku. Z początku nie wyróżniał się niczym szczególnym na tle innych czarodziejskich rodzin, zajmując się tak naprawdę własnymi sprawami. Bardzo często podróżowali po Wielkiej Brytanii, szukając odpowiedniego dla siebie miejsca do osiedlenia, ostatecznie zapuszczając korzenie w Buckingamshire, które do dzisiaj jest miejscem ich zamieszkania. Zbudowana tam twierdza stała się początkiem ich istnienia i to właśnie od niej wzięło się ich nazwisko, oznaczające dosłownie „twierdzę na bagnie”, czyli ich pierwszy, stały dom. Swój status, zarówno społeczny, jak i majątkowy, dość znacznie podwyższyli wchodząc w konszachty i mariaże z rodziną Black, z którymi przez stulecia byli bardzo blisko. Razem prowadzili interesy, żenili się ze sobą w każdym pokoleniu i współpracowali na wielu płaszczyznach. Dzięki temu przez wiele stuleci byli rozpoznawani i szanowani i nawet po tym, jak ich drogi z Blackami rozeszły się w wyniku sprzecznych idei i podejścia do świata, zachowali swój status. Dość często ingerowali w mugolskie wojny i spory, stając po stronie tych, którzy byli poszkodowani w danym konflikcie . Gotowi do obrony pokrzywdzonych, narobili sobie sporo wrogów: zarówno w świecie mugolskim, jak i czarodziejskim. Nie przeszkodziło im to jednak w dalszym trzymaniu się własnych zasad. W przeciwieństwie do innych wielkich rodów, nie zajmowali się niczym konkretnym, a każdy członek rodziny mógł obrać taką ścieżkę kariery, na jaką miał tylko ochotę.

Główną cechą rozpoznawczą rodziny Bulstrode jest przede wszystkim neutralność jej członków. Nie są nastawieni ani przyjacielsko ani wrogo do nikogo. Nie chcą wtrącać się do żadnych konfliktów, jeżeli nie widzą konkretnego powodu i przez to ich relacje z wysoko postawionymi rodami ostatnimi czasy uległy pogorszeniu. Odkąd przestali być bezpośrednio związani z rodziną Black, ich skarbiec nieco na tym stracił, jednak nie wydaje się, by byli tym bardzo przejęci. Wiedzeni silnym poczuciem sprawiedliwości, wpajanym im z pokolenia na pokolenie, bardzo często obejmują stanowiska w Departamencie Przestrzegania Prawa, zasilając zarówno Brygadę Uderzeniową, jak i szeregi Aurorów. Ich posiadłość, rozbudowywana przez wieki, w chwili obecnej jest jedną z najbardziej zapierających dech w piersiach twierdz, jakie można zobaczyć na terenach Wielkiej Brytanii, co zawdzięczają zdecydowanie pieniądzom, zdobytych podczas bliższych kontaktów z najbogatszymi rodzinami na wyspach. Główna linia rodziny szczyci się czystością i mieszaniem krwi z najznamienitszymi rodzinami świata, choć nie zanotowano przypadków wyrzucania czy uśmiercania czarodziejów z linii bocznej, którzy weszli w związek z czarodziejem krwi mieszanej bądź nawet mugolem. Nie dopuszcza się jednak w tej rodzinie istnienia charłaków, których uważa się za „cofanie w rozwoju potencjału magicznego” i dzieci takie usuwane są nie tylko z drzewa, ale też skazuje się je na śmierć. Nie obce im są mariaże z egzotycznymi czarodziejami z innych krajów i kontynentów, nawet jeżeli nie zawsze jest im po drodze z ideą czystości krwi. Nie wywołuje to sprzeciwu rodziny tak długo, jak nie dzieje się to w głównej linii rodu.

Od małego uczeni są dyscypliny i postępowania w pojedynkach magicznych. Wpaja im się ideę sprawiedliwości i uczy stosowania zaklęć ofensywnych. Dzięki temu przygotowani są do podejmowania różnych prac, związanych ze służbami porządkowymi. Wielu ma naturalny talent do zaklęciotwórstwa, choć mało kto w tym momencie się tym interesuje.


VI Rodzina Burke


„Dulce bellum inexpertis”
wojna miła tym, którzy jej nie doświadczyli

Z początku zamieszkiwali ziemie dzisiejszej Norwegii, swoim domem nazywając miejsce, które później otrzymało nazwę Trodnheim. Zajmowali się wioskowym ziołolecznictwem, zaklinaniem, a także grzebaniem zmarłych i odprawianiem rytuałów, mających powstrzymać dusze przed powrotem do świata żywych. Na ziemiach Wielkiej Brytanii pojawili się około roku 800 naszej ery, przybywając na wyspy razem z najeżdżającą flotą wikingów. Ich nazwisko, z początku brzmiące Børke, oznaczać miało drewno brzozy, z której tworzyli amulety runiczne, chroniące ich przed nieumarłymi. Już od samego początku wywołali falę zainteresowania swoimi zdolnościami, która z czasem przerodziła się w możliwość zarobku. Zyskali zarówno wielu sprzymierzeńców, jak i wrogów, którzy uznawali ich praktyki za dziwaczne i niezgodne z niepisanymi zasadami. Z czasem ich pole działania poszerzyło się o produkcję przedmiotów magicznych, których zastosowanie nie było do końca pozytywne, a gdy i to okazało się być dla nich za mało - skupili się na kontaktach z zagranicznymi handlarzami w poszukiwaniu wyjątkowych artefaktów, które można by sprzedać za ogromną kwotę. Dorobili się sporego majątku na sprzedawaniu mugolom przeklętych przedmiotów, które rzucały klątwy na ich denerwujących sąsiadów i wszelkich wrogów. Wydanie Międzynarodowego Kodeksu Tajności ukróciło im tę gałąź biznesu, jednak nie stracili aż tak dużo. Zainwestowali w zakup jednej kamienicy przy ulicy Śmiertelnego Nokturnu w Londynie, gdzie z czasem zaczęli rozkręcać więcej interesów, kupując coraz więcej lokali.

Obecnie rodzina Burke jest posiadaczem prawie każdej kamienicy na Nokturnie, rozpoznawana przede wszystkim przez założenie Borgina i Burkesa. Mimo dość mrocznych kontaktów i, jakby nie było, maczania palców w czarnej magii, nigdy nie udowodniono im żadnych nielegalnych posunięć. Działają aktywnie w polityce, udzielając się zawsze tam, gdzie uznają to za stosowne. Mają sporo kontaktów zarówno w Departamencie Przestrzegania Prawa, jak i w samym Wizengamocie. Najważniejsza część rodziny stacjonuje w Londynie, choć norweska odnoga nadal zamieszkuje Trondheim, gdzie - podobnie jak w rodzinie Avery - sprawami decyzyjnymi zajmuje się tamtejsza głowa rodu, podległa jednak w sprawach decyzyjnych tej, która mieszka w Wielkiej Brytanii. Mimo innej wersji nazwiska, obie części rodziny utrzymują ze sobą kontakt i traktowane są jako jedna, dlatego też nikogo nie dziwi nazywanie norweskiej odnogi Burke'ami przez Brytyjczyków i brytyjskiej Børke'ami przez Norwegów. Bardzo ważny jest dla nich nie tylko status krwi, ale i pilnowanie tego, by szlachta dalej pozostawała szlachtą. Wyrażają się więc niepochlebnie o wszystkich członkach rodów czystokrwistych, którzy porzucają tradycje na rzecz nowoczesności. Małżeństwa i przyjaźnie z mugolami karane są w rodzinie natychmiastowym wydziedziczeniem. Nie zabrania się znajomości z czarodziejami mieszanej krwi, jednak ewentualne małżeństwa nie wchodzą w grę, a dzieci z nieprawego łoża ukrywane są przed światem bardzo skutecznie - najczęściej w trumnach.

Rodzina Burke od zawsze miała smykałkę do kontaktów z drugą stroną, maczania palców w czarnej magii, parania się nekromancją i odczytywania znaków runicznych. Tworzenie artefaktów przekazywane było z pokolenia na pokolenie, więc nikogo też nie dziwią ci Burke'owie, którzy posiadają takie zdolności.


VII Rodzina Carrow


„Memento mori”
pamiętaj o śmierci

Początki rodziny Carrow datowane są jeszcze na czasy starożytne, podczas których zamieszkiwali tereny dzisiejszej Kornwalii. Z czasów tych nie zachowało się zbyt wiele potwierdzających ich istnienie dokumentów, ale wiadomo, że nazywali się wtedy Nancarrow, co w wolnym tłumaczeniu z kornwalijskiego oznaczać może „dolinę jeleni”. Już wtedy byli dość wpływowi, a tereny, jakie do nich należały, były ogromne. Nic więc dziwnego, że na początku średniowiecza udało im się wzbogacić, zaczynając od postawienia kilku gospód i miejsc, w których podróżni mogli zatrzymać się na strawę i odpoczynek. Z czasem, gdy ludzie dowiadywali się o istnieniu doliny, zaczęto budować domy, w których osiedlali się przyjezdni, będący pierwszymi ludźmi w wiosce, która swoje istnienie zawdzięczała właśnie Nancarrowom. Mieszkańcy bardzo często korzystali z magicznych zdolności swoich panów i choć większość z nich pracowała ciężko, czy to na roli czy jako służba w dużych posiadłościach czarodziejskiej rodziny, do pewnego czasu nie było im źle. Polowania na czarownice w XV wieku, które wywołały falę buntu sprawiły, że rodzina Carrow musiała uciekać, pozostawiając za sobą większość dobytku. Zniknęli na wiele lat, pojawiając się w zapiskach dopiero w wieku XVII jako rodzina Carrow, zamieszkująca Norfolk. Po stracie całego dobytku i prześladowaniach ich nastawienie do mugoli zmieniło się diametralnie. Nienawiść i pogarda wywołane zdradą zaszczepiane były w młodych pokoleniach, a rodzina z dumą czerpała zyski, wykorzystując swoje zdolności do przeklinania mugoli i zabijania ich po cichu tak, by móc przejąć ich majątki.

Obecnie są jedną z najbardziej rozpoznawalnych i wpływowych rodzin w całej Wielkiej Brytanii. Mają ogromne powiązania z Ministerstwem Magii, wszelkimi departamentami i przede wszystkim z biurem samego Ministra, w którym stanowiska sekretarzy i najbliższych doradców przekazywane są niemal z pokolenia na pokolenie. Zagarnięte mugolskie majątki stały się podstawą ich dobytku, który z biegiem lat powiększał się diametralnie, czyniąc z nich bogaczy, którzy ustępują tylko i wyłącznie rodzinie Black. Szerzą bardzo otwarcie propagandę anty-mugolską i nie kryją się ze skłonnościami do znęcania się nad innymi. W rodzinnym kodeksie istnieje całkowity zakaz zadawania się z mugolami, a także czarodziejami o krwi nie tylko mugolskiej ale i mieszanej. Dopuszcza się kontakty jedynie z osobami uznawanymi za czystokrwistych, choć i wśród nich są ci lepsi i gorsi. Za złamanie tej zasady, którą uważa się za najważniejszą ze wszystkich, grozi śmierć poprzedzona tygodniowymi torturami. Najbardziej bowiem nienawidzą nie tyle mugoli, co zdrajców krwi. Chodzą plotki o tym, że w wielu domostwach rodziny Carrow nadal wykorzystuje się niewolniczo mugoli, choć nigdy nie zostało to udowodnione. Należą do grona czarodziejów, którzy uważają, że Kodeks Tajności należy znieść raz na zawsze, a mugoli podporządkować jedynej słusznej władzy, za jaką uważają siebie i nieliczne rody szlachetne, które w ich mniemaniu są tego godne. Nie szczędzą pieniędzy na wszelkie anty-mugolskie akcje, ale znani są również z dofinansowania wydarzeń tradycyjnie czarodziejskich, jak organizowane na cześć magicznych sabatów festiwale czy bale.

