Mortis - Czarodzieje 1939
Dziurawy Kocioł, pub - Wersja do druku

+- Mortis - Czarodzieje 1939 (https://mortis.org.pl)
+-- Dział: Rozgrywka fabularna (https://mortis.org.pl/forumdisplay.php?fid=8)
+--- Dział: Londyn (https://mortis.org.pl/forumdisplay.php?fid=38)
+---- Dział: Charing Cross Road (https://mortis.org.pl/forumdisplay.php?fid=50)
+---- Wątek: Dziurawy Kocioł, pub (/showthread.php?tid=1717)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17


Dziurawy Kocioł, pub - Administrator fabularny - 24-12-2015

Dziurawy Kocioł


– pub, gospoda –
Adres: Charing Cross Road, Westminster, Londyn, Anglia



[Obrazek: UxiE2oI.jpg]

Najstarszy pub w całym Londynie, będący tak naprawdę łącznikiem świata mugolskiego z czarodziejskim. To na jego tyłach znajduje się przejście na ulicę Pokątną, a w jego murach czarodzieje mogą znaleźć nie tylko dobre trunki czy posiłki, ale także nocleg na wypadek przymusowego zatrzymania się w tej części miasta. Lokal z zewnątrz wygląda jak opuszczony sklep, dzięki czemu nie wzbudza zainteresowania mugoli. Pub, oprócz pełnienia standardowych funkcji, jest również niewielkim hotelikiem. Zjawiający się w tym miejscu czarodzieje zainteresowani są jednak najbardziej przejściem do magicznej dzielnicy Londynu, znajdującym się na zapleczu.

Pub jest bardzo przestronny i czysty, w porównaniu z podobnymi lokalami prowadzącymi przez czarodziejów. W dwóch rzędach ustawiono ciężkie drewniane stoły i ławy, zaś w bocznych wnękach znajdują się mniejsze stoliki otoczone krzesłami, dla osób pragnących odrobiny prywatności. Spomiędzy drewnianych beli ozdabiających sufit wystają ogromne żyrandole o prostej konstrukcji, rozświetlające pomieszczenie. Na kamiennych ścianach wisi ogrom obrazów o różnej tematyce. Przy długim barze można zamówić wszelkiego rodzaju napoje, a także syte posiłki. Obok znajdują się drzwi prowadzące do niewielkiego gabinetu właściciela lokalu. Pod schodami prowadzącymi na piętro, gdzie znajdują się pokoje, umiejscowione jest zejście do piwnicy.

Pokoje gościnne nie są duże, lecz bez problemu można się w nich poruszać. Wystrój pozostawia nieco do życzenia, ale zaspokaja podstawowe potrzeby użytkowników: w każdym pokoju znajdują się wygodne łóżka, od dwóch do czterech sztuk na pokój, szafa na ubrania z dębowego polerowanego drewna oraz niewielki kominek zapewniający ciepło w pomieszczeniu.


Właściciel: Mazikeen McQueen
Pracownicy: Mazikeen McQueen (barmanka), postacie NPC



