Mortis - Czarodzieje 1938

Pełna wersja: Insomnia || Ignacy & Perseus
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2
6 czerwca 1936, Skrzydło Szpitalne - Hogwart


Zaliczenia i egzaminy na koniec roku uderzyły w Perseusa jak bumerang. Niby o tym pamiętał, ale jednak liczył, że jakoś samo pójdzie. Nigdy wcześniej nie odczuwał takiego stresu. Wszyscy nagle mówimy mu o SUMach i o tym, że podstawy budował przez cztery lata nauki w Hogwarcie, więc w nocy o północy powinien wszystko wiedzieć. Nie sądził, że te oceny będą takie ważne! Teoretycznie wybrał przedmioty, które lubił, ale jak zobaczył, ile jest tego materiału chociażby do jednorazowego przeczytania... Tego było za dużo. Stres go zżerał, rozpoczynając błędne koło. Presja sprawiała, że nie potrafił się uczył, bo się jeszcze bardziej bał i stresować, obwiniając siebie też za to, że nie jest w stanie się skupić. Jak tylko kładł się do łóżka, myśli oraz poczucie winy były coraz bardziej natrętne, a bezsenność zaczęła dawać mu we znaki. Spadało skupienie, chęć do życia. Był wiecznie podirytowany i nawet jak próbował spać w dzień, co by nadrobić noc, wystarczył jeden mały dźwięk, a on się tylko kręcił, wiercił i... jeszcze bardziej denerwował. W końcu zrozumiał, że to nie ma sensu. Musiał pójść prosić o pomoc, co z tego, ze było już po kolacji. Jak nie zaśnie tej nocy, to oszaleje. Szarpnął za drzwi, prowadzące do skrzydła szpitalnego, a potem głośniej zastukał w ich próg.
- Halo? - spytał na początku cicho, zerkając, czy łóżka szpitalne są zajęte i czy nie będzie komuś przeszkadzał.
Tegoroczny okres egzaminacyjny był już drugim, jaki Ignacy przechodził w swojej hogwarckiej karierze i prawdę mówiąc czuł, że idzie mu już zupełnie dobrze. Miał do perfekcji opanowane uspokajanie zdenerwowanych uczniów, a zapas kropli żołądkowych przygotował taki, że starczyłoby na pół Munga i to przez dobry miesiąc, jak nie dłużej. Wszystko szło jak po maśle - czego więcej mógł chcieć?
Szósty czerwca był dniem wyjątkowo spokojnym. Z rana odprawił kilkoro uczniów skarżących się na wyimaginowane bóle głowy tudzież żołądka, a większość dnia spędził na sprawdzaniu zapasów i spisywaniu ingrediencji, jakich będzie potrzebował we wrześniu. Obecnie lista zamówień leżała już bezpiecznie w szufladzie biurka, a sam Larrain popijał herbatę w składziku, zbierając się do snu powoli.
Wtedy właśnie usłyszał dźwięk otwieranych drzwi i pukanie. No proszę, czyli zmiana jeszcze mu się nie skończyła!
- W czym mogę pomóc szanownemu koledze? - spytał zwykłym dla siebie, żartobliwym tonem, wychylając się z zaplecza. Chłopak nie wyglądał na poturbowanego, co definitywnie uspokoiło Ignacego dodatkowo. Kolejne bóle brzucha spowodowane stresem?
Perseus nigdy wcześniej nie czuł stresu związanego z końcem roku. Nie przejmował się aż tak naciskami ojca o tym, aby miał najlepsze oceny. Czy to było aż takie ważne, czy ma wybitne czy powyżej oczekiwań? Nie chciał wcześniej chodzić do skrzydła szpitalnego z byle bólem brzucha, wiedział, że prędzej czy później symulowanie może zostać zgłoszone ojcu, a on oficjalnie uznany za słabego o bardzo wątłym zdrowiu. Jednak były takie chwile jak ta, gdy już nie wytrzymał. Miał dosyć, nie mógł się skupić, zmęczenie i brak snu brało w górę, przez co irytowały go drobnostki. Podskoczył, słysząc męski głos. Z jednej strony mógł się spodziewać, z drugiej zaś nie był tak czujny jak kiedyś, nie zauważał wielu rzeczy w takim stanie.
- Przepraszam, nie chciałem Pana niepokoić, ale nie jestem już w stanie... - urwał, po chwili rozumiejąc, jak idiotycznie to brzmi. Uświadomił sobie, jak tłumaczy sytuację, z którą medyk pewnie często się spotykał.
- Czy mógłbym prosić coś na sen? Naprawdę próbowałem już wszystkiego, a jeśli przez ostatni tydzień spałem całe dwie godziny to uznałbym to za sukces... - powiedział zawstydzony swoją słabością.