Rodzina znana jest przede wszystkim z tego, że w każdym pokoleniu rodzi się przynajmniej jedna para bliźniaków, choć zdarzały się przypadki, że było ich dużo więcej. Bywają z natury chłodni i opanowani, idealnie sprawdzając się w roli negocjatorów i doradców, jednocześnie też mając w sobie ogrom okrucieństwa. Parają się czarną magią od wielu pokoleń, której skutkami ubocznymi można tłumaczyć ich wrodzoną agresję i potrzebę dominacji.


VIII Rodzina Crouch


„Acta non verba”
czyny, nie słowa

Rodzina Crouch, jako jedna z nielicznych, nie powstała ze względu na więzy krwi, a w wyniku sabatu i politycznych ustaleń. Podczas uroczystych obchodów z okazji święta Samhain w 734 roku naszej ery, wszyscy czarodzieje z okolic hrabstwa Kent zebrali się razem, dyskutując o przyszłości zarówno własnej, jak i wszystkich czarodziejów Wielkiej Brytanii. Po kilkugodzinnych obradach, zdecydowano stworzyć ród, którego nazwa wywodziła się od staroangielskiego słowa cruc, co później ewoluowało w cross, czyli krzyż. Pomysł ten powstał w oparciu o miejsce sabatu, który odbywał się pod stojącym wówczas na wzgórzu krzyżu. Ustanowiono wszystkie postulaty, zasady rodzinne i cele, jakie członkowie familii mieli ustanowić własnymi. Ich ideą było stworzenie świata, w którym magią rządziliby ludzie do tego stworzeni. A takimi właśnie ludźmi mieli być oni - Crouchowie, z ambicją do stworzenia pierwszego Ministerstwa Magii w Wielkiej Brytanii, choć ostatecznie udało im się to dopiero tysiąc lat później. Zawiązanie takiego rodzaju sojuszu było czymś całkowicie nowym na wyspach, niekoniecznie postrzeganym pozytywnie. Bo choć magiczne rodziny jeszcze wtedy nie formowały się tak szybko, ród składający się z obcych, nie związanych krwią ludzi wywoływał spore oburzenie. By temu zapobiec, przeprowadzono rytuał braterstwa krwi, podczas którego członkowie mieszali ze sobą swoją krew, przecinając skórę na dłoniach i podając je sobie nawzajem. Z czasem, gdy inne rodziny zaczynały również rosnąć w siłę, Crouch zawęzili swoje kręgi tylko do siebie, żeniąc się i wydając za mąż jedynie we własnym gronie przez przynajmniej dwa stulecia tak, by wzmocnić własną, przemieszaną jakby nie było, krew. Z czasem zaczęto wchodzić w polityczne małżeństwa i konszachty z innymi, by zwiększyć wpływy i, ostatecznie, w roku 1707 postawić na nogi Ministerstwo Magii. Niestety nie osiągnęli oni takiego poparcia, o jakim marzyli i pierwszym Ministrem Magii nie został żaden Crouch.

Obecnie rodzina Crouch znana jest na całym świecie, a jej wpływy sięgają tak naprawdę każdej organizacji w państwie. Wysokie stanowiska w Ministerstwie czy Klinice Świętego Munga przekazywane są niemal z pokolenia na pokolenia i chociaż część z nich oskarżona została za zbrodnie popełnione podczas Wielkiej Wojny Mugolskiej, nie stracili za bardzo szacunku wśród czarodziejskiego społeczeństwa. Zwłaszcza wśród tych rodzin szlacheckich, których poglądy na świat mugoli i ich miejsca wśród czarodziejów są podobne do tych, które wygłasza rodzina Crouch. Oficjalnie neutralna, dość delikatnie podchodząca do tych spraw właśnie po wojnie, rodzina Crouch należy do grona tych, które nie mają zamiaru mieszać się z mugolską krwią ani trochę. Gra polityczna i zasady panujące na salonach wpajane są w nich od najmłodszych lat, tworząc z nich najlepszych dyplomatów i polityków. W rodzinie tej nawet panny uczone są tego, w jaki sposób dobrze manipulować innymi, co - według podejrzeń - ma sprawiać, że jako żony będą potrafiły podyktować swoim mężom działania, jakie ci mają obrać. W całej historii rodziny Crouch nie ma żadnej wzmianki o zdrajcach krwi a według ich własnych słów, nie dlatego, że usuwa się ich z podań, ale dlatego, że tacy w ogóle nie występują. Każdy członek rodziny wie, gdzie jego miejsce i zna konsekwencja takich działań, które w ich chłodnym rozumowaniu są zbyt wysokie, by sobie na nie pozwolić. Mimo wielu wewnętrznych konfliktów i niezgód, dla świata zewnętrznego są jedną, wielką i silną rodziną, której nie należy podpaść. Nadepnięcie na stopę jednemu może się bowiem skończyć wojną z nimi wszystkimi, a biorąc pod uwagę ich wszechobecne wpływy, nie jest to coś, o czym można marzyć. Wiąże się to jednak z tym, że upadek jednego z pewnością pociągnie za sobą całą resztę. Nic więc dziwnego, że wspierają się nawzajem zawsze.

Przejawiają naturalne skłonności do politycznego myślenia, nauczani od młodych lat tego, w jaki sposób działa rząd, polityka i społeczeństwo. Cechują się dość szeroką gamą umiejętności i nie zamykają się tylko na jeden ich rodzaj, choć większość z niezwykłą łatwością radzi sobie z rzucaniem klątw i przekleństw, które stały się z czasem domeną tego właśnie rodu. Być może właśnie dlatego nikt nie chce im podpaść? Poza tym radzą sobie także lepiej od innych z oklumencją i innymi technikami broniącymi umysł przed napaścią innych.


IX Rodzina Fawley


„Ad augusta per angusta”
cel uświęca środki

Pierwsze wzmianki o rodzinie Fawley pojawiają się dopiero w roku 1543, co sprawia, że jest ona jedną z młodszych wywodzących się z Wielkiej Brytanii rodzin. Wszelkie historyczne zapiski donoszą, jakoby ród ten nigdy się nie wychylał. Żyli bardziej na uboczu, dbając o własne interesy i nie wsadzając nosa w nieswoje sprawy. Przez fakt, iż ich posiadłości postawione były na nieurodzajnych ziemiach, mieli z początku spore kłopoty, jeżeli chodziło o utrzymanie się. To od tego wzięło się ich nazwisko, oznaczające po staro angielsku nieurodzaj. Z czasem zaczęli radzić sobie coraz lepiej, odkupując na licytacjach porzucone domostwa, restaurując je i sprzedając za dużo większą kwotę. Na przestrzeni lat rozwinęli interes do takiego stopnia, że wygryzł on wszystkie czarodziejskie agencje pośrednicze i zyskał monopol na rynku. Wielka Wojna osłabiła ich wpływy, ale tylko na chwilę, bo gdy wreszcie się skończyła, w ich ręce wpadło wiele posiadłości, które obecnie można od nich odkupić za niemałą sumkę. Handel nieruchomościami prowadzą zarówno w świecie czarodziejskim, jak i mugolskim, dając sobie radę na obu płaszczyznach całkiem nieźle i wzbogacając z roku na rok coraz bardziej. Duża część rodziny brała jednak udział w wojnie, chcąc na niej zyskać jeszcze więcej, co zakończyło się zesłaniem części do Azkabanu i śmiercią wielu męskich potomków, których w rodzinie dość mocno brakuje. Od zawsze rodziło się wśród Fawleyów bowiem więcej dziewczynek niż chłopców, a ostatnie stulecie ogromnie przetrzebiło męską populację rodziny.

Ród dzieli się na dwie odnogi, główną i poboczną, które są od siebie dość mocno oddalone. Oficjalnie uchodzą oni za neutralnych, czerpiących zyski zarówno z kontaktów z czarodziejami, jak i mugolami, choć wszelkiego rodzaju związki z czarodziejami o gorszym statusie krwi nie są mile widziane i dość często dochodzi w takich sytuacjach do wydziedziczeń. Zwłaszcza ostatnimi czasy stało się to dość mocną obsesją członków rodziny, gdyż brak męskich potomków w głównej linii sprawił, że rodzina stanęła przed nie lada wyzwaniem. Poboczna gałąź do tej pory traktowana była raczej jak dalecy, odrobinę upośledzeni krewni, którym pozwalano na bliższe lub dalsze kontakty z mugolstwem, obecnie jednak polityka ta zaostrza się z dnia na dzień, a i zasady panujące w rodzie zmieniają na bardziej stanowcze. Zgodnie z prawem dziedziczenia najbliżej spokrewniona odnoga poboczna zostanie najprawdopodobniej główną, tylko po to by zapewnić trwałość nazwiska i sprawić, by przetrwało ono do następnych pokoleń. Ród Fawley osiedlił się na stałe głównie w Cheshire, które jest im bliskie od kilku stuleci. Nie wspominają Wielkiej Wojny, traktując ją jak coś, co wcale nie miało miejsca, choć ewidentnie się na niej wzbogacili. Bogactwo to przypłacili jednak utratą wielu członków rodziny, co jest prawdopodobną przyczyną nie przyznawania się do jakiegokolwiek udziału w wojnie. A może to kwestia tego, że była to wojna mugolska, od których rodzina stara się odciąć jeszcze bardziej?

Mają niemal wrodzoną smykałkę do handlu i wynajdywania nieruchomości, które z dużą łatwością potrafią zmienić w niezwykle piękne domostwa. Dziedziczna u nich jest dość spora wada wzroku, a także zez, który widoczny jest u niemal każdego członka tejże rodziny. Dodatkowo, w pobocznej linii rodu, niemal w każdym pokoleniu, rodzi się przynajmniej jeden charłak, co jest głównym powodem niechęci głównej linii rodu do oddania panowania nad rodziną komuś, kto może nie wydać na świat magicznego potomka. Jest to także powodem wyostrzających się zasad dotyczących kontaktów z mugolami, jakie zaczynają panować w rodzinie.


X Rodzina Flint


„Creatio ex nihilo”
stworzenie z niczego

Pierwsze dokumenty, wymieniające nazwisko Flint, pochodzą sprzed roku 1500 i odnalezione zostały na terenach dzisiejszych Niemiec. zamieszkiwali oni północna część kraju, prowadząc najróżniejsze interesy, które z czasem okrzyknięto mianem wątpliwie moralnych i przez fakt zdobywania coraz większego bogactwa, bardzo szybko zostali przegonieni przez mieszkających w okolicy sąsiadów. Głównym powodem, dla którego z pewnością nie byli szczególnie lubiani, był fakt, że mają w sobie żydowskie korzenie, sprawiające, że wyglądają dość charakterystycznie. Podczas podróży po Europie, według zapisków odnalezionych w posiadłościach, które za sobą zostawiali, przemierzyli wiele krajów, mieszając się nie tylko z ich mieszkańcami, ale i romskimi podróżnikami, stąd też ich wyraźnie różniące się rysy twarzy i ciemniejsza karnacja. Pierwszą przystanią na Wyspach okazała się Irlandia, skąd jednak uciekli bardzo szybko - niezbyt ciepło przyjęci przez Irlandczyków, przenieśli się na tereny Anglii, gdzie zyskali dość spory szacunek i już w roku 1536 na ich cześć nazwano nowo powstałe hrabstwo, Flinshire, które zasiedlają do dzisiaj. Samo ich nazwisko wywodzi się zarówno z angielskiego, jak i niemieckiego słowa określającego osobę o twardym usposobieniu, co idealnie określało charakter rodziny. Mimo tego, że wyraźnie różnili się od mieszkańców Wielkiej Brytanii, udało im się zdobyć spory szacunek, dzięki swojej dyplomacji i podejściu, które zjednało do nich niemal wszystkie liczące się rody. Rzadko kiedy robili sobie wrogów, wygodnie lawirując pomiędzy jednymi a drugimi, nigdy ostatnie nie obierając żadnej ze stron.