Dania firmowe
➛ DZIURAWA ZUPA [mały kociołek]
(firmowa zupa na wywarze warzywnym)
➛ DZIURAWA DOMOWA ZUPA [mały kociołek]
(firmowa zupa na wywarze warzywnym z makaronem i kromką chlebka)
12ʛ
➛ DOMOWA ZUPA [mały kociołek]
(firmowa zupa na wywarze mięsnym)
➛ DOMOWA DZIURAWA ZUPA [mały kociołek]
(firmowa zupa na wywarze mięsnym z makaronem i kromką chlebka)
15ʛ
➛ ZUPA [mały kociołek]
(zwykła, bezsmakowa zupa na bazie mąki)
➛ ZUPA ZUPA ZUPA [mały kociołek]
(zupa na bazie mąki z ostrymi przyprawami)
Posiłki
➛ ZUPA GROSZKOWA [jedna miska]
(podawana z boczkiem, bulgocze gdy jest gorąca, po wystygnięciu wybucha)
➛ FLACZKI GUMOCHŁONA [jedna porcja]
(wijące się i syczące flaczki, które uciekają z talerza)
➛ NIESZCZELNY KRUPNIK [jedna miska]
(podawany na specjalnym talerzu, zapobiegającym przeciekanie zupy)
➛ MARYNOWANE WĘGORZE [jedna porcja]
(podawane z buraczkowymi ziemniaczkami wijące się po talerzu węgorze)
➛ ROSÓŁ ZE SZCZUROSZCZETA [jedna miska]
(tłusty, podawany z ugotowanym udkiem szczuroszczeta)
➛ UPOLOWANE CIASTO [jedna porcja]
(zapieczona w cieście dziczyzna z odrobiną serka wiejskiego na boku)
10ʛ
Drinki firmowe
➛ PTASI POMIOT [kieliszek]
(po wypiciu jednego wyrasta dziób; po dwóch pod rząd ptasi ogon; a po trzech obrasta się piórami)
➛ HUNGREE [kieliszek]
(po wypiciu tego drinka ma się ogromny apetyt, a żołądek wydaje się nie mieć dna; by chociaż trochę zaspokoić głód należy zjeść minimum dwa posiłki)
Alkohole
➛ STARA OGNISTA WHISKY OGDENA [pół szklanki]
(wysokoprocentowa, stuletnia whisky, jej zażycie nie grozi zionięciem ogniem)
➛ BRANDY [pół szklanki]
(wysokoprocentowa wódka na bazie winogron)
➛ RYBNE ZIELONE PIWO [kufel]
(niskoprocentowe, na bazie rybich jajek, które pękają podczas picia)
➛ PIWO [kufel]
(ciemne lub jasne)
➛ RUM PORZECZKOWY [pół szklanki]
(wysokoprocentowy rum o smaku porzeczkowym)
➛ GRZANY MIÓD [kufel]
(na bazie miodu lipowego)
Napoje
➛ KAWA [duży kubek]
(czarna lub z zimnym mlekiem)
➛ HERBATA [filiżanka]
(czarna, czerwona lub zielona do wyboru)
➛ GAZOWANY SOK POMARAŃCZOWY [szklanka]
(sok z pomarańczy wymieszany z magicznie gazowaną wodą księżycową)
➛ WODA MIĘTOWA [szklanka]
(wywar z zaparzonej w wodzie książycowej mięty, z listkami ziół w środku)
Usługi
➛ NOCLEG WĘDROWCA [jedna noc, za osobę]
(nocleg w sali z innymi)
➛ NOCLEG SŁUŻBOWY [jedna noc, za pokój]
(nocleg w pokoju z pojedynczym łóżkiem)
12ʛ
➛ NOCLEG GRUPOWY [jedna noc, za osobę]
(nocleg w pokoju z pojedynczymi łóżkami, od 2 do 4 osób)
10ʛ
➛ NOCLEG DLA DWOJGA [jedna noc, za pokój]
(nocleg w pokoju z podwójnym łóżkiem)
15ʛ




RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Shirley Olisadebe - 17-02-2017

Idąc w stronę Pokątnej, zatrzymał się przed przyciskami w Dziurawym Kotle. Interesujące. Zabawy z literkami wydawały się zawsze łatwiejsze, ale Shirley nie miał do tego głowy. Gapiąc się w nie bezmyślnie, zobaczył ślimaczka. Co mu szkodzi spróbować? Rozejrzał się, czy aby nikt nie patrzy i dla pewności przysłonił przyciski dłonią, jakby miał wklepywać pin w bankomacie ustawionym w podejrzanym miejscu.
S S T U H A C Y N
Cóż się stanie? Miał nadzieję, że nic nie wybuchnie mu w twarz. Chciał jednak mieć ją na miejscu. Słabo by było stracić ją akurat teraz, bo w każdej chwili wpadnie jakiś czystokrwisty i się będzie śmiał. A wtedy dojdzie do naparzanka. Na pewno. Hm. A może właśnie to było rozwiązanie zagadki? Naparzanko w przyciski?


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Mistrz Gry - 17-02-2017

Nie wydarzyło się nic, ale zaobserwowałeś, że po wciśnięciu przyciski wracają na swoje miejsce. Być może niektórych liter można było użyć wielokrotnie.


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Shirley Olisadebe - 17-02-2017

Obserwował uważnie guziczki. Może jednak nie o to chodziło. Ale ślimak wciąż wirował mu w głowie. Skądś go zna. Czyżby znowu włoska krew dawała o sobie znać? Ślimak w jego języku to chiocciola. Cóż jeszcze brzmi tak mięciutko? Fibonacci. I tysiące innych słów. Skąd kojarzył to nazwisko? Przypomniał mu się jakiś typ, oczywiście Włoch, któremu na imię było również Leonardo. W dodatku ten tutaj przebywał w Afryce ze swoim ojcem. No i to był ten ktoś od ślimaczka. Może to był jakiś słynny badacz zwierząt?
Czas wklikiwać.
F I B O N A (chwila zawahania) C(lewe) C(prawe) I
Czy teraz się udało? Czy Shirlej był geniuszem?


