Mortis - Czarodzieje 1938

Pełna wersja: Będziesz moją jedyną | Cordelia i Timothy
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4

Pub Pod Trzema Miotłami; 10 styczeń 1938r.


Czy kobiety nigdy nie potrafiły przyjść punktualnie? Nawet musiał czekać na swoją własną, cholerną narzeczoną?!
Tak. Timothy Burke był wściekły jak osa, kiedy ktoś, z kim był umówiony nie pojawiał się o wyznaczonej godzinie. Z początku siedział w Pubie Pod Trzema Miotłami w spokoju czekając, aż Cordelia przyjdzie porozmawiać z nim na tematy związane z ich ślubem. Szczerze, miał w głębokim poważaniu całe te zamieszanie wokół tej uroczystości i w żadnych przygotowaniach nie miał zamiaru brać udziału.
Z biegiem czasu mijały kolejne minuty, a Burke był coraz bardziej niezadowolony z faktu, że musi bezczynnie czekać. Nie wiedząc nawet kiedy przed nim postawiona została przez barmana szklanka i butelka z ognistą whisky, która po niedługim czasie stała się pusta, a Timothy był nieźle wstawiony. Na domiar złego - próbował dobrać się do kolejnej butelki whisky. Szło mu to dość marnie zważywszy na to, że nie bardzo potrafił się skupić na nie rozlaniu alkoholu po całym stoliku.
W końcu jednak w pubie pojawiła się Malfoy, którą Timothy dostrzegł z niemałym opóźnieniem. Jakimś cudem wstał z ławy i potykając się o własne nogi podszedł do niej, aby złapać ją za rękę.
- Jest i ona! Moja piękna narzeczona! - odezwał się pewnie za głośno, ale nie zwracał na to w tej chwili uwagi. Wyszczerzył się za to głupio jakby był wielce zadowolony z komplementu.

Cordelia nie spodziewała się, że całe to zamieszanie związane ze ślubem pojawi się w jej życiu tak szybko. Rodzinna obraza i złość odeszła w zapomnienie bo bardziej istotne od wytykania pannie Malfoy jej młodzieńczych błędów okazało się organizowanie ślubu i wesela na miarę Malfoyow, a przy tym także zapewnienie sobie idealnej wymówki takiegoż pośpiechu. Rodzice nie wyznaczyli wszakże jeszcze konkretnej daty, ale Delia była pewna, że ni matka, ni ojciec nie dadzą jej dodatkowego czasu na pogodzenie się z myślą, iż wkrótce zostanie żoną. Momentami okropnie ją to wszystko bawiło: ta bieganina, zdenerwowanie i ustalanie listy gości, ale doskonale wiedziała, że nawet na moment nie może wyjść z roli, którą sama sobie wybrała, tchórząc przed nieznanym. Zakupy stały się dla niej codziennością, i każdego dnia budziła się z obawą, że to właśnie ten moment, w którym będzie musiała wybrać się po suknie ślubną. Czasami miała nawet nocne koszmary z białą kreacją w roli głównej. W odwiedzaniu przeróżnych sklepów zwykła towarzyszyć jej matka, ale teraz, gdy praktycznie cała rodzina miała na głowie odkręcanie bałaganu zrobionego przez Cordelię i Timothy'ego, towarzyszką w zakupach została była guwernantka panienki Malfoy, która wlokła się za nią od sklepu do sklepu, co chwila mówiła do samej siebie i ogólnie rzecz biorąc należała do niesamowicie irytujących i flegmatycznych osób. Delia nie powiedziała jej nawet o spotkaniu z paniczem Burkiem, wiedząc, że stara kobieta będzie owym faktem na tyle podekscytowana, że wciąż będzie paplać jej do ucha o jednym i tym samym. Spacerowały od sklepu do sklepu, a kiedy u Derwisza i Bangesa spędziła o trzy kwadranse za dużo niżby się tego spodziewała, klęła już w myślach na cały świat.
Korzystając z tego, że guwernantka ustala ze sprzedawcą szczegóły dotyczące dostawy, wymknęła się ze sklepu i podreptała w stronę tutejszego pubu, zerkając na zegarek w kieszeni płaszcza i znowu wypuszczając z ust krótką wiązankę przekleństw. Dotarłszy do lokalu obrzuciła spojrzeniem pomieszczenie, i już prawie podreptała w stronę barmana by zapytać O Timothy’ego, kiedy to pan narzeczony zmaterializował się tuż przed nią, informując przy okazji połowę pubu o jej obecności. Ująwszy jego dłoń, uniosła brew ku górę nie kryjąc swojego zaskoczenia.

- Nie drzyj się, Timothy - jęknęła cicho, ignorując wszystkie ciekawskie spojrzenia, które zdążyły zawędrować w ich stronę - Była okropna kolejka, a na dodatek nie umiałam zgubić tego przeklętego babska.... - westchnęła z irytacją, urywając na moment by przyjrzeć mu się uważnie i prychnąć cicho pod nosem - Na Merlina, w jakim ty jesteś stanie....