Obecnie rodzina Flint, choć nie należy do najbogatszych, nadal jest bardzo mocno szanowana. Jej relacje z innymi rodami i powiązania niemal z każdą rodziną czystokrwistą ustawiają ją na dość wysokiej pozycji wśród wszystkich rodów Wielkiej Brytanii. Mimo żydowskiego pochodzenia uznaje się ich za nieodłączną część społeczeństwa brytyjskiego, w której pełnią ważną rolę. Nie do końca wiadomo, jakiego rodzaju interesy prowadzą, mówi się dość często, że maczają palce w półświatku przestępczym, ale nigdy niczego im nie udowodniono. Ich zwolennicy bronią ich twierdząc, że jednie zazdrośni o ich rosnący majątek i dobre relacje doszukują się drugiego dna, a tak naprawdę wszystko, co udało im się zarobić, zdobyte jest ciężką pracą. Są całkowicie neutralni, ostatecznie nie obierając żadnej ze stron - zarówno w konfliktach między rodzinami, jak i konflikcie na linii czarodzieje - mugole. Mimo to, w rodzinie panuje żelazna zasada wchodzenia w związki jedynie z czarodziejami, w dodatku tymi z najznamienitszych rodzin. Wszystko to po to, by jedynie podnosić własny status, a nie go obniżać. Nie mają jednak nic przeciwko interesom z mugolakami, czy nawet mugolami, jeżeli dzięki temu są w stanie zarobić spore pieniądze. Podczas Wielkiej Wojny mugolskiej nie krępowali się maczać palców w szemranych interesach, choć ostatecznie nikogo z nich nie skazano za zbrodnie wojenne, w przeciwieństwie do przedstawicieli innych rodzin. Chodzą plotki, że zawdzięczają to swoim pieniądzom, ale - jak w przypadku tej rodziny zazwyczaj bywa - nic nie jest do końca pewne. Lubią pozostawać tajemniczy i nie chwalą się wszystkim, co posiadają i są w stanie zrobić.

Smykałka do interesów, a także naturalna zdolność do przyswajania zaklęć transmutacyjnych to cechy, jakie towarzyszą rodzinie od zawsze. Wraz z tym i wyglądem rzucającym się dość mocno w oczy stają się bardzo charakterystyczni, lecz nigdy im to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, to dzięki temu udało im się rozwinąć wszystkie interesy, jakich się tylko dotknęli. Wrodzony spryt i wpajane od dziecka zasady sprawiają, że zawsze wiedzą, jak się ustawić, by na tym skorzystać.


XI Rodzina Gaunt


„Non ducor, duco”
jam nie podwładnym, jam władcą

Wywodzący się w prostej linii od samego Salazara Slytherina ród, od zarania dziejów zamieszkujący okolice Yorkshire. Ze względu na dość oczywiste powiązania z jednym z założycieli Hogwartu, można znaleźć wiele dokumentów i zapisków dotyczących ich istnienia. Początkowo rodzina zajmowała się magią na zamówienie, od samego początku nie chcąc mieć nic wspólnego z mugolskim światem. Mimo iż czasy były dla czarodziejów nie najlepsze, Gauntowie od zawsze byli dumni ze swoich zdolności i dziedzictwa, jakie mają po swoim przodku. Na przestrzeni wieków trzymali się raczej z boku, obserwując wszystko, co działo się w świecie zarówno czarodziejskim, jak i mugolskim. Do czasu - polowania na czarownice uznali za otwarty akt agresji i w ramach odwetu wymordowali wszystkich mugoli w wiosce, którą zamieszkiwali. Od tamtej pory zasiedlają ją więc tylko oni, w każdym budynku któraś część rodziny Gaunt ma swoją posiadłość. Nienawiść do mugoli zrodziła się, co prawda, dużo wcześniej, jednak od tego momentu była widoczna dla całego świata. Chcąc odciąć się od innych rodów, których czystości krwi nigdy nie mogli być pewni, zaczęli żenić się w swoim najbliższym gronie, łącząc w małżeństwa kuzynów, czasem naprawdę bliskich. Całe swoje bogactwo zawdzięczają nie tylko interesom, które prowadzili, ale przede wszystkim rabunkom na mugolskich domostwach, z których zawsze zabierali to, co najcenniejsze. W każdej z posiadłości rodziny Gaunt znajduje się podziemny sejf, w którym skrywane są przedmioty wartościowe, gotowe do sprzedania w każdej chwili, gdyby rodzina potrzebowała zastrzyku gotówki. Zawsze przygotowani na różne okoliczności, Gauntowie narobili sobie wielu wrogów nawet wśród rodzin czystokrwistych, podważając czystość krwi niemal każdej z rodzin i szczycąc się własnym pochodzeniem.

Rodzina Gaunt wykorzysta każdą okazję, by się wzbogacić. Nie mają skrupułów i gotowi są sprzedać własnych sojuszników, jeżeli uznają to za stosowne i opłacalne. Z tego względu, nie należą do najczęściej zapraszanych gości i nikt tak naprawdę nie chce robić z nimi interesów, jeżeli nie musi. Z tego względu, ród ten w ostatnich latach stracił na prestiżu i wiele okazji do zarobku przeszło im koło nosa. Mimo to, nadal uznawani są za śmietankę towarzyską. Odrobinę szaleni i agresywni, lubią wykłócać się o swoje i podkreślać ważność czystości krwi. Wszelkie kontakty z mugolami, bądź czarodziejami krwi mieszanej, są w rodzinie zakazane, a złamanie zakazu wiąże się z wydziedziczeniem i pozostawieniem na ciele zdrajcy krwi blizny, mającej przestrzec innych o czynie, jakiego się dopuścił. Według podań ustnych dochodziło również, w bardziej dramatycznych sytuacjach, do mordowania członków rodziny, którzy nie chcieli się podporządkować zasadom panującym w rodzie. Jak na szlachetny ród, dość często trafiają przed Wizengamot, a wielu jego członków odbywało nawet kilkumiesięczne wyroki w Azkabanie, z którego wracali jeszcze bardziej szaleni niż wcześniej. Pomimo tego wszystkiego, można z całą pewnością rzec, że uznawani są za jedną z najczystszych rodzin. W ich drzewie genealogicznym nie ma ani jednego czarodzieja spośród rodów nieuwzględnionych w Skorowidzu Czystości Krwi, nie mówiąc już o mugolach. Mówi się, że nawet jeżeli ktoś popełnił zbrodnię przeciwko czystości krwi i związał się z mugolem, po wydaleniu z rodziny ostatecznie rezygnował ze związku, czując na sobie brzemię i wstyd. Podobno jest to rodzaj klątwy, jaką rodzina rzuca na każdego, kto okaże się niegodny noszenia nazwiska Gaunt. Każdemu, kto dopuści się zdrady na rodzinie, odbiera się nazwisko i zmienia je ostatecznie na Bradwr, co oznacza po prostu zdrajcę. Ogromną uwagę przykładają do kultywowania tradycji, posłuszeństwa wobec głowy rodu i starszych członków rodziny.

Ze względu na małżeństwa zawierane pomiędzy bliskimi kuzynami, członkowie rodziny Gaunt są uznawani za szaleńców. Bardzo podatni na wszelkiego rodzaju choroby psychiczne, które nasilają się również poprzez codzienne używanie czarnej magii. Nie kryją się ze swoim szaleństwem ani agresją, nad którą zdecydowanie nie panują i jest ona wynikiem ich ciągłego lądowania w Azkabanie. Po Salazarze Slytherinie odziedziczyli również dar wężoustości, który przejawia się przynajmniej raz w każdym pokoleniu.

XII Rodzina Greengrass


„Per aspera ad astra”
przez trudy do gwiazd

Pierwsze dokumenty, zawierające w sobie nazwisko Greengrass, pojawiły się stosunkowo niedawno, bo w roku 1725. Ich korzenie jednak wywodzą się bezpośrednio z rodziny Malfoy, z którą są najbardziej spokrewnieni. Z ich powstaniem wiąże się pewna legenda, którą wielu członków rodziny traktuje dość poważnie i ostatecznie nie do końca wiadomo, czy jest tylko legendą, czy prawdziwą historią. Jeszcze należąc do rodziny Malfoy, przedstawiciele odnogi, która potem przemianowana została na nazwisko Greengrass, wdali się w kilka szemranych interesów, chcąc zyskać większe bogactwo. Narazili się tym wielu potężnym czarodziejom, a jeden z nich, ten który stracił na tym najbardziej, postanowił się zemścić. Rzucił na głównego inicjatora przedsięwzięcia, jak i jego najbliższych krewnych, klątwę, mającą osłabić ich na zawsze. Klątwa ta okazała się nieprzyjemna w skutkach, przechodząc z pokolenia na pokolenie, i sprawiła, że dzieci zrodzone z tej właśnie rodziny są bardzo podatne na czarodziejskie choroby. Część z nich nie dożywa wieku szkolnego, a ci którym się to udało, muszą uważać na swoje zdrowie do końca życia. To sprawiło, że mało kto chciał wchodzić w mariaże z tą odnogą rodziny, powodując ich coraz większą alienację i utratę bogactwa. Rodzina Malfoy postanowiła więc odciąć się od nich, wysyłając ich na zdobyte, podniszczone ziemie w Lincolnshire i zmusiła do zmiany nazwiska. Samo Greengrass wzięło się od zielonej trawy na polach, których mają wśród swoich domostw wiele i która przypomina im o tym, że tak jak zdrowa trawa jest zawsze zielona, tak i oni mogą osiągnąć wiele, jeżeli będą o tym pamiętać.

Obecnie rodzina nie należy do najbogatszych, chociaż do biednych im jeszcze daleko. Powoli, małymi krokami wspinają się coraz wyżej, zajmując pośrednie stanowiska w Ministerstwie Magii. Spora część Greengrassów dostaje pracę w Klinice Świętego Munga, gdzie starając się rozwikłać zagadkę chorowitości członków rodziny, zajmują stanowiska uzdrowicieli i alchemików. Bardzo usilnie próbują wchodzić w mariaże z najznakomitszymi rodami, nawet jeżeli nie wżeniają się ostatecznie w główne linie rodów. Prowadzą dość twardo ukierunkowaną politykę anty-mugolską, jasno określając swoje zdanie na ten temat. I o ile nie przeszkadza im istnienie mugoli gdzieś z boku, jak i nie atakują czarodziejów krwi mieszanej, nie wyobrażają sobie wchodzenia w związki i bliższe relacje z kimś, kto jest poniżej poziomu,a co za tym idzie, ma chociażby kroplę brudnej krwi w swoim ciele. Za związki z mugolami nie grozi wśród Greengrassów jednak nic poza wydaleniem z rodziny. Są zazwyczaj spokojni i opanowani, nie angażując się w ataki i agresje, z których jak sami twierdzą, nic tak naprawdę nie wyniknie. Podejrzewa się, że tak naprawdę boją się o własne zdrowie, bo ich delikatność mogłaby się skończyć śmiercią w przypadku byle jakiego starcia. Wielbią się we wszelkiego rodzaju balach i wydarzeniach, które skupiają wokół siebie najbogatszych i najważniejszych. Są bardzo podatni na wpływy wyżej postawionych, desperacko nie chcąc stracić żadnych powiązań, dzięki którym mają swoją pozycję. Przy swoich domostwach mają szklarnie, w których hodują najróżniejsze rośliny i zioła, które sprzedają potem za całkiem niezłe sumki, biorąc pod uwagę to, że mają kilka całkiem rzadkich okazów.

Zainteresowanie uzdrowicielstwem wysysają niemal z mlekiem matki, tak samo jak wieczną chorowitość i podatność na wszelkiego rodzaju zakażenia. Najlepiej radzą sobie jednak z warzeniem eliksirów, a dokładniej - trucizn. Szczególnie podatne na choroby są dziewczęta, które w większości po wydaniu na świat potomstwa bardzo szybko tracą siły i ich śmierć jest jedynie kwestią czasu. Co drugie pokolenie rodzi się wśród nich także dziecko obarczone Chorobą Kameleona, która podobno jest bezpośrednią pozostałością klątwy, jaką na nich rzucono.