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Mistrz Gry - 17-02-2017

Coś zazgrzytało, tablica wchłonęła się w ścianę i zniknęła na dobre. Wtedy poczułeś w dłoni żeton z kolejnym punktem.


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Shirley Olisadebe - 17-02-2017

Tak. Szirlej był geniuszem. Cholernym geniuszem. Czuł się teraz bardzo dobrze, bo włosko. Wrzucił żetonik do melonika. Miał już dwa. Wygraną ma praktycznie w kieszeni. Ten typ, którego widział przy poprzedniej zagadce nie wyglądał na bystrego, ale wciąż liczył na naparzanko.
Shirley zmotywowany był do dalszego działania. Przeszedł dumnie przez pub idąc na Pokątną. Kiedy murek otwierał się i stawiał pierwsze kroki w magicznej dzielnicy, mruknął jeszcze.
Fibonacci, puttane.
Ta noc należała do niego. Trochę śmieszne, że to akurat Walentynki, a on był zainteresowany kobietami tak bardzo, jak pisankami w Boże Narodzenie.

z/t


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Vela Avery - 24-04-2017

20.04.1935

Ślub, biała sukienka, goście, ten jedyny do końca życia, dzieci, wnuki i na końcu śmierć, wszystko przy ogólnej akceptacji rodziny. Taka historia satysfakcjonowała wiele jej szkolnych znajomych. Współlokatorki całymi nocami umiały paplać tylko o tym, jaki kolor będzie miała sukienka, a jaki krój, czy wybierze róże, czy piwonie, czy podadzą królika w buraczkach, a może pieczonego dzika. Vela nigdy nie potrafiła tego zrozumieć, w jej oczach wizja ślubu była obowiązkiem, czymś pomiędzy wieczornym myciem zębów, a nie przynoszeniem wstydu rodzinie. Nie było tam miejsca na szczęście, a przynajmniej w zimnym, wyrachowanym społeczeństwie brytyjskich czarodziei, gdzie każdy przejmował się tylko przyszłymi korzyściami.
Westchnęła cicho, delikatnie gładząc metalową głowę smoka, owiniętego o jej nadgarstek. Jeszcze raz spojrzała w lustro, twarz miała bez wyrazu, równie bladą co zwykle. Włosy jakby zmęczone życiem, leżały nędznie na głowie, tylko niewielki fragment o ciemnym kolorze, starał się jeszcze udawać, że żyj, nikt mu jednak nie wierzył.
- Idealna Panna Młoda.- Mruknęła ironicznie wpatrując się w swoje surowe oblicze.
Czy naprawdę musiała tam iść? Usta wykrzywiły jej się w ironicznym uśmieszku kiedy, zastanawiała się czy zauważono by jej nieobecność przed ołtarzem, na szczęście to jeszcze nie był ślub, a jedynie “pierwsza randka” z już ściśle określonym finiszem.
Kolejne westchnięcie, jak tak dalej pójdzie to przez ten “życiowy sukces” wejdzie jej to w nawyk.
Poprawiła czarną, koronkową sukienkę, karcącym spojrzeniem obrzuciła lakierki, aby upewnić się, czy nie ma na nich choćby mikroskopijnych śladów kurzu. Kiedy wszystko wyglądało jakoś, podniosła głowę, uderzyła się dłonią w sam czubek, mrucząc coś pod nosem o ogarnięciu swojej dupy, po czym opuściła swoje mieszkanie.
Drogę do Dziurawego Kotła przeszła na piechotę, nie śpieszyła się, wręcz zmuszała się do zatrzymywania się pod każdą z mijanych witryn, przez chwilę musiała się przekonywać, że przeprowadzenie jakiejś mugolki przez ulice to już lekka przesada, obrzydliwe i w ogóle fuj. Więc ruszyła dalej przed siebie.
Magiczny bar nagle wyrósł przed nią, przez głowę przeszła jej myśl, czy by nie uciec, pójść dalej prosto, wrócić do Rumunii i udawać, że nigdy jej tu nie było. W końcu jednak zdecydowała się przekroczyć próg.
Niepewnie rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu Leona Ollivandera. W sumie nie wiedziała, kogo powinna się spodziewać, dlatego zamiast w stronę stolików i potencjalnego męża, podeszła do baru po szklankę ognistej. Sącząc ją powoli rozejrzała się dookoła.