Gdyby ktoś zapytał Ignacego o zdanie, to ten zapewne powiedziałby, że faktycznie - latanie do Skrzydła z każdą drobnostką było zbędne. Symulowanie czegokolwiek tym bardziej. Kiedy jednak stan zdrowia przestawał pozwalać na pełne funkcjonowanie w ramach wymagań narzucanych im przez szkołę, rozsądnym było przyjść i poradzić się hogwarckiego oddziału opieki zdrowotnej w postaci panny Mark i doktora Larraina. Nawet, jeśli oznaczało to przeszkadzanie w przygotowaniu do snu temu ostatniemu.
Ignacy przyglądał się jąkającemu chłopcu przez moment, nim zniknął znów za ścianą, chwilę później wychodząc już z zaplecza w pełni, zamiast wystawiać jedynie łeb, jak jakiś przerośnięty łabędź.
- Problemy ze snem, co? - powtórzył za nim, ruszając przez salę w kierunku młodocianego pacjenta.
- Chodź tu, do światła, pokaż mi się no. - ponaglił go, gestem zapraszając na jedno z zasłanych białym materiałem łóżek.
- Siadaj. I powiedz mi coś więcej na temat tych problemów ze snem. Od dawna tak masz? Zauważyłeś, żeby nasilały się albo malały? - zaczął zadawanie pytań, poprawiając przy tym okulary na nosie. Czyżby kolejna ofiara stresu przedegzaminacyjnego?
Perseus nie chciał zostać nazwany beksą. Nauczył się funkcjonować z dwoma, trzema godzinami snu dziennie, ale gdy ani razu od kilku dni nie mógł zmrużyć oka, wręcz czuł się zmuszony przyjść po pomoc. Z drugiej strony czy brak snu naprawdę był czymś poważnym? W porównaniu do smoczej ospy? Podrapał się zmieszany po brodzie. Jak on nienawidził prosić o pomoc…
- Taa, ze snem - powtórzył, idąc do światła i siadając na jednym z łóżek. Liczył na ten obrzydliwy eliksir, a nie na spędzenie tu nocy. Spiął się bardziej, gdy pomyślał, że zostanie w Skrzydle Szpitalnym.
- Od dawna –przyznał niechętnie, spoglądając na swoje buty. Jak on się nieswojo czuł! Wolałby nikomu nie opowiadać o własnym życiu, ani o tym, dlaczego w ogóle nie spał i czasami miał koszmary.
- Nie pamiętam, abym kiedyś przespał całą noc, zwykle to w nocy się uczyłem, co zawsze denerwuje profesor Rowle, zwykle zasypiałem po obiedzie, jak nie mamy zajęć, ale teraz nie mogłem. Nie wiem już co mam zrobić – jęknął marudnie, poprawiając kosmyki włosów, które opadły mu na czoło.
Była różnica między byciem beksą, a odmawianiem sobie pomocy, której się potrzebowało. Ignacy zawsze próbował uczyć tego dzieciaki, ale... Cóż, chyba był pod tym względem trochę hipokrytą, biorąc pod uwagę, jak rzadko sam prosił po czyjekolwiek wsparcie albo w ogóle mówił otwarcie o swoich problemach.
Larrain przyjrzał się chłopcu uważniej, marszcząc brwi.
- Trzeba będzie wyprostować ten twój cykl snu, bo uczenie się w nocy, a spanie w dzień tylko pogorszy sprawę. - uświadomił go. Może nie planował zostawiać go w Skrzydle na noc, ale nie mógł też tak po prostu zamieść sprawy pod dywan, napoić go eliksirem i odesłać. Mimo wszystko był za zdrowie chłopaka odpowiedzialny, tak?
- Jeśli to długotrwałe problemy, trzeba poszukać ich źródła, mój drogi. Powiedz mi, tylko tak szczerze, zauważyłeś, żeby szkoła bardziej cię stresowała? Jakieś problemy z zajęciami? Nauczycielami? Kolegami? - spytał, siadając na łóżku naprzeciwko Perseusza.
- Nie będę wyciągać z ciebie szczegółów, jeśli masz jakieś osobiste problemy, nie bój się. Musimy po prostu wiedzieć na czym stoimy, jeśli masz spać jak człowiek.
Dla kogoś tak dumnego jak Perseus mówienie o swojej słabości, jaką niewątpliwie była bezsenność, nie było na rękę. Gdyby dalej działało kakao, spacery, świeże powietrze i picie ziół na uspokojenie, to nigdy by się tu nie pojawił. Chrząknął na złą radę wyprostowania cyklu snu. Jakby o tym nie wiedział, od tylu lat.
- W dzień nikt nie kręci się za bardzo po dormitorium, a inni nie chrapią – westchnął, bo jak spał dwie godziny dziennie to był naprawdę wyspany już. Potrzebował trochę spokoju. Być może wina leżała po stronie stresu zaliczeniami końcowymi, ale czy na pewno?