XIII Rodzina Lestrange


„Caedite eos”
zabijcie wszystkich

Rodzina niemal równie stara jak Black. Pierwsze zapiski o nich pojawiły się zaledwie trzy lata po tych, które stanowią o początku najstarszego z rodów. W przeciwieństwie jednak do nich, nie wywodzą się z samej Wielkiej Brytanii. Przybyli na wyspy z Francji, osiadając ostatecznie na terenach dzisiejszego Heartfordshire, stając się tym samym najbliższymi sąsiadami Blacków. Ich nazwisko można tłumaczyć na dwa sposoby. Pierwszym z tłumaczeń jest po prostu nawiązanie do kogoś dziwnego, a Lestrange znani są właśnie z wyraźnego odróżniania się od innych czarodziejów. Z tego też powodu uznaje się, iż to właśnie od tego słowa ono pochodzi. Drugie tłumaczenie jest jednak bardziej adekwatne historycznie i nawiązuje do zarówno staroangielskiego jak i starofrancuskiego słowa, oznaczającego po prostu obcego. Od samego początku zajmowali się czarną magią, sprzedawaniem klątw i pozbywaniem niechcianych osób czy nawet nienarodzonych dzieci. Jeżeli ktoś miał z czymś problem, szedł z tym od razu do rodziny Lestrange, która bardzo szybko wzbogaciła się na wykonywaniu tego rodzaju usług. Maczali palce przy założeniu Banku Gringotta, gdzie do tej pory największe i najlepiej strzeżone skrytki należą właśnie do nich. Ich rodzinne motto, znaczące nie więcej jak zabić ich wszystkich, ukazuje idealnie podejście rodziny do wrogów i osób, które stają na ich drodze. Od zawsze bowiem, Lestrange dążyli do przodu, nie zwracając uwagi na to, komu się w danej chwili muszą postawić. Sprawiało to, że od zarania dziejów nie mieli zbyt wielu przyjaciół, ale i wrogów nie miewali zbyt wielu, gdyż większość zwyczajnie się ich bała. A było to wywołane szaleństwem, jakie budziło się niemal w każdym członku rodziny.

Podobnie jak Gautowie, Lestrange wychodzili z założenia, że nie mogą ubrudzić swojej szlachetnej kwi związkami z pospólstwem. Do tej pory więc żenią się między sobą, zdecydowanie chętniej niż można byłoby się tego spodziewać. Nie wiążą się z nikim spoza rodów czystokrwistych, ostatecznie jednak, trzymając się najbliższych kuzynów, co postrzegane jest jako zdecydowanie dziwne, nawet wśród innych czystokrwistych rodów, które posuwają się do takich czynów tylko wtedy, gdy nie odnajdą odpowiednich kandydatów wśród innych wysoko postawionych rodzin. Nie jest więc tajemnicą, że Lestrange, poza ogólnym szaleństwem i chorobami psychicznymi, cechują się także kazirodztwem. Chodzą plotki, że niezdolni są do żadnej miłości, chyba że dotyczyć by ona miała członków własnej rodziny. Zanotowano wiele przypadków, w których mimo małżeństwa z innymi czystokrwistymi, rodzeństwa bądź kuzynostwa pozostawały w bliższych związkach, poza plecami własnych małżonków. Obecnie rodzina Lestrange stoi na czele tych, którzy krzyczą najgłośniej w obronie czystości krwi i to dzięki nim pogląd ten szerzy się coraz bardziej. Są bardzo agresywni w stosunku nie tylko do mugoli i mugolaków, ale i czarodziejów półkrwi. Zdarza się, że atakują ich nie tylko słownie, ale i fizycznie, chcąc pokazać gdzie ich miejsce. Ich wizja świata zakłada bowiem niewolniczą pracę na rzecz czystokrwistych każdego, kto nie ma w sobie odpowiedniej ilości magicznej krwi, przy czym samo mugolstwo powinno zostać usunięte z powierzchni ziemi. Charłaki w rodzinie zabija się w momencie, gdy ich niepełnosprawność wychodzi na jaw, a małżeństwa z osobami poniżej stanu skutkują natychmiastowym wydaleniem z rodziny, a często nawet śmiercią. Bardzo często przeczą sami sobie i nie do końca świadomi są własnych czynów. Wszystkie małżeństwa w rodzinie są aranżowane, bez wyjątku. Nie kryją się ze swoim zamiłowaniem do czarnej magii.

Przez mieszanie się tylko ze sobą, są bardzo podatni na choroby psychiczne, niestabilni i nieprzewidywalni. Rozpoznać można ich w tłumie szczególnie po bladej, niemal białej karnacji, poważnym, pozbawionym emocji wyrazie twarzy i ciemnych, niemal czarnych włosach. Dość często mieszają się także z francuskimi wilami, przez co wydają się szczególnie atrakcyjni dla płci przeciwnej i w pewien sposób wyjaśnia to, dlaczego mimo ich paskudnych charakterów, tak wielu wciąż do nich lgnie.


XIV Rodzina Longbottom


„Humilitas occidit superbiam”
pokora zabija dumę

Pierwsze pisemne wzmianki o rodzinie Longbottom pojawiają się dopiero gdzieś około roku 1020, choć z odnalezionych dokumentów wynika, że istnieli już wcześniej. Ich nazwisko wzięło się bowiem od tajemniczej, długiej doliny, mieszkali tam jeszcze przed przeprowadzeniem się do Hogsmeade, które po czasie stało się ich domem. Niewiele wiadomo o ich losach poza tym, że mają irlandzkie korzenie i przybyli do Szkocji lata przed tym, jak ostatecznie osiedli w wiosce nieopodal Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Z początku zajmowali się wyrobem drobnych przedmiotów, niekoniecznie magicznych, choć i z czasem rozszerzyli swój interes do zaklinania artefaktów. W pewnym momencie jednak przestali nadążać za innymi rodzinami, które dawały sobie radę w tym fachu lepiej i za ostatnie pieniądze wykupili jeden ze sklepików w Hogsmeade. Po krótkim czasie i ogromie pracy włożonym w zagospodarowanie lokalu, jak i budowę ogrodu oraz porządnej szklarni, gotowi byli do otworzenia sklepiku zielarskiego, który pomógł im przetrwać najgorsze czasy. I chociaż nigdy nie rozszerzyli biznesu, sklep ten pozostaje dalej w ich rękach, sprzedając świeże, bardzo dobrej jakości zioła i rośliny magiczne. Dawniej mówiło się, że obdarzeni byli darem, dzięki któremu wszelkie rośliny, otoczone ich opieką, rosły dużo szybciej i lepiej i choć nigdy nie zostało to potwierdzone, trzeba przyznać, że na przestrzeni wieków bardzo często można było spotkać przedstawicieli rodziny Longbottom w zawodach, w których mieli bliski kontakt z roślinnością.

Nigdy nie należeli do najbardziej tradycyjnych rodzin, choć mają wiele zasad, których starają się przestrzegać. Głównie jednak dotyczą one ogólnego postępowania w ramach sytuacji mających zagrozić bezpieczeństwu rodziny. Nikt nikomu nie narzuca przyszłości, a każdy czarodziej urodzony z krwi Longbottomów może decydować o swoim zawodzie. Mimo to, w każdym pokoleniu znajduje się przynajmniej jedna osoba, która z chęcią poświęca się zielarstwu. Obdarzeni silną potrzebą szerzenia dobra i sprawiedliwości, nie potrafią ustać, widząc czyjeś nieszczęście. Z tego też powodu, bardzo często przygarniają sieroty, którym dają nowe życie, opiekują się bezdomnymi czy karmią bezpańskie zwierzęta. Największym wyczynem, do którego się wtrącili, była Wielka Wojna Mugolska, z której wielu członków rodu wróciło z dozą traumatycznych wspomnień. Nie ukrywają swoich powiązań z mugolami, ani nie wykluczają nikogo z rodu za ślub z osobą mieszanej krwi, jednak wszelkie dokumentacje pokazują, iż rodzina ta w głównej linii ani razu nie została splamiona krwią nikogo, kto nie należałby do rodzin szczególnie szlachetnych. W pobocznych gałęziach rodu nie zwraca się na to jednak uwagi, jedynie odbiera możliwość przejęcia głównej części majątku, jeżeli dotyczy to pierworodnego, bądź jedynaka. W takim wypadku, dziecko dostaje połowę swojego normalnego przydziału, a reszta przekazywana jest na pomoc potrzebującym.

Członkowie rodziny znani są z całkiem dobrej ręki do roślin, jak i zwierząt. Bywają też dość kreatywni i utalentowani, spotkać można wśród nich wielu śpiewaków, czy pisarzy. Nie są szczególnie utalentowani, jeżeli chodzi o używanie zaklęć, zwłaszcza tych ofensywnych, co widać wyraźnie po tym, że unikają zawodów bezpośrednio z nimi związanych. Przez to, że mieszają się z różnymi czarodziejami nie mają za bardzo specyficznych dla siebie cech wyglądu.


XV Rodzina Macmillan


„Cras es noster”
jutro należy do nas

Historia rodziny Macmillan sięga początków XIII wieku, gdy jego członkowie oficjalnie osiedlili się na terenach szkockiego Inverness. Z początku zajmowali się hodowlą Znikaczy po tym, jak udało im się oswoić dwa z nich i stworzyć własną kolonię. Z powodu ogromnego zainteresowania tymi stworzeniami, których oczy i pióra wykorzystywane były w modzie i jubilerce, a one same w pierwowzorze Quidditcha, rodzina czerpała dość spore zyski z sprzedaży. Nie trwało to jednak długo, gdyż zwiększająca się popularność gry sprawiła, że już po stu latach nie było na świecie zbyt wielu Znikaczy, a decyzja Komisji Czarodziejskiej o objęciu ich ochroną sprawiła, że Macmillanowie stracili główne źródło zarobków. Mniej więcej w tym samym czasie, rozpoczął się dość głośny spór pomiędzy nimi a rodziną Prewett, który trwał nieprzerwanie przez następne stulecia, zabierając życia wielu czarodziejów i czarownic. Źródła nie są dość jasne na temat przyczyny konfliktu, jednak bardzo wyraźnie podkreślają jego skutki. Obie rodziny straciły wiele, jednak to rodzina Macmillan, wplątana w tak wielką aferę akurat w momencie, w którym stracili główne źródło zarobków, okazała się być bardziej na przegranej pozycji: stracili zarówno na płaszczyźnie finansowej, jak i w oczach innych rodzin. W międzyczasie zawiązali jednak kilka pomniejszych sojuszy z wysoko postawionymi rodzinami takimi, jak chociażby Black i wykonując prace dla nich, udało im się utrzymać status społeczny.

Obecnie rodzina Macmillan wciąż jest bardzo zależna od rodziny Black, do czego bardzo niechętnie się przyznaje. Jak na prawdziwych Szkotów przystało, nie są zbyt chętni do słuchania rozkazów od Anglików, podchodzą też dość liberalnie do kwestii czystości krwi i zawieranych małżeństw. Pozwalają sobie na zdecydowanie więcej, niż uszłoby to płazem niejednej rodzinie, jednak "plecy" u najstarszej z najstarszych rodzin pomagają im zachować twarz. Wciąż mają uraz do rodziny Prewett i chociaż otwarta wojna skończyła się w roku 1914, tuż przed rozpoczęciem Pierwszej Wojny Mugolskiej (w której obie rodziny brały udział, walcząc ramię w ramię), niesmak pozostał do dzisiaj. W stosunku do innych są zazwyczaj otwarci i przyjaźni, choć bardzo często trzymają odpowiedni dystans. Wieki niepewności i zależności od innych sprawiły, że bardzo chętnie wycofują się do szarej, neutralnej i bezpiecznej strefy. Wewnątrz klanu panuje wiele różnych zasad, których jednak nikt poza nimi nie zna - ciężko jest, więc jednak określić ich ostateczne podejście do spraw i najnowszej polityki. Podczas wszelkich świąt i oficjalnych uroczystości noszą wariacje kiltów i czarodziejskich szat wykonanych z tradycyjnego dla rodziny tartanu, by podkreślić ich szkockie korzenie.