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Leon H. Ollivander - 24-04-2017

W końcu przyszedł ten list, którego spodziewałem się od, przynajmniej, roku. Na parapecie przystanęła sowa mojego ojca. Mirabelle. Nigdy nie przynosiła zbyt dobrych wieści. Nie byliśmy z ojcem w najlepszych kontaktach odkąd zdecydowałem nie przejąć rodzinnego interesu. Przez to właśnie najbardziej czułem się zobowiązany wobec mojej rodziny oraz rodowego nazwiska. Byłem wdzięczny za samą możliwość bycia tym, kim jestem. Rodzice nie robili większych problemów, tylko dali mi do zrozumienia, że nie są zadowoleni. Takie życie, dzięki temu zobaczyłem, ile zobaczyłem. Przyszedł czas by spłacić dług. Aż wspomniałem słowa Aley kilkanaście dni temu. Powinienem ubrać się elegancko, problem w tym, że robiłem to zawsze. Postarałem się po prostu wybrać coś nadzwyczajnego z mojej garderoby. Postanowiłem porzucić moją kamizelkę na rzecz białej koszuli zapiętej na guziki kształtu krzyży. Tym razem bez krawata. Płaszcz również mniej wzorzysty, lecz o zupełnie innym kroju niż noszę w standardzie (wizualizacja).
Co też mi tam tato wybrałeś. Tylko nie Black… - przewróciłem oczami do lustra.
Poprawiłem lekko fryzurę, upewniłem się, że zarost też jest w porządku. Przed wyjściem wypastowałem jeszcze buty. Przekazałem Kashmirowi wiadomość dla ojca, że się stawię. W tym akurat miałem bardzo mały wybór. Spojrzałem jeszcze na miejsce spotkania.
Dziurawy Kocioł, naprawdę..? - westchnąłem ociężale.
To nie jest miejsce na zaręczyny, co oni sobie myślą? Definitywnie takie rzeczy powinni pozostawić mnie. Może chociaż tyle będę mieć wkładu. Wyszedłem z mieszkania w ponurym humorze i dość pospiesznym krokiem. Nie chciałem się spóźnić.
Wchodząc do pubu rozejrzałem się pobieżnie, chwilowo nikogo nie dostrzegając. W końcu przyjemnie by było gdyby chociaż załączyli jakiś opis. Podszedłem do baru, zamawiając pierwszą kolejkę szkockiej. Traf chciał, że obok mnie stała również jakaś dziewczyna. Uśmiechnąłem się delikatnie, unosząc szklankę.
Długi dzień..?


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Vela Avery - 24-04-2017

Bursztynowy płyn powoli znikał z dna szklanki, zbyt szybko, a ona nadal była zbyt trzeźwa, jak na nową przygodę, którą zgotował jej los. Czy jeszcze jeden kieliszek to zbyt dużo? Chyba nie powinna śmierdzieć alkoholem, dodatkowo tak wybitnie nie damskim przy potencjalnym mężu? Chociaż może gdyby zaczęła tak odpychająco, to nie trzeba było by jej gburowatego charakteru, żeby niedoszły małżonek uciekł z krzykiem?
Brzmiało to nad wyraz zachęcająco, jednak nie tego wymagało się od siostry głowy rodu, ona powinna się pięknie uśmiechać, dobrze prezentować się w balowych sukniach, mieć anielski głos, dobre maniery, być kochana przez arystokrację i nie odzywać się niepytaną. Ktoś musiał zrobić sobie z rodu Averych niezwykle udany żart, dając im córkę taką jak Vela. O graci słonia w składzie porcelany, awersji do uśmiechania się, posiadającej własne zdanie, które często zanim głowa dwa razy zastanowi się nad jego sensownością wypada z prędkością kuli armatniej, no po prostu idealna żona szanującego się arystokraty.
Uświadamiając sobie to wszystko, już miała odwrócić się po następną szklankę, kiedy usłyszała z boku czyjś głos. Nieszczęśliwa, przeniosła wzrok z młodego barmana i skupiła go na starszym mężczyźnie, który sączył właśnie własną porcję whisky. Zmierzyła go błękitnymi ślepiami, czy wyglądała na kogoś kto lubi o swoich problemach opowiadać przypadkowym mężczyznom, nie była aż tak żałosna, chyba?
Przyjrzała mu się, schludny, trochę jak na jej mniemanie zbyt, fikuśny płaszcz, wszystko idealnie dobrane, no po prostu pan na zamku, tylko jeden element nie pasował, blizna, na której wzrok byłej Ślizgonki skupił się na trochę zbyt długo. Uświadamiając sobie to towarzyskie faux pas, szybko odwróciła twarz znowu w stronę gości.
Nie miała zamiaru się odzywać, nigdy nie czuła potrzeby gadania z ludźmi, wolała rozmowę ze smokami, co prawda nie dawały dobrych rad, ale kiedy słyszały, jakie głupoty gadasz, próbowały zrobić z ciebie kupkę popiołu, a to pomagało znaleźć dobry kierunek, dla swoich przyszłych kroków. Coś jednak nie dawało jej spokoju i po minucie niezręcznej ciszy odezwała się.
- Ta, a to jeszcze nie koniec.- Może jednak, jeszcze mała szklaneczka jej nie zaszkodzi, niedługo będzie musiała sobie odpuścić wszystkie przyjemności życia codziennego, w ramach swego panieństwa powinna mieć więc szansę na jakieś małe szczęście.
- Jeszcze jedną poproszę.- Powiedziała do barmana i już po chwili, sączyła kolejną porcję, a jej głupiego narzeczonego nie było, może jednak powinna przyjść z matką, wiedziałaby przynajmniej na kogo ma czekać.