- Szkoła? Zajęcia? Nauczyciele? Koledzy? – powtarzał głucho, bo nie wierzył w to, co słyszy – Panie doktorze, nie przychodzę do pana zgłosić prześladowania w szkole, w szkole jest wszystko w porządku, nie wiem, dlaczego się to teraz nawarstwiło, nie grozi mi zawalenie żadnego przedmiotu – wytłumaczył, chociaż wydawało mu się, że jest to oczywiste. Miał tonę innych problemów na głowie, a jednym z nich było to, aby list z zapytaniem o stan zdrowia syna nie dotarł do rodziców. Nie chciał się też zwierzać z osobistych problemów, to co się działo w domu Carrow, na zawsze tam zostanie.
Nawet jeśli wiedział, to najwyraźniej wiedza ta niewiele mu dawała, skoro nadal sypiał w dzień, a później nie mógł zmrużyć oka nocą. Ignacy potrzebował najpierw dowiedzieć się wszystkiego, co było związane z tą jego słabością, żeby móc wprowadzić jakiekolwiek leczenie albo chociaż postawić zadowalającą diagnozę - póki co mógł jedynie stwierdzić oczywistość, do której musieli mimo wszystko dążyć. Zabawne, jak czasem najprostsze rzeczy są jednocześnie najtrudniejsze do osiągnięcia i najbardziej potrzebne.
- W nocy raczej też nikt nie powinien się kręcić po dormitorium? - uniósł brew, spoglądając na Carrowa - Próbowałeś zaklęć wyciszających? - spytał po chwili, bo jeśli chłopak nie mógł usnąć od chrapania i hałasów kolegów, to może dało się znaleźć wyjście niebędące od razu eliksirem nasennym?
- Nie oczekuję, że będziesz mi się skarżyć, Carrow, ale musimy znaleźć powód twoich problemów ze snem. Inaczej ich nie rozwiążemy. A stres jest dość popularnym powodem bezsenności, szczególnie wśród tak młodych ludzi. - wyjaśnił mu. Nie przepytywał go po to, żeby wtykać nos w nie swoje sprawy, tylko po to, by mu pomóc. Szczególnie, że nie miał za dużo informacji na temat problemu Perseusza - chłopak niechętnie dzielił się czymkolwiek.
Perseus żałował, że tu przyszedł. Nie sądził, że ktokolwiek będzie wypytywał o podstawy bezsenności. Inni jak symulowali bóle brzucha to nie byli specjalnie sprawdzani, prawda? Przynajmniej tak mówili w dormitorium. Carrowowi zrobiło się znacznie cieplej.
- Rozpraszają mnie nawet kroki zwierząt – stwierdził, nie dodając, że to głównie on się kręci po dormitorium – Nie, nie znam zaklęcia, a uczenie się go po ciemku w dormitorium może mieć efekty uboczne, które niekoniecznie będą dla wszystkich satysfakcjonujące. Co jeśli wyciszę śpiącego kolegę, a on nie będzie nic mógł mówić przez kilka dni? – spytał, bo już wystarczająco był na cenzurowanym, żeby jeszcze u profesor Rowle tłumaczyć się z samowolki w pokoju.
- Może i chodzi o stres – westchnął – Dźwięki tylko pobudzają moje koszmary albo już się przyzwyczaiłem do małej ilości snu, ale jak i nawet jej nie mogę osiągnąć przez taki czas… – dodał, bo przecież przyszedł po eliksir! Nie chciał tłumaczyć żadnej ze swoich sytuacji. Brat powinien mu ukręcić łeb. Mógł milczeć. Może jakby poprosił kogoś z zewnątrz to dostarczyłby mu eliksir? Ale kogo? Ojca? Dobre żarty.
Ignacy wcale nie podejrzewał go o symulowanie i co więcej, kiedy uczniowie przychodzili do niego z bólem brzucha czy głowy, też wcale nie dawał im leków z marszu. Trzeba było poznać powody dolegliwości, a nie tylko zaleczyć symptomy. Szczególnie, że te Perseusza nie wymagały natychmiastowej interwencji - bez podania leków natychmiast, jego stan nie pogorszy się raczej w ciągu najbliższego kwadransa.
- W dzień masz równie dużo czasu do nauczenia się zaklęcia. - przypomniał mu, bo w żadnym wypadku nie sugerował, że chłopak powinien uczyć się go w ciemnym dormitorium.
- Jeśli potrzebujesz z tym pomocy, zawsze możesz przyjść i zapytać. Albo wybrać się do profesorów - wątpię, żeby którykolwiek odmówił. - dodał.
- Nie mam wątpliwości co do tego, że trzeba będzie nad tym popracować. Dziś mogę dać ci eliksir usypiający, ale na dłuższą metę podawanie go nie stanowi żadnego rozwiązania - chcę, żebyś miał tego świadomość. - przypomniał mu poważnym tonem.
Stron: 1 2