Członkowie rodziny Macmillan bardzo często okazują się być całkiem nieźli w zaklinaniu przedmiotów, nakładaniu klątw, a także urokach. Wiadomym jednak, że mugolska Wielka Wojna nie była jedynym połączeniem Macmillanów z mugolskim światem. Istnieje mugolska odnoga rodziny, której relacja z magiczną jest oficjalnie potwierdzona, a ich zażyłość pomaga kontrolować sytuację w magicznej polityce tak, by przemycać informacje do magicznego świata jak najszybciej.


XVI Rodzina Malfoy


„Sanctimonia vincet semper”
czystość zawsze zwycięży

Podobnie, jak rodzina Avery, ród Maloy wywodzi się z Normandii, a ich nazwisko oznacza nic innego, jak wiarołomny. Został jednak założony dopiero na terenach Wielkiej Brytanii w XI wieku, gdy po wielu zasługach wojennych, król Wilhelm I Zdobywca podarował jednemu ze swoich najwierniejszych rycerzy, Armandowi Malfoyowi, ziemię w Wiltshire. W roku 1066 wybudował on na niej posiadłość, która do dzisiaj jest główną siedzibą rodu. Wiadomym jest, że Wilhelm nie był jedynym królem, z którym Malfoyowie mieli bardzo dobre relacje, przez następne stulecia zagarniali coraz więcej mugolskich ziem, które dostawali od korony za liczne zasługi wobec państwa. Malfoyowie utrzymywali bliskie kontakty z wyższą klasą społeczeństwa mugolskiego, poszerzali swój dobytek o ziemie, należące do mieszkających w sąsiedztwie mugoli, wymieniali je na pieniądze i kolejne dobra materialne, powoli stając się najbardziej wpływowym rodem czarodziejskim na Wyspach. W XVI wieku członkowie rodziny Malfoy byli już na tyle szanowani i bogaci, że głowa rodu, Lucjusz I, był jednym z kandydatów do ręki królowej Elżbiety I. Został przez nią jednak odrzucony, ostatecznie rzucając na nią klątwę, przez co kobieta do śmierci pozostała niezamężna. Pomijając masę nieruchomości i wpływy, członkowie rodziny Malfoy zarabiali na życie rzucaniem klątw - wynajmowani byli głównie do przeklinania przeciwników politycznych i maczali palce w bardzo poważnych i mrocznych sprawach. Ich relacje z mugolskim światem zostały jednak ukrócone w roku 1692, gdy wprowadzony został Międzynarodowy Kodeks Tajności. Rodzina Malfoy z niechęcią ukróciła wszystkie kontakty z mugolami, bardzo szybko się od nich całkowicie odcinając. Zaczęli, podobnie jak rodzina Black, Carrow i Lestrange bardzo głośno prowadzić propagandę anty-mugolską, pisząc nawet oficjalne traktaty. Przyczynili się do zbudowania magicznego kongresu i umocnienia pozycji rodów czystokrwistych. Z czasem zaczęli kręcić się wokół coraz ważniejszych osobistości, przyjaźniąc się nawet z kilkoma Ministrami Magii.

Pomimo wcześniejszych dość bliskich relacji z mugolami, rodzina Malfoy do tej pory utrzymuje, że nigdy nie byli bliżej mugoli, niż było to konieczne. I choć oficjalnie stoją po stronie tradycji i niemieszania krwi z mugolstwem, nie są szczególnie wybredni, jeżeli chodzi o czarodziejów pochodzących z rodzin mniej szlachetnych. Niemniej, wymogiem jest posiadanie obojga rodziców czarodziejów, by mogło w ogóle dojść do ślubu. Wyrażają się niepochlebnie o mugolach, bardzo głośno i wyraźnie. Obecnie są na tyle bogaci, że nie muszą szczególnie martwić się o swoją przyszłość. Ci z Malfoyów, którzy jednak postanawiają pracować, zajmują zazwyczaj znaczące stanowiska w Ministerstwie Magii, bądź zwyczajnie wynajmowani są do nałożenia klątw, za które każą sobie słono płacić. Mówi się, że wszędzie tam, gdzie zdarzy się coś niewyjaśnionego, warto podążyć tropem Malfoyów, lecz nigdy nic nie zostało im udowodnione.

Cechą charakterystyczną rodziny, przekazywaną z pokolenia na pokolenie, są z pewnością strasznie jasne, niemal białe włosy. Rzadko kiedy rodzi się w tej rodzinie ktoś różniący się pod tym względem wyglądem. Poza tym, Malfoyowie specjalizują się w czarnej magii i nakładaniu klątw.


XVII Rodzina Nott


„Compos mentis”
zdrów na umyśle

Rodzina Nott swoje początki datuje na pierwszą połowę XI wieku, gdy pod patronatem króla Harolda I, udało im się zdobyć pierwsze ziemie. Ich pierwsza siedziba powstała w walijskim Tregaren, gdzie po dziś dzień zamieszkuje głowa rodu z najbliższą rodziną. Chociaż wiele mówi się o podobieństwach między Nottami a Malfoyami, rodziny te miewały między sobą wiele mariaży i sojuszy, należy zaznaczyć dość wyraźnie, że członkowie rodziny Nott nigdy nie sprzymierzali się z mugolami na tyle, by to im zawdzięczać swoje bogactwo. Nie da się jednak ukryć, że największym podobieństwem było równie silne powiązanie z polityką - również miewali swoich faworytów i bliskich przyjaciół na wysoko postawionych stanowiskach. Z czasem zdarzyło się nawet, że kilka razy stawiali na kandydatów, którzy byli przeciwnikami tych, których wspierali Malfoyowie. Jako pierwsi z czystokrwistych rodów poparli ideę Międzynarodowego Kodeksu Tajności, przekonując do tego inne, najważniejsze rodziny. Mieli od zawsze bardzo dobre relacje z rodem Black, który od samego początku bardzo cenił sobie pomoc i towarzystwo przedstawicieli rodziny Nott. Z czasem udało im się wyrobić opinię rodu bezwzględnie oddanego sprawie, skoncentrowanego oraz potężnego.

Obecnie większość z przedstawicieli rodziny Nott zajmuje wysokie stanowiska w Ministerstwie Magii. Największym ulubieńcem rodziny jest Departament Tajemnic, gdzie zwracają uwagę innych swoimi umiejętnościami i zdolnością dochowania sekretów. Gardzą mugolami i mugolakami, w dość otwarty sposób, pokazując innym swoje zdanie. Są zwolennikami segregacji i wyrzucenia z najważniejszych stanowisk w Ministerstwie osób, którym daleko do bycia czarodziejem czystej krwi. To bardzo poważany ród, kierujący się szeroką gamą restrykcyjnych zasad i sprecyzowanych wartości. Wszelkie odbieganie od rodowej normy kończy się wydziedziczeniem i utratą jakiejkolwiek szansy na powrót do domu. Zdarza się to jednak rzadko, nie częściej niż raz na stulecie, gdyż wszyscy Nottowie od samego początku uczeni są konsekwencji w przypadku przeciwstawienia się woli rodowych tradycji. Należą do grona tych ludzi, którym lepiej nie wchodzić w drogę, a już tym bardziej nadepnąć na odcisk. Są pewni siebie, zdeterminowani, uparci i przede wszystkim bezwzględni. Szczególnie nie znoszą niesubordynacji i niekompetencji, za co mają w zwyczaju karać najsurowiej.

Pomijając wyuczaną od dziecka zdolność obserwacji i dążenie po trupach do celu, rodzina Nott charakteryzuje się także zestawem umiejętności magicznych, które są wśród nich szczególnie dobrze rozwinięte. Wszelkiego rodzaju zaklęcia maskujące czy ukrywające nigdy nie stanowią dla nich problemów. Znani są z bardzo cichego chodzenia, niemal znikania i pojawiania się za plecami w momencie, w którym nikt by się tego nie spodziewał. Co jakiś czas, w rodzinie rodzi się również dziecko obdarzone darem, który potocznie określany jest mianem choroby kameleona i mówi się, że jest ona wynikiem klątwy rzuconej na daną rodzinę. Mówi się, że Nottowie podczas swoich politycznych zagrywek narobili sobie wielu przeciwników i z pewnością ktoś zdołał ich przekląć.


XVIII Rodzina Ollivander


„Fortis fortuna adiuvat”
odwadze szczęście sprzyja

Niezaprzeczalnie najstarsza z istniejących na całym świecie rodzina czarodziejska, mająca swoje korzenie w Starożytnym Rzymie, trafiła do Wielkiej Brytanii wraz z najazdem rzymskim w roku 832 przed naszą erą. To wtedy, wraz z ich pojawieniem się, magiczny świat Wysp Brytyjskich zaczął rozwijać się w zastraszającym tempie. Pojawienie się różdżkarzy, których sklep założony został niemal od razu na terenie obecnego Londynu, sprawiło, że czarowanie stało się dużo łatwiejsze. Przed pojawieniem się Ollivanderów różdżki na wyspach były bowiem bardzo prowizoryczne, przysparzały więcej nieszczęścia niż pożytku, nie mówiąc już o tym, że wyglądały dość marnie. Nazwisko Ollivander można przetłumaczyć na tego, który trzyma gałązkę oliwną, co tłumaczyć można na wiele sposobów. Głównym z nich jest jednak przełożenie ich fachu, którym jest jakby nie było, trzymanie gałęzi i robienie z nich różdżek. Nie jest tajemnicą fakt, że ich pierwsze różdżki pochodzące z krajów śródziemnomorskich mogły być głównie robione z drzewa oliwnego. Na przestrzeni wieków pojawiło się wielu naśladowców, a także różdżkarzy z innych części świata, jednak większość z nich nie utrzymała się na rynku za długo; a na pewno nie na tyle, by wygryźć Ollivanderów z ich własnego interesu, który prosperuje wybitnie do dzisiaj. Osadzili się w posiadłości w londyńskim Richmond, gdzie wychowywały się praktycznie wszystkie pokolenia dzieci, wywodzących się z głównej linii rodu.

Rodzina ma wiele tradycji i sekretów, a najważniejszą z nich jest tajemnica wytwarzania różdżek. Bardzo tego strzegą, niekoniecznie chcąc się dzielić wiedzą z innymi. Jeżeli już kogoś wtajemniczają, musi to być ktoś koszmarnie zdolny, ale jednocześnie godny zaufania. Większość dzieci z rodziny ma podstawowe przeszkolenie w różdżkarstwie, jednak prawdziwego fachu uczą jedynie tych, którzy chcą kontynuować pracę w zakładzie. Podchodzą dość liberalnie do wielu spraw, łącznie z powszechnie przyjętymi tradycjami czarodziejskimi. Z pozoru nie należą do najbogatszych, choć w rzeczywistości ich skarbce są pełne złota. Nie obnoszą się z tym jednak jakoś szczególnie.

Z pokolenia na pokolenie przekazywana jest tajemnica wytwarzania różdżek, a członkowie rodu od małego uczeni są lingwistyki magicznej. Ponad to, w krwi Ollivanderow płynie zdolność metamorfomagii, płatając figle dzieciom w niemal każdym pokoleniu. Po wielu stuleciach mieszania się z konkretnymi rodzinami Brytyjskimi, jedną z ich cech rozpoznawczych stały się rude włosy oraz piegi, widoczne na twarzach większości przedstawicieli rodu.


XIX Rodzina Parkinson


„Aut neca aut necare”
zabij albo zgiń

Rodzina Parkinson została oficjalnie założona dopiero w XVII wieku w Irlandii, co czyni z niej jedną z najmłodszych spisanych w tym Skorowidzu. Swoje miejsce znaleźli w Belfaście, gdzie postawiono główną siedzibę rodu. Nigdy nie należeli do najbogatszych, a zamieszania, jakie ciągle towarzyszyły Irlandczykom i Wielka Wojna, nie pozwoliły im tak naprawdę na porządne rozwinięcie skrzydeł. Od zawsze sztuka była im bliska, przez co udawało im się zyskiwać uznanie królów i wysoko postawionych - za drobną opłatą wykonywali malowidła dla wszystkich, którzy tego pragnęli. Szczególną sławą odznaczyli się w magicznym malarstwie, bo jako pierwsi wynaleźli czar pozwalający zakląć jakiś moment w malowidle, dzięki czemu obrazy mogą się poruszać. Z czasem jednak okazywało się, że samo malowanie nie było wystarczające do tego, by zarabiać na utrzymanie, dlatego też przerzucili się na handel sztuką. Stali się dość wpływowi w kulturalnym świecie, wykupując pierwszą galerię sztuki w roku 1850, a potem udało im się zdobyć ich jeszcze kilka na terenie całej Wielkiej Brytanii. Nie zatrzymali się tylko i wyłącznie na malowaniu, handlu i wystawach - zaczęli również krytykować sztukę, ostatecznie osiągając miano bardzo dobrze wykształconych w tym kierunku mecenasów.