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Leon H. Ollivander - 24-04-2017

Całe to spotkanie było okrutną pomyłką. Przynajmniej według mnie. Przede wszystkim, co sobie myśleli Ci zacni szlachcie, chcąc nas zeswatać akurat tutaj, kiedy Londyn ma o wiele lepsze miejsca do zaoferowania. Nie miałem nic przeciwko pubom, wręcz przeciwnie. Często w takowych przesiadywałem z różnych względów, aczkolwiek kolacja zaręczynowa tutaj? Spodziewałem się, że mój ojciec będzie mieć trochę więcej stylu, który myślałem, że odziedziczyłem po nim.
Przyglądałem się tej pięknej dziewczynie, która trochę tutaj nie pasowała. Przede wszystkim ubiorem. Do Dziurawego Kotła nikt raczej nie przychodził w koronkowych sukienkach oraz lakierkach. Była strasznie chudziutka. Trochę za chuda, jak na mój gust, lecz nie przyszedłem spoufalać się tutaj z kimkolwiek. Miałem szukać swojej przyszłej żony, która nawet nie wiedziałem, jak wygląda. Raz jeszcze chylę czoło przed moim ojcem za tak dokładne informacje. Nie uzyskując żadnej odpowiedzi na mój mały toast, po prostu zacząłem sączyć ze swojej szklanki bursztynowy płyn. Nie umknęło mojej uwadze to, jak przez dłuższy czas przyglądała się mojej bliźnie. Przynajmniej pod tym względem pasowałem do stałych bywalców tego przybytku. Nie miałem nic przeciwko, nie robiło mi to tak naprawdę różnicy. Zdarzało się to z każdą osobą, więc tylko delikatnie uniosłem kąciki ust ku górze, a by oszczędzić jej widoku postanowiłem rozejrzeć się po sali. Nadal nie widziałem nikogo, kto mógłby uchodzić za pannę Avery.
Mów mi o tym… To będzie naprawdę długi dzień. - westchnąłem pod nosem.
Dokończyłem swojego drinka, wskazują barmanowi, by podał dwa kolejne, dla dziewczyny również, na mój koszt. Tylko przelotnie się do niej uśmiechnąłem, po czym obróciłem się ze szklanką w dłoni w stronę sali, opierając się o blat plecami. Miałem ochotę zapalić, ale wolałem nie pachnieć tytoniem na pierwszym spotkaniu. Może to nie być zbyt dobrze odebrane zwłaszcza jeśli dziewczyna będzie niepaląca. Przyglądałem się wejściu oczekując mojej kobiety na dobre i na złe.
Zastanawiałem się, jaka może być. Jak to w ogóle ma wyglądać? Dla mnie to nie byłby taki duży problem ożenić się z kimś bez miłości. Szkoda mi było tylko trochę mojej wybranki, bo jak mniemam będzie młodsza ode mnie skoro oczekuje się syna. Irytowała mnie sama myśl o tym, że można tak oddać komuś swoją córkę, to chore. Bycie czarodziejem czystej krwi nie było zawsze usłane różami. Chociaż mamy dwudziesty wiek, nadal istnieją aranżowane pary. Czy dziewczyna będzie w stanie zaakceptować moją pracę? Styl bycia? W sumie to nie koniec świata. Upiłem jeszcze łyk z mojej szklanki. Zwróciłem wzrok na dziewczynę obok mnie.
Długi dzień, a panienka tak ładnie ubrana. Czyżbyś na kogoś czekała? - rozejrzałem się za jej potencjalnym kompanem, co by mi zaraz ktoś z rękoczynami nie wyskakiwał.