Timothy w ogóle nie wyobrażał sobie, że mógłby spędzać tyle czasu na zakupach. Oczywiście, kiedyś chodził po sklepach na Pokątnej z Margaret, ale tylko wtedy kiedy nabroił i w ten sposób chciał przeprosić siostrę. Dobrowolne zakupy były istną katorgą.
Timothy był pijany i nie za bardzo kontrolował to co robi, a tym bardziej co mówi. Może gdyby wypił zdecydowanie mniej ogniste whisky byłby w stanie przynajmniej na chwilę przejrzeć na oczy i zrozumieć, że Cordelia nie da mu żyć po tym wybryku. Teraz jednak niczym takim się nie przejmował.
Zbliżył się do niej na tyle mocno, że wyraźnie mogła poczuć jego oddech przesiąknięty alkoholem, a chwilę później ciepłe usta na policzku. Nie było jednak pewności, czy od początku właśnie to miejsce obrał sobie na złożenie pocałunku.
- Niech zazdroszczą mi ślicznej narzeczonej. - szczerzył się dalej, ciągnąc dziewczynę do wcześniej zajmowanego przed niego stolika. Aktualnie niewiele robił sobie ze spojrzeń ludzi w pubie.
- Spóźniłaś się. - burknął jakby to było wytłumaczeniem na jego obecny stan.

Panna Malfoy zdecydowanie nie spodziewała się zastać Timothy'ego w takim właśnie stanie. W biały dzień, w Trzech Miotłach, w wiosce zaraz obok Hogwartu? Na Merlina, mieli przecież omówić kwestię weselnych gości, a tymczasem Burke zalał się w trupa! Inaczej tego nie można było nazwać, a kiedy przybliżył się do niej na tyle, by mogła spokojnie wyczuć od niego woń alkoholu, pozostało jej już tylko pokręcić z niedowierzaniem głową. Znowu parsknęła śmiechem, gdy po raz kolejny zaczął ją komplementować. Och, już chciała widzieć jego minę, gdy mu to wypomni. Nadszedł jej czas na pastwienie się nad skacowanym.

– Nie musisz chwalić się całym Miotłom. – mruknęła z rozbawieniem, idąc z nim do stolika, po którego blacie idealnie było można zaobserwować, co robił Timothy, kiedy musiał na nią czekać. Westchnęła ciężko i pokręciła głową, siadając na jednym z krzeseł.

– Spóźniłam. Ale pół godziny, tymczasem ty wyglądasz jakbyś pił całą noc... – zauważyła, patrząc na niego wzrokiem pełnym powątpiewania i rozbawienia jednocześnie – Widziałeś się w ogóle w lustrze? Timmy, jesteś kompletnie pijany...

Sam Timothy nie do końca był chyba w stanie zrozumień jak doszło do tego, że zaczął pochłaniać tak ogromne ilości whisky, w tak krótkich czasie. Nie mogło się to skończyć inaczej, niż całkowitym upiciem. Cordelia miała szczęście, że Burke dawał radę stać jeszcze na nogach i jako tako z nią rozmawiać! Kilkanaście minut spóźnienia więcej i nie wiadomo w jakim stanie mogłaby go znaleźć.
Podobno pod wpływem alkoholu ludzie wygadywali przeróżne głupoty, ale też pokazywali swoje prawdziwe uczucia i myśli. Jak było w tym wypadku?
- Ale mogę. - mruknął wyraźnie oburzony tym, że Delia nie pozwala mu pozachwycać się swoją własną narzeczoną.
- Nie było cię dłużej. - burczał dalej pod nosem próbując nalać sobie kolejną porcję whisky.

Cordelia naprawdę była aktualnie w na tyle dużym zaskoczeniu, że nie zamierzała jak na razie prawić Timothy'emu morałów. Wiedziała, do czego jest zdolny, ale na Merlina, nie spodziewała, że jej spóźnienie może się skończyć tym, że jej własny narzeczony upije się w pubie w biały dzień, prawie że do nieprzytomności. Dostrzegając butelkę na stoliku obok której stała druga, kompletnie pusta, westchnęła głośno i wywróciła oczami, nie chcąc kłócić się z Burkiem o to, że zwyczajnie nie wypada, by oznajmiał całemu Hogsmeade, że jego, tego nawalonego młodzieńca narzeczoną właśnie jest. Nie mówiąc już o tym, że komplementowanie całkowicie nie leżało w jego naturze, a tym bardziej komplementowanie jej.

– O ile dłużej? Dziesięć minut? – uniosła brew ku górze z powątpiewaniem, a kiedy Burke chwycił za butelkę, sprawnie mu ją zabrała – Chyba sobie żartujesz, koniec z piciem. Wszyscy się na nas gapią, Timmy... – jęknęła cicho, odstawiając flaszkę na drugi koniec stołu – Mieliśmy ustalać listę gości, a ty jesteś kompletnie pijany...