Obecnie rodzina Parkinson posiada również jedno wydawnictwo, maczając palce w wydawaniu poezji i prozy. Wciąż nie jest to najbardziej dochodowe zajęcie, szczególnie po Wielkiej Wojnie i erze kryzysu ekonomicznego, który zmusił ludzi do skupienia się na wydawaniu pieniędzy jedynie na najpotrzebniejsze rzeczy. Mimo wszystko, radzą sobie całkiem dobrze. Pomimo wielkich powiązań ze sztuką, każdy członek rodziny Parkinson ma wolny wybór, co do tego, kim chce zostać. Ze względu jednak na niezbyt przyjemną przeszłość polityczną (związaną z osobą Ministra Magii, którym był jeden z nich), nie są zbyt mile widziani w Ministerstwie. Od zawsze kierują się ideologią czystości krwi, będąc jedną z pierwszych rodzin, które wygłosiły traktat na temat delegalizacji mieszanych małżeństw. W latach trzydziestych XVIII wieku został on hucznie odrzucony, jednak rodzina dalej utrzymuje, że jest to jedyne słuszne podejście i za każdym razem, gdy mają do tego okazję, próbują ten traktat przeforsować. Nikt więc będąc o zdrowych zmysłach, nie próbuje zawierać związku małżeńskiego nie tylko z mugolem czy mugolakiem, ale i czarodziejami krwi mieszanej. Za tego rodzaju próby zostaje się natychmiastowo wydziedziczonym.

Charakteryzują się szczególną wrażliwością na sztukę. Często odkrywają w sobie talenty plastyczne, muzyczne bądź pisarskie. Są rozpoznawalni przez swój irlandzki akcent i spotykane u większości członków rodziny rude włosy. Nie mają raczej żadnej wrodzonej genetyki, jednak są bardzo podatni na zaniki pamięci. Zdarzają się one szczególnie po trzydziestym roku życia, choć w wyjątkowych sytuacjach dotyczą również i młodszych. Z początku dotyczą jedynie drobnych spraw, jednak z czasem - nawet pomimo magicznego leczenia - choroba rozwija się w całkowitą amnezję.


XX Rodzina Prewett


„Transit umbra, lux permanet”
cień przechodzi, pozostaje światło

Początki rodziny Prewett przypadają na czasy ciągłych wojen i potyczek na wyspach. Ciężko więc tak dokładnie określić, kiedy dokładnie powstała i gdzie to było. Wiadomo jednak, że pochodzą z Walii, a ich nazwisko samo w sobie ma właśnie walijskie korzenie i można je przetłumaczyć jako coś małego, ale odważnego. Idealnie podkreśla bowiem ich zasługi we wszechogarniających wojnach - odznaczyli się na tyle, że po zakończonych bitwach, nadano im tytuł w roku 849 i ziemie na szkockiej wyspie Lewis oraz Harris. Przez wieki odznaczali się walecznością i odwagą, użyczając swoich magicznych zdolności we wszelkiego rodzaju walkach i buntach, mieszając dość mocno w mugolskiej polityce. W międzyczasie, udało im się również narobić sobie wrogów wśród innych zamieszkujących Szkocję rodzin czarodziejskich, a gdy w 1692 roku wprowadzono Międzynarodowy Kodeks Tajności, ich reputacja przestała mieć aż takie znaczenie. Kilka lat po tym założyli pierwszy w Wielkiej Brytanii Rezerwat Smoków, który stał się ich głównym źródłem zarobków. Swego czasu byli dość znani ze swoich wojen z Macmillanami, a te wybiły wielu członków obu rodzin. Według wszelkich dokumentów wiadomo także, że Prewettowie nie mieli najlepszych relacji z Yaxleyami. W obydwu przypadkach bardzo często dochodziło do pojedynków magicznych i kłótni, głównie o obszar wpływów oraz ziemie, które chcieli zajmować. Poza hodowlą smoków, głównie Walijskimi Zielonymi, sprowadzając je z pierwotnych terenów, na których wciąż można było spotkać ich dalekich krewnych, bardzo często brali udział w polowaniach na magiczne stworzenia.

Obecnie rodzina radzi sobie całkiem nieźle. Wciąż są w posiadaniu Rezerwatu Smoków, który cały czas cieszy się dość sporą popularnością. Zawiązują różnego rodzaju umowy oraz sojusze, dzięki którym wciąż należą do tych, którym pieniędzy na pewno nie brakuje. Nie da się jednak ukryć, że ich tradycje i podejście szerzenia ideologii czystości krwi są dość mieszane - nie uświadczy się wśród nich jednego, konkretnego zdania. Rodzina ta zajmuje dość ważne stanowiska w Ministerstwie, choć skupia się głównie na własnym interesie oraz smokach, które z roku na rok stają się coraz bardziej popularne. Ich konflikty z innymi rodzinami ucichły odrobinę w ostatnich latach, a biorąc pod uwagę ich udział w Wielkiej Wojnie Mugolskiej nie jest takie dziwne. Mimo wszystko, kontakty w szkockiej części magicznego świata są dość napięte, głównie z ich powodu. Z reguły nie wydziedzicza się u nich za kontakty z mugolami, za wchodzenie z nimi w relacje, czy nawet związki małżeńskie. Mimo wszystko bardzo pilnuje się, by główna linia rodu pozostała prawdziwie czarodziejska, co w dość oczywisty sposób określa, jakie mają na ten temat zdanie.

Bardzo dobrze radzą sobie z magicznymi stworzeniami, głównie tymi dużymi i niebezpiecznymi. Lubują się też w zaklęciach ofensywnych, które przez stulecia wykorzystywane były przez nich w walkach czy na polowaniach. Mówi się, że cechą charakterystyczną każdego Prewetta jest duży, "ziemniakowaty" nos, a większość z nich ma rude włosy.


XXI Rodzina Rosier


„Flectere si nequeo superos, acheronta movebo”
jeśli nie nakłonię niebios, poruszę piekło

Korzenie rodziny Rosier można odnaleźć w południowej Francji, gdzie pojawiają się pierwsze zapiski o istnieniu rodu. Ich nazwisko przetłumaczone z języka francuskiego znaczy dokładnie krzew róży. Nic więc dziwnego, że niemal każda posiadłość Rosierów pełna jest właśnie tych kwiatów, a oni sami dość często korzystają z tego motywu w swoich kreacjach i wytworach. Wywodzą się bezpośrednio od rodziny Lestrange, z którą łączyły ich relacje przez wiele stuleci. To dzięki nim przenieśli się do Wielkiej Brytanii, osiadając się i znajdując swoje miejsce w Rochford. W ramach podziękowania za przysługi, jakimi obdarzyli swoich dalekich krewnych, którzy wieki wcześniej zasiedlili Wielką Brytanię, otrzymali posiadłość z wielkim, szklanym ogrodem, w którym dawniej sadzono głównie róże i inne kwiaty ozdobne. Rosierowie po kilku latach szukania własnego pomysłu na interes otworzyli firmę transportową, która z początku przewoziła jedynie różnego rodzaju rośliny - zarówno te mugolskie, jak i magiczne. Z czasem jednak, interes rozszerzył się i zaczął obejmować najróżniejsze artefakty, a czasem nawet i osoby. Na temat rodu krąży wiele mrocznych, upiornych opowieści, które tłumaczyć mają ich charakterystyczny wygląd, dość ponury charakter i zamiłowanie do czarnej magii, z którym nigdy się nie kryli.

Obecnie rodzina Rosier radzi sobie bardzo dobrze, przynajmniej pod względem interesów. Chociaż nadal posiadają posiadłości we Francji, są to bardziej wakacyjne działki, niż domostwa, w których mieliby przebywać na stałe. Zadomowili się w Wielkiej Brytanii, zyskując odpowiedni szacunek i przychylność innych rodzin, głównie przez swoje bardzo spokojne podejście do świata. Nie da się jednak ukryć, że całkowicie popierają ideę wyższości czystej krwi nad pospólstwem, którego oficjalnie nie gnębią - prędzej traktują, jak powietrze. Nie da się jednak nie zauważyć, że pomimo wielu sukcesów na arenie zawodowej, rodzina Rosier bardzo mocno podupadła na zdrowiu. Obecnie nie ma zbyt wielu członków rodziny, a już w szczególności na wyczerpaniu jest jej męska linia.

Jako rodzina zajmująca się transportem z oczywistych powodów radzą sobie bardzo dobrze z zaklęciami z zakresu translokacji. Cierpią na przekazywaną z pokolenia na pokolenie chorobę, przez którą ich odporność praktycznie nie istnieje. Przeżywalność, głównie męskich potomków rodu, jest bardzo niska i w większości dzieci nie dożywają nawet dziesiątego roku życia, jeżeli już w ogóle się urodzą. Każde złapane przeziębienie jest dla nich śmiertelnie groźne, a możliwość śmierci po trzydziestym roku życia jest już bardzo wysoka. Kobiety z rodu nie chorują tak często, natomiast mają ogromne problemy z zajściem w ciążę i jej donoszeniem, co nie sprzyja zawiązywaniu mariaży. Zawsze wyglądają na zmęczonych oraz śmiertelnie chorych, z wyłupiastymi oczami i bladą, niemal transparentną skórą.


XXII Rodzina Rowle


„Oderint dum metuant”
niech nienawidzą, byleby się bali

Nie da się ukryć, że rodzina Rowle należy do najstarszych rodów Wielkiej Brytanii. Wywodzi się, jak kilka innych istotnych rodów, od samego Merlina, którego potomkowie osiedli w walijskiej wiosce nieopodal dzisiejszego Holyhead. Z początku zajmowali się szeroko pojętym zielarstwem, które z czasem przerodziło się w uzdrawianie. To właśnie Rowle wzywani byli za każdym razem, gdy ktoś się rozchorował czy zranił. Kobiety z rodziny bardzo często pełniły role akuszerek, a mężczyźni warzyli również eliksiry. W głównej mierze robili to z dobrego serca, nie do końca, myśląc jedynie o wzbogaceniu się, choć i to - dzięki im zdolnościom - wkrótce nadeszło. Raz na jakiś czas rodziło się wśród nich dziecko obdarzone darem jasnowidzenia, jednak rzadko kiedy był on tak naprawdę wykorzystywany. Rodzina skupiała się bowiem głównie na uzdrowicielstwie, zielarstwie oraz warzeniu eliksirów. Z czasem, gdy sporządzono Międzynarodowy Kodeks Tajności, ród Rowle musiał przystopować ze swoimi usługami w świecie mugolskim. Wtedy też, zaczęto dużo bardziej skupiać się na nowo otwartej Klinice Świętego Munga, w której Rowle od zawsze pełnili dość istotne role - wielu naczelnych alchemików i uzdrowicieli na przestrzeni wieków pochodziło właśnie z tej rodziny.