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Vela Avery - 24-04-2017

W oczekiwaniu na swoją zgubę, myśli Veli co chwilę zmieniały swoje ścieżki, raz zastanawiała się, czy mugole, którzy z natury gorzej przystosowani do życia, nie powinni budzić raczej współczucia, niźli nienawiści, czy wrogość do nich, nie były spowodowana większą wolnością tych istot. Nienawiść wszakże szerzyli czystokrwiści, którzy sami nie mieli władzy nad swoim losem, a otrzymywali ją, dopiero w momencie doczekania się własnego potomstwa, stawali się wówczas, panami losu swoich dzieci, mugole nie mieli takich problemów. Sami sobie morzem, sterem i okrętem. O ironio, że takie niepasujące myśli, przemykały się spokojnie w głowie, panienki Avery, która to rodzina szerzyła nienawiść do tych istot i wpajała ją swoim pociechom w każdej formie. Nie rozumiejąc tego, wolała traktować te stworzenia jak upośledzonych krewnych, którzy są i trzeba nauczyć się z nimi żyć.
Następnie przypomniała sobie o kupie papierzysk, piętrzącej się na jej biurku w ministerstwie, następnym wyjściu w teren, z którym wiązać będzie się kolejna dawka raportów, a poza tym ludzie, szeptali, że trzeba będzie wysłać kogoś tych wyżej by zdać zaległy raport kwartalny, za pierwsze trzy miesiące roku, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że to właśnie ona dostanie to zaszczytne zadanie.
Kolejna myśl została zagłuszona przez słowa jej towarzysza udręki. Więc nie tylko ona przegrała z losem w kości? Czy dobre wychowanie wymagało, zapytania się jaka straszna przyszłość go czeka? Chyba nie, dobre wychowanie wymagało udawać, że wszystko jest w porządku i cały świat zachowuje się tak jak powinien.
- Żeby ten dzień się już skończył.- Wzniosła cichy toast, podnosząc lekko drinka do góry i stukając się z niewidzialnym kieliszkiem losu, który musiał mieć z nich teraz dobry ubaw. Prawdopodobnie całą tą sytuację można by poplątać bardziej, szczęśliwy traf, mógłby zesłać do pubu przypadkową parę ludzi, z którymi Leon i Vela mogliby się pomylić, mogłaby wyjść z tego istnie szampańska komedia omyłek, nikt jednak nie wszedł, każdy zapatrzony jedynie w swój nos, miał nadzieje by ten wieczór skończył się jak najszybciej.
Nagle może pod przypływem spojrzenia ukradkowe skupionego na bransoletce, zastanowiła się nad tym co by było gdyby jej “Ukochany” zakazał jej pracy, twierdząc, że jest niebezpieczna i nie odpowiadająca kobiecie… byłyby to chyba jego ostatnie słowa, zanim spotkałby rogogona węgierskiego w sypialni.
[b]- Chyba nie planuje się pojawić? Byłaby to wielka szkoda, gdyby okazało się, że zdarzył mu się maleńki wypadeczek, straszna szkoda.-[b]- Ostatnie słowa wypowiedziała tylko do siebie.
Zmęczona wpatrywała się w drzwi, czy nie pojawienie się wybranego narzeczonego można uznać za złamanie kontraktu? Czy to znaczy, że będzie wolna? Przynajmniej do czasu niż kolejny, stetryczały pan szlachcic stanie w drzwiach z kryzysem wieku średniego i postanowi, znaleźć sobie, młodą, dobrze postawioną żonkę.


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Leon H. Ollivander - 24-04-2017