Cordelia powinna być szczęśliwa, że Burke po pijaku nie przygruchał do siebie żadnej panienki, co za czasów kawalerstwa robił notorycznie. Pijany, w pubie z panienką u boku, w biały dzień - dopiero byłby wstyd na całe miasto! Tym bardziej, że wszyscy wiedzieli już o tym, że Burke i Malfoy byli zaręczeni.
- No i co w związku z tym? - spojrzał na nią spod półprzymkniętych powiek, kiedy zabrała mu butelkę z whisky. Nachylił się, żeby odebrać swoją własność, kiedy to zakręciło mu się w głowie przez co wylądował twarzą tuż przy jej szyi.
Westchnął ciężko i wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem.
- Ładnie pachniesz, Cordi. - wymruczał już nieco wyraźniej. - Zawsze podobały mi się twoje perfumy. - komplementował dalej, jak gdyby nigdy nic z nosem przyklejonym do jej szyi.

Timothy nie chciałby widzieć wyrazu twarzy Cordelii, gdyby ta przyłapała go na jednym z tych jego całkowicie nieodpowiedzialnych i nietaktownych, młodzieńczych zachowań, od których jeszcze nie tak dawno wcale nie stronił. Zdecydowanie wystarczało jej plotek i zawirowań w swoim życiu, związanych głównie z jej stanem cywilnym. Ostatnie czego chciała to jakakolwiek afera spowodowana przez lekkomyślność jej przyszłego męża.

– To w związku z tym, że nie pijesz już więcej. Co ci, kurwa, strzeliło do głowy? Jest jedenasta rano. – syknęła cicho, piorunując go wzrokiem. Kiedy wylądował tuż na niej, westchnęła cicho, mrugając wpierw zaskoczona, a potem parskając cichym śmiechem.

– Widzisz? O tym właśnie mówię. – stwierdziła rozbawiona, a kiedy to Burke zaczął mruczeć przy jej szyi, zmarszczyła brwi i znów roześmiała się niekontrolowanie. Niemożliwe, postradał zmysły! Wiedziała, że ognista potrafi płatać ludziom figla, ale na Merlina, nie spodziewałaby się takiego obrotu spraw.

– Kolejny dowód na to, że już ci wystarczy. – mruknęła roześmiana, bardziej do samej siebie niż do niego. Zaraz potem odsunęła go od swojej szyi i przesunęła się nieco krzesłem w kąt pomieszczenia, przez co stali się nieco mniej widoczni dla reszty klienteli Trzech Mioteł.
– Nie możesz przylegać do mojej szyi w miejscu publicznym... – skarciła go, starając się pohamować własne rozbawienie.

Mimo wszystko, Timothy'ego nie kusiło jak na razie prowadzenie się z innymi panienkami. Być może nawet po pijaku gdzieś z tyłu głowy miał myśl, że oficjalnie posiadał już narzeczoną i najzwyczajniej w świecie nie wypadało spotykać się z innymi panienkami w miejscach publicznych. Poza tym w dalszym ciągu pamiętał złość Cordelii, kiedy nakryła go na Nokturnie. Naprawdę wyglądała wtedy jakby była urażona tym, że Burke flirtował z kimś innym.
- Oh już się tak nie złość. - mruknął, przeczesując dłonią swoją przydługą już grzywkę. - Podobno złość piękności szkodzi. - dorzucił "mądrze".
- Taka prawda! - znów się oburzył, kiedy Cordelia nie chciała mu uwierzyć.
- Właśnie, że mogę. Nie zabronisz mi. - wyburczał i na potwierdzenie swych słów znów się do niej zbliżył, aby przysunąć swoją twarz do jej szyi. Przesunął nosem pod jej uchem i krótko mruknął zadowolony.

Całą „wolność” Burke'a ograniczał przede wszystkim fakt posiadania narzeczonej, i Cordelia wiedziała, że w tejże sytuacji, Timothy narażałby się zbyt bardzo gdyby wciąż były mu w głowie jakieś obce pannice. Może i mężczyznom wolno było więcej, ale doskonale wiadomym było, że Timothy musiał mieć się na baczności, by szanowny pan Malfoy nie chciał naprawdę zrobić mu krzywdy, zważywszy na różne ekscesy w życiu młodego Burke'a, a także powszechną opinie, że to Septimus Malfoy wyciąga miłosierną dłoń ku Philemonowi.
Po raz kolejny parsknęła śmiechem, gdy zaczął snuć te swoje życiowe mądrości i zarzekać się, że najświętszą prawdą jest jego zachwyt nad jej perfumami. Naprawdę bawiło ją oglądanie Burke'a w takim stanie. Póki jednak przestał się wydzierać, nie zamierzała prawić mu kazań, dochodząc do wniosku, że dużo zabawniej będzie się z nim przekomarzać.

– Zabronię. – odpowiedziała z uśmiechem, a kiedy znów się do niej przybliżył, zachichotała cicho, wplatając delikatnie palce jednej dłoni w jego włosy.
– Przestań już, to nieprzyzwoite. – wymamrotała. Jeszcze zauważyłby ją któryś z dawnych nauczycieli z Hogwartu, i co wtedy?!

Stron: 1 2 3 4