Obecnie rodzina Rowle nadal pełni najważniejsze funkcje w Szpitalu Świętego Munga, nie za często zajmując się czymś innym niż powiązane z uzdrowicielstwem zawody. Rodzina ma wiele tradycji, choć nie są one przestrzegane zbyt rygorystycznie. Rowle znani są z tego, że zawsze chętnie pomagają innym, zwłaszcza spokrewnionym z nimi rodom, użyczają swoich pieniędzy czy umiejętności. Ich podejście do mugolstwa jest dość neutralne, choć rzadko kiedy spotyka się wśród nich kogoś, kto oficjalnie wiąże się z niemagiczną osobą. Małżeństwa mieszane w pobocznych odnogach rodu są całkowicie dozwolone, a wszelkie rodowe spotkania nie wykluczają tak naprawdę nikogo. Sprawa czystości krwi jest im bowiem dość obojętna, mimo to główna linia rodu pozostaje czysta jak łza. Niewdzięczny los i tragedia sprzed kilku lat sprawiły, iż w tej chwili jest ona odrobinę zagrożona przez fakt, iż pozostały w niej jedynie dzieci. Bywają dość nieprzewidywalni, mimo to wciąż są dość mocno szanowani. Nie należą do najbogatszych, ale kłamstwem byłoby, nazwanie ich biednymi.

Przedstawiciele rodziny Rowle są przede wszystkim naturalnie uzdolnieni do wszelkiego rodzaju magii uzdrowicielskiej i ochronnej. Radzą sobie całkiem nieźle w warzeniu eliksirów, a także nie da im się odmówić ręki do roślin. Dawniej, co trzecie pokolenie, w rodzinie rodziła się osoba z darem jasnowidzenia, bezpośrednio odziedziczonym po Merlinie. Obecnie zdarza się to dużo rzadziej, ale nie da się wykluczyć, że wkrótce ktoś taki się narodzi.


XXIII Rodzina Selwyn


„Astra inclinant, sed non obligant”
gwiazdy wskazują drogę, lecz nie wiążą

Wywodząca się z rodu Gaunt rodzina, której przodkiem był sam Salazar Slytherin. Pierwsze wzmianki o Selwynach pojawiły się dopiero w XVII wieku, co czyni z niej dość młody ród. Odseparowanie od Gauntów w pewnym momencie okazało się dla nich konieczne - główna gałąź nie była bowiem zachwycona ich niechęcią do wżeniania się we własny ród. Początki nie były dla nich łatwe, a fakt, iż odwrócili się od swoich najbliższych krewniaków nie przysparzał im zbyt wielu popleczników. Osiedlili się w Rothwell, gdzie po odrestaurowaniu starego, zapomnianego, letniego domostwa przekazywanego z pokolenia na pokolenie w ich odnodze rodziny, zwyczajnie zamieszkali. Do dzisiaj jest to siedziba główna rodu Selwyn, w której mieszkają najważniejsi jego członkowie. Zaraz pod oderwaniu się od Gauntów, zajmowali się praktycznie tym samym - magią na zamówienie. Z czasem jednak dotarło do nich, że konkurowanie z, jakby nie było, własną i dużo większą rodziną, mija się z celem. Postanowili więc otworzyć zakład nieścieralnych, magicznych tatuaży, który do dziś stoi na Nokurnie i z którego czerpią zyski. Po wielu latach udało im się załagodzić relację z Gauntami, choć do dzisiaj nie należą one do najlepszych. Pomimo początkowych trudności, rodzinie udało się wybić i wyjść na rozłące nie najgorzej. Nie da się jednak ukryć, że ich status społeczny mógłby być zdecydowanie lepszy, gdyby pozostali związani ze swoimi krewniakami.

Rodzina Selwyn, choć nie ma w zwyczaju wżeniać się w samych siebie, nastawiona jest na zachowanie czystości krwi ponad wszystko. Jedynym powodem, dla którego tak naprawdę zrezygnowali z bliskich związków między członkami własnego rodu było to, iż dostrzegli szaleństwo, jakie zaczynało trawić rodzinę Gaunt. I chociaż zaprzestali tego typu mariaży już wieki temu, wciąż niosą brzemię grzechów swoich przodków. Obecnie nie należą ani do najbogatszych, ani najbardziej licznych i chociaż studio tatuażu było kiedyś dość popularne, obecnie rodzina wykonuje tak naprawdę masę innych zawodów, bo nie każdy mógłby się w nim zatrudnić. Bardzo często pracują w Ministerstwie, choć większa część rodziny ostatnie lata spędziła na rozwijaniu się w dziedzinie astronomii. Tępią za małżeństwa z mugolami czy mugolakami, a czarodzieje krwi mieszanej są dla nich gorszym sortem i niewarci zawracania sobie nimi głowy. Zdrajców krwi wydziedziczają natychmiast, bez względu na to, w której gałęzi rodziny to dotyczy. Przez wybredność i wiele zrządzeń losu, rodzina jest w tej chwili na wymarciu - rodzą się w niej głównie dziewczęta, a w samej głównej linii jest obecnie jeden potomek płci męskiej, co dość mocno rzutuje na przyszłość rodu.

Podobnie, jak członkowie rodziny Gaunt, odziedziczyli po Salazarze Slytherinie zdolność wężoustości. Nie jest to najbardziej powszechna umiejętność rodziny, jednak nie da się ukryć, że co jakiś czas pojawia się ona w ich rodzinie. Są też całkiem nieźli w różnego rodzaju urokach i iluzjach.


XXIV Rodzina Shacklebolt


„Aut vincere aut mori”
albo zwyciężać, albo umierać

Pierwsze wzmianki o rodzinie Shacklebolt pojawiły się w Wielkiej Brytanii dopiero w XVI wieku i nie do końca wiadomo, skąd się tak naprawdę wzięli. Chodzą plotki o tym, że przybyli z krajów niemieckojęzycznych, co potwierdzałyby niektóre dokumenty odnalezione po latach wśród innych ważnych rodowych papierów. Od samego początku pełnili funkcję stróżów prawa i porządku, nadzorując najważniejsze sabaty, a także pilnując, by między innymi czarodziejami nie dochodziło do niebezpiecznych spięć. Często stawiani bywali w pozycji negocjatorów i towarzyszyli wszystkim oficjalnym umowom między różnymi rodami. Byli wzywani zawsze, gdy dochodziło do użycia Wieczystej Przysięgi, jako jej świadkowie, których zdanie pod tym względem było niemal święte. Niedługo po założeniu Ministerstwa Magii oficjalnie zostali poproszeni o utworzenie Brygady Uderzeniowej, którą własnymi siłami prowadzili przez dwa stulecia. Z czasem, gdy odkryto zapotrzebowanie na otwarcie większej ilości biur, w tym także biura aurorów, rodzina Shacklebolt przegrupowała się, ostatecznie należąc zarówno do BUMu, Kwatery Aurorów, jak i Wizengamotu, gdzie pełnili najważniejsze funkcje. Po osiedleniu się na terenach Wielkiej Brytanii za swój dom uznali Birmingham, gdzie do dzisiaj stoi główna posiadłość rodziny, w której odbywają się największe dla rodu uroczystości.

Od zawsze podchodzili do wielu kwestii neutralnie, co było główną przyczyną wybierania ich na negocjatorów i pośredników, podczas różnego rodzaju nieporozumień. Nie mają w zwyczaju zadawać się z mugolami, którzy są im całkowicie obojętni, jednak nie przewiduje się w rodzinie możliwości związku z osobą mugolskiego pochodzenia. Zupełnie inaczej wygląda jednak kwestia relacji z czarodziejami krwi mieszanej, których może dostrzec w bocznych gałęziach rodu. Obecnie, choć nie są najliczniejszą rodziną, zajmują dość wysokie stanowiska w czarodziejskim świecie i nie wydaje się, by mieli się dokądś wybierać. Od małego uczeni są zasad polityki i prawa czarodziejskiego, choć nigdy nie zabrania im się wyrażania własnych opinii. Czasem wybuchają wokół nich różnego rodzaju kontrowersje, ale pracowitość i dążenie do perfekcji, które mają we krwi sprawia, że nie da się wykreślić rodziny Shacklebolt z najbardziej wpływowych i liczących się na arenie brytyjskiej.

Magia obronna była ich konikiem od zawsze i wśród czarodziejów z rodziny Shacklebolt znalazło się wielu twórców tego rodzaju zaklęć. Mają też smykałkę do czarnej magii, choć nie obnoszą się z tym specjalnie. Nie da się jednak ukryć, że wiedza o tym, jak poprawnie rzucać Zaklęcie Wieczystej Przysięgi przekazywana jest u nich z pokolenia na pokolenie.


XXV Rodzina Shafiq


„Faber est suae quisque fortunae”
każdy jest kowalem swojego losu

Bardzo stary, sięgający pierwszego stulecia naszej ery ród, wywodzący się z krajów arabskich. Na przestrzeni wieków rosnący w siłę i potęgę, wraz z ruchami ludności podróżował po całym świecie, nie zatrzymując się nigdzie na stałe. Byli obserwatorami wielu wydarzeń, znali się na kulturze wielu krajów i w swoich zbiorach posiadają wciąż bardzo stare, zabytkowe dokumenty z wielu miejsc na całym świecie. Do Wielkiej Brytanii przybyli jednak dopiero koło roku 1650, gdzie osiedli ostatecznie, za swój dom wybierając sobie Kingston nad Tamizą. Koczowniczy tryb życia sprawił, że mieli za sobą wiele doświadczeń i wiedzy, które przekazywali z pokolenia na pokolenie. Znane wśród nich było studiowanie historii magii i prowadzenie kronik z najważniejszych wydarzeń z czarodziejskiego świata. To dzięki nim jesteśmy więc w stanie dowiedzieć się, jak wyglądały niektóre sabaty, co naprawdę na nich zaszło i kiedy dokładnie do tego doszło. Wśród członków rodziny Shafiq można też odnaleźć wielu wynalazców, którzy zrewolucjonizowali czarodziejską magi-technikę, sprawiając, że życie czarodziejów stało się łatwiejsze. Przetłumaczenie ich nazwiska z arabskiego nie jest łatwe, bo choć w całości oznacza dosłownie zmierzch, bardzo często występuje też w kompilacjach oznaczających łaskę.

Ciągłe podróże i mieszanie się z różnymi kulturami sprawiło, że rodzina Shafiq dość luźno podchodzi do czystości krwi. Są neutralni i choć oficjalnie nie lubią być mieszani w żadne polityczne afery, nigdy na głos nie wypowiedzieli złego słowa na temat mugolskiego świata. Niemniej, odkąd osiedli na ziemiach brytyjskich, główna gałąź rodu nigdy nie splamiła się mariażem z osobami poniżej stanu. Podczas Wielkiej Wojny Mugolskiej bardzo aktywnie włączyli się jednak w sprzedaż technologii i wynalazków mugolom, samemu nieraz lądując na froncie, przez co ich liczebność gwałtownie spadła. Obecnie w głównej linii rodu nie ma już żadnego męskiego potomka, a poboczne gałęzie nie wydają się być odpowiednie do tego, by pociągnąć trwałość rodu. Po Wojnie rodzina odsunęła się znacząco od polityki, zajmując bezpieczne posady w Ministerstwie Magii i wracając do swojego zwyczaju obserwacji wydarzeń, których kroniki z pewnością prowadzą w ciszy własnych domostw.

Przez ciągłe mieszanie się z różnymi kulturami, ciężko jest tak naprawdę określić jakieś szczególne cechy członków rodziny. Jedni wciąż bardziej przypominają swoich arabskich przodków, inni zbliżeni są wyglądem do całej reszty świata, z którą rodzina mieszała się przez wieki. Jedno jest jednak niezmienne - co kilka pokoleń odżywa w ich krwi klątwa Maledicti. Ci, którzy mają pecha urodzić się Maledictusem, nie żyją więc za długo, szczególnie jeżeli pozwolą sobie na używanie magicznej przemiany w zwierzę zbyt często.