Minuty mijały, a nikt się nie pojawiał. Zacząłem już myśleć, jak powinienem to wszystko traktować. Szczerze, to nie wyobrażałem sobie takiego zaaranżowanego ślubu. Byłem w kropce, jak powinienem się zachować. Przecież nie przywitam się gorącym pocałunkiem, wyznając jej miłość. Te wszystkie pary zawsze wyglądały tak smutno. Trudno im się dziwić. Dwie osoby dopiero, co się poznają, a zaraz mają połączyć się na całe życie. Tym bardziej, że kobiety wychodziły na tym zazwyczaj o wiele gorzej. Nie sądziłem bym był złą partią, lecz na pewno znalazłyby się lepsze. Najbardziej bałem się tego, że będzie to młoda dziewczynka zaraz po szkole, dwa razy młodsza ode mnie. Jakbym miał to zrobić? Nie posądzam mojego ojca o takie konszachty, aczkolwiek miał powody by być trochę zdesperowany w aktualnej sytuacji.
Uniosłem również swoje szkło w niemym toaście, który zaproponowała moja towarzyszka niedoli. Nawet, jeśli nie był on do mnie, a do pana zwanym los. Czyżby moja narzeczona nie miała zamiaru się pojawić? Nie miałbym jej tego za złe. Rodzina Avery… Nie wiedziałem o nich zbyt wiele. Wiele lat podróżowałem w ogóle nie mając kontaktu z wielką brytanią, a teraz właściwie tylko zajmowałem się pracą. Nie uczestniczyłem w bankietach i tym podobnych. Szkoda mi było na to czasu. Wolałem porozmawiać z wampirami, poszukać wilkołaków i tym podobne. Czy było w tym coś złego? Miałem trochę nadziei, że moja przyszła żona nie jest taką, która marzy tylko o siedzeniu w domu w oczekiwaniu na mój powrót. Dobrze by było, by miała w sobie trochę ochoty do podróżowania. Musi mieć jakiś “pazur”.
Aż tak się cieszysz na to spotkanie, hmm? - zaśmiałem się na jej sarkastyczne komentarze - Ja osobiście mam nadzieję, że osobie na którą czekam nic się nie stało. W końcu nie jej wina, że musi się ze mną spotkać.
Dokończyłem bursztynowy płyn w swojej szklance, odstawiając ją na blat. Westchnąłem przeciągle rozmasowując brwi, które jak zwykle zacząłem już marszczyć. Sprawdziłem kieszonkowy zegarek, była już trochę spóźniona. Czyżby naprawdę miała się nie pojawić? To prawnie niemożliwe. W rodach szlacheckich można to potraktować jako zniewagę i tysiąc innych obelg. Może coś źle przeczytałem? Powinienem był wziąć ten list ze sobą.
Skoro nasi goście się nie pojawiają, a my już tak ładnie wyglądamy, co panienka powie na udanie się w bardziej eleganckie miejsce? Tutaj trochę odstajemy. Wyczuwam na sobie wrogie spojrzenia, chociaż może to kwestia tego, że pojawiłem się przy panience szybciej niż ktokolwiek inny. - spojrzałem na nią z lekkim uśmiechem - Jestem Leon.
Skinąłem jej głową na powitanie. Na ogół wysiliłbym się na całowanie dłoni i ukłony, aczkolwiek dama chyba nie była w humorze na takie przyjemności.


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Vela Avery - 24-04-2017

Siedząc tu jak wystawiona Trusia, Vela żałowała, że nie zna twarzy swojego Wybranka. Mogłaby w nią napluć i odejść z resztą zachowanej godności. Nie zrozumcie jej opacznie, nie chciała się z nim hajtać, nie bardzo chciała go nawet znać, był jej obojętny, ale jej kobieca duma, która raz po raz, zazwyczaj przez przypadek, dawała o sobie znać. Dumny głosem krzycząc, że żaden impertynent, cham i prostak nie będzie jej wystawiał do wiatru.
Oboje musieli wyglądać dość żałośnie, wpatrując się w zamknięte drzwi baru, z prawie wypitymi drinkami, w strojach, które, przynajmniej w przypadku panny Avery, nie należały do jej codziennej garderoby.
Nie zastanawiała się jaki będzie jej mąż, czy będzie stary, młody, w jej wieku. Z nieznanego sobie powodu spodziewała się jakiegoś starego dziadka, który świeżo owdowiał i już rozgląda się za kolejnymi korzystnymi, partiami. Poza oczywistą ohydą takiego związku, w takim układzie widziała jedną dużą korzyść, starszy pan raczej długo by nie pożył i cały wszechświat w końcu dałby jej upragniony spokój. Jako zamężna kobieta/wdowa nie musiałaby się już nigdy przejmować cudzym zdaniem, chyba, że smoka, ze zdaniem smoka wypada się liczyć, bo można skończyć jako pieczeń.
- Czy wyglądam jakbym się nie cieszyła, każda podobno o tym marzy? Stwierdzam jednak, że dla jego własnego dobra fizycznego i psychicznego, lepiej byłoby gdyby znalazł się gdzieś indziej. To się nazywa dobre serce albo jakoś tak.- Dokończyła i znowu przyłożyła szklankę do ust. Darmowy alkohol zawsze wchodził dobrze, więc wzięła głębszy łyk i tym razem mimowolnie spojrzała na swojego rozmówcę. Było w nim coś niebezpiecznego, jakaś dziwna zdolność ciągnięcia ją za język, której pewnie sam nawet nie był świadom. Niebezpieczny typ, przeszło jej przez myśl i jeszcze raz przyjrzała się jego twarzy.
- Bardzo uprzejme, z pańskiej strony, ale nie jestem pewna, czy nadaję się do lepszego lokalu. Prawdopodobnie musiałby się potem pan za mnie wstydzić, tutaj lepiej pasuje, poza tym, jeszcze ten idiota się pokaże i cały misterny plan mamusi, strzeli w łeb.- Wzięła ostatni łyk ognistej, która jednak nie zagrzała długo miejsca w jej ustach. Kiedy mężczyzna przedstawił się jej, cały drogocenny trunek z siłą smoczego płomienia, został wypluty na podłogę przed jej twarzą. Zdezorientowana spojrzała na mężczyznę, a po chwili wypaliła.
- Ollivander… ja pierdolę.- Zaklęła na cały lokal, aż kilka ciekawskich głów wygięło się w ich stronę. Dopiero teraz uświadomiła sobie co powiedziała.- Przepraszam… o kurwa. To ja lepiej zamilknę. Vela Avery.- Dodała tylko i szybko obróciła się do barmana po kolejny trunek. To będzie długa noc.