XXVI Rodzina Slughorn


„Ipsa scientia potestas est”
wiedza to potęga

Początki rodziny Slughorn sięgają początków średniowiecza, a pierwsze dokumenty, stanowiące o jej istnieniu, datowane są na rok 492. Od samego początku przykładali ogromną wagę do nauki i poszerzania własnych horyzontów. Nic więc dziwnego, że gdy czwórka założycieli Hogwartu ogłosiła światu swój pomysł, rodzina Slughorn jako pierwsza poparła sprawę. I chociaż nie mówi się o nich tak, jak o słynnej czwórce, trzeba jasno zaznaczyć fakt, że wyłożyli mnóstwo pieniędzy na zbudowanie oraz utrzymanie Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie podczas jej pierwszych lat istnienia. Wspierali szkołę nie tylko finansowo, wielu z nich wykładało przedmioty, ucząc młodych czarodziejów na stanowiskach nauczycielskich i dyrektorskich. Na przestrzeni wieków przewinęło się ich wielu przez szkołę i do dzisiaj można w jej murach znaleźć portrety i tablice pamiątkowe uwieczniające czarodziejów z rodziny Slughorn. Z czasem ich wpływy w edukacyjnym świecie magii zaczęły wzrastać, a pracy nigdy im nie brakowało. Od samego początku zamieszkują Burstock, które z czasem dzięki nim przekształciło się w naukową stolicę czarodziejskiego świata.

Obecnie nie da się nie zauważyć ich ogromnego wpływu na rozwój nauki czy badań. Bardzo często fundują badania oraz wyprawy badawcze, otwarcie angażując się we wszelkiego rodzaju dysputy i przedsięwzięcia. Nie należą może do najbogatszych, ale nigdy nie skąpią pieniędzy na edukację, która od zawsze była im bliska. Przez ostatnie lata zaniedbali odrobinę nauczanie w Hogwarcie, na rzecz pracy w Komisji Egzaminacyjnej, gdzie odpowiedzialni są głównie za nowe rozporządzenia i ustawy naukowe. Mają wiele tradycji, które jednak w ich mniemaniu mogą odejść na drugi plan wtedy, gdy nauka udowadnia ich bezsens. Nie żenią się, jak na czystokrwistą rodzinę przystało, z żadnymi mugolami, czy mugolakami, jednak nie głoszą propagandy anty-mugolskiej uważając, że dla każdego powinno się znaleźć miejsce na świecie.

Nie da się ukryć, że członkowie rodziny Slughorn są otwarci na świat, bystrzy i chłoną wiedzę, jak gąbka wodę. Uczą się szybko, dostrzegając wiele spraw, które umykają oczom zwykłego człowieka. Sprawia to jednak, że z czasem stają się dziwakami, do których coraz ciężej dotrzeć.


XXVII Rodzina Travers


„Et nunc et semper”
i teraz, i zawsze

Dosyć stara, szkocka rodzina zamieszkująca okolice Aberdeen. Pierwsze wzmianki o rodzie Travers pojawiły się już w XII wieku, jednak zanim udało im się wybić, minęło wiele stuleci. Podczas nich znani byli głównie ze swoich relacji z rodziną Black, a raczej - z usługiwania im na każdej płaszczyźnie. Przedstawiciele Travers od zawsze wykonywali bowiem małe i duże zlecenia, jakie dostawali od jednej z największych rodzin, z nadzieją licząc na swój własny awans społeczny. Nastąpił on, jednak dopiero w XVII wieku, chwilę po tym, jak zostało założone Ministerstwo Magii. Czyni to z nich niezbyt wpływową i niezbyt bogatą rodzinę, choć przez większość czasu nie narzekali na brak środków do życia. Powiązania z Blackami, a także wykonywanie ich czarnej roboty sprawiało, że zawsze mieli, co włożyć do garnka. Awans społeczny czy otrzymanie miana prawowitego rodu przypłacili jednak usztywnieniem relacji, jakie mieli ze swoimi opiekunami i doprowadziło do zubożenia rodziny jeszcze bardziej. Ich nazwisko zarówno w przekładzie ze staroangielskiego, jak i francuskiego czy gaelickiego oznacza przekraczać, co miało z pewnością związek z tym, że jako szkocka rodzina odnaleźli swoich sojuszników w centrum Anglii, gdzie przez jakiś czas pozostawali - u boku rodziny Black.

Obecnie rodzina nie wychyla się za bardzo, próbując uratować się przed bankructwem. Mimo to, co jakiś czas można o nich co nieco usłyszeć. Wiadomo też, że dość otwarcie popierają sprawę czystości krwi, w jasny i klarowny sposób, ustawiając się po stronie tych, którzy wierzą w wyższość czarodziejów nad mugolską masą. Nie wiążą się z mugolami, swoje gałęzie rodowe utrzymują czyste do tego stopnia, że każdy kto chociażby pomyśli o związku z kimś nieczystym, jest natychmiast wydziedziczany i usuwany z rodowych kronik. Nie ukrywają się ze swoim zamiłowaniem do czarnej magii i niejeden z ich członków odsiaduje w Azkabanie za dość agresywne i dosadne pokazywanie czarodziejom gorszego sortu, gdzie naprawdę jest ich miejsce. Po usamodzielnieniu się, rodzina Travers postanowiła zacząć korzystać z umiejętności, które wcześniej wykorzystywane były na rzecz rodziny Black. Nie przewidziano jednak, że popyt na media i różnego rodzaju transy spirytystyczne z biegiem czasu ulegnie zmniejszeniu. Wciąż posiadają kilka zakładów, jednak są obecnie w trakcie zmiany sposobu zarobku tak, by uratować ostatnie rodzinne oszczędności.

W rodzinie co kilka pokoleń rodzą się osoby, które potrafią porozumiewać się z duchami. Media były wykorzystywane w dawnych czasach, by wkraść się w łaski innych, dobrze postawionych rodzin - szczególnie Blacków, którzy chętnie korzystali z ich usług. Obecnie dar ten wciąż jest żywy w ich krwi, a wśród największych mediów w historii można się doszukać nazwiska Travers kilkukrotnie.


XXVIII Rodzina Weasley


„Bono malum superate”
zło dobrem zwyciężaj

Wywodząca się z Kirkwall, szkocka rodzina czarodziejów, której znakiem szczególnym od wieków były łasice. To od nich w końcu wzięło się ich nazwisko, co wiąże się z tym, że przez wiele stuleci ich chowańcami były właśnie te zwierzęta. Z początku żyli wgłąb lasów, z których prawie w ogóle nie wychodzili. Krążyły przez nich w świecie mugolskim legendy, a rudy kolor włosów - tak dla nich charakterystyczny - stał się mugolskim symbolem magii i czarodziejstwa. Z początku głównie polowali - na magiczne stworzenia, głównie te niebezpieczne, a potem sprzedawali zdobyte skóry i inne wydobyte z wnętrzności elementy. Prowadzili handel zarówno z mugolami, jak i czarodziejami, zaopatrując nawet sklepy Ollivanderów w potrzebne im rdzenie. Z czasem jednak ich dobra passa zaczęła mijać - na świecie zrobiło się gorąco, a polowania na czarownice stały się codziennością. Rodzina Weasley przegoniona z własnych lasów musiała znaleźć schronienie, którym okazała się mała wioska w hrabstwie Devon - Otter St. Catchpole. Zamieszkiwana zarówno przez czarodziejów, jak i mugoli osada stała się ich domem i pomimo wprowadzenia Międzynarodowego Kodeksu Tajności, rodzina wciąż utrzymywała kontakty ze światem mugolskim. Mimo wszystko, przeprowadzka i porzucenie całego dobytku sprawiły, że początki rodziny były dość trudne.

Z czasem okazało się, że okolice, w których się osiedlili nie są przepełnione magiczną zwierzyną ani trochę. Rodzina zaczynała żyć w ubóstwie i wielu sądziło, że był to już ich koniec. Ostatecznie jednak Weasleyowie podnieśli się odrobinę, otwierając własny interes - zajęli się szyciem, tkaniem, wyszywaniem i robieniem na drutach ubrań ze skór i wełny upolowanych zwierząt. Zaklęte w ten sposób peleryny sprzedawali czarodziejom, by zarobić na utrzymanie. W dniu dzisiejszym rodzina ta wciąż nie należy do szczególnie bogatych, a ich tkacki interes jest głównym źródłem dochodu rodziny. Spora konkurencja oraz wiele plotek, jakie chodzą o Weasleyach sprawiły, że ich produkty nie sprzedają się tak dobrze, jak wcześniej. Jako ród mają wiele tradycji, choć są one dość skomplikowane i dziwaczne - całkowicie niepodobne do tych, które wykształciły rodziny formujące się obok siebie na przestrzeni wieków. Bardzo wyraźnie widać w nich kilkusetletnią izolację, a także naleciałości mugolskiego świata, z którym byli wyraźnie związani. To wszystko jednak sprawiło, że wiązali się między sobą dość często - jak na zamkniętą we własnym gronie rodzinę - a ich krew mimo wszystko należy do czystych.

Weasleyów poznać można przede wszystkim po rdzawo-rudych włosach i ciele pokrytym piegami. Bardzo szybko rumienią się na soczystą czerwień, a ich ciała zdają się być nieproporcjonalne. W ich strojach da się dostrzec brak pieniędzy, domostwa przypominają bardziej wiejskie chaty niż czarodziejskie domy. Mają szczególne zdolności do zaklinania przedmiotów i nauki rzemiosła, co zazwyczaj wynoszą z domu.


XXIX Rodzina Yaxley


„Malesuada fames”
głód złym doradcą

Jedna z największych szkockich rodzin magicznych, zamieszkująca nieopodal Stirling. Pierwsze wzmianki o nich dotyczą początków naszej ery, gdy znani byli jako jedyny na tyle silny ród w Szkocji, by mieć nad wszystkimi władzę. Na całych wyspach brytyjskich znane było ich nazwisko, a legendy o zdobywcach z północy roznosiły się echem również po kontynencie. Z czasem jednak ich potęga malała na rzecz innych, pomniejszych klanów, z którymi mimo wszystko zazwyczaj byli w dobrych kontaktach. Czasy spokoju zakończone zostały jednak w momencie, w którym na ich terenach pojawili się Prewettci, wywołując coraz więcej zamieszania, a trwające między nimi i Macmillanami walki sprawiły, że i Yaxleyowie musieli włączyć się do sporu. Jako największa, najstarsza i najbardziej szanowana rodzina zobowiązani byli do utrzymania północy w ryzach. Zawarte wcześniej sojusze z rodziną Macmillan sprawiły jednak, że w dość jasny sposób ustawili się po jeden ze stron konfliktu. Nie podobało im się również to, że nowo przybyła rodzina próbowała zagarnąć ich ziemie. Po wielu stuleciach walk oraz ciągłych wojen, Yaxleyom udało się wypchnąć Prewettów na pomniejsze wyspy, ostatecznie zachowując przydomek najpotężniejszej z rodzin zamieszkujących Szkocję.

Po zakończeniu okresu wojen - na których nota bene zrobili większość swojego majątku - Yaxleyowie uspokoili się znacząco i rozpoczęli poszukiwania innej ścieżki zarobkowej. Bardzo szybko zaprzyjaźnili się ze znaczącymi rodzinami, zajmującymi się badaniami i odkryciami, samemu dołączając do ich grona bardzo szybko. Obecnie to więc wśród Yaxyleyów odnaleźć można najwybitniejszych badaczy historii i odkryć archeologicznych na świecie. Ich rodzinne zbiory pełne są artefaktów przywiezionych z najróżniejszych zakątków świata, które co jakiś czas udaje im się całkiem drogo sprzedać. Jako tak stara i potężna rodzina, bardzo poważnie podchodzą do tradycji, których przestrzeganie nie podlega dyskusjom. Wpajają dzieciom od najmłodszych lat to, jak ważna jest rodzina, obowiązki w niej pełnione i podkreślają, że żadne odstępstwo od normy nie będzie tolerowane. Śluby i zaręczyny planowane są lata w przód. Rodzina ceni sobie czystość krwi ponad wszystko i chociaż nie atakują otwarcie nikogo o gorszym statusie, nie wyobrażają sobie zadawania się z czarodziejami mugolskiego pochodzenia.

Mają naturalny talent do czarnej magii, którym jednak nie lubią się obnosić. Mimo wielu tradycji i wiekowości rodu, nie należą do tych rodzin, które przekazywałyby z pokolenia na pokolenie jakiś genetycznych zdolności. Nie da się jednak ukryć, że wszyscy od małego uczeni są dyscypliny i powściągliwości, które rzutują na ich dorosłe życie w sposób znaczący, objawiając się niemal u każdego członka rodu.