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Leon H. Ollivander - 24-04-2017

W momencie, w którym dziewczyna zaczęła się w końcu do mnie odzywać straciłem zainteresowanie drzwiami, skupiając na niej całą swoją uwagę. To było zdecydowanie lepsze niż zastanawianie się, co tu zrobić i jak. Zupełnie nie wiedziałem, co miała na myśli mówiąc o tym, że każda o tym marzy. Może spotkała jakiegoś księcia z bajki albo kogoś wyjątkowo popularnego, skoro każda chciała go mieć? Z drugiej strony, czy zabrałby ją do dziurawego kotła. Chyba nikt w tym mieście nie ma już za grosz gustu.
Szczerze? To nie, nie wyglądasz jakbyś się cieszyła na spotkanie ze swoim amantem. - zaśmiałem się pod nosem, zasłaniając usta dłonią ze szklanką.
Dobre serce? W moim doświadczeniu wszystkie osoby, które mówią, że takowego nie mają, posiadają największe, chociaż mogłem się mylić. Jeszcze większe wątpliwości wzbudziła we mnie następna wypowiedź. W końcu brzmiało to dość podobnie do mojej sytuacji, tylko, że mnie sprowadził tutaj ojciec. Fakty zaczęły mi się sklejać do kupy. W sumie ubrała się równie dobrze, co ja, a kto do takiego miejsca chodzi w takim stroju. Namiętnie przyglądaliśmy się tym drzwiom, popijając whisky by dodać sobie odwagi. Taki ze mnie detektyw, proszę bardzo. Za mało kontaktu z ludźmi. Kiedy się przedstawiłem było już po wszystkim. Dziewczyna wypluła trunek, który miała w ustach, a ja zaniosłem się śmiechem nie zwracając zupełnie uwagi na jej przekleństwa, czy odwrócone głowy gości.
Szybko odłożyłem naczynie, by go po prostu nie zbić, ale nie mogłem przestać się śmiać. W między czasie wyciągnąłem chusteczkę z wewnętrznej kieszeni płaszcza, pozwalając sobie wytrzeć jej usta z szerokim uśmiechem.
Leon Henry Ollivander, miło mi pannę poznać. Mów mi Leo. - uśmiechnąłem się, puszczając jej oczko.
Oczywiście pokazałem barmanowi, że kolejna szklanka dla niej jest na mój koszt. Sam też poprosiłem o jedną. Usiadłem na krześle obok niej nadal rozbawiony. Naprawdę nie wiedziałem, jak my to zrobiliśmy, że się nawzajem nie poznaliśmy. Upiłem łyk ze swojej szklanki obracając się w jej stronę.
Piękna jesteś Vela i cudownie dziś wyglądasz. - spojrzałem na nią trochę rozczulony tą sytuacją.
Przepraszam, że Tobie nie trafiło się równie dobrze, co mnie. - uśmiechnąłem się przepraszająco wskazując na bliznę, która wcześniej tak długo studiowała.
Była młoda, o wiele młodsza ode mnie. Nie mógłbym narzekać, ale nie zmuszę jej do małżeństwa z tak starym gościem, jak ja. Co to za przyjemność, zwłaszcza z tą blizną. Można się chociaż trochę bliżej poznać, później zobaczymy, co dalej.


RE: Pub „Dziurawy Kocioł” - Vela Avery - 24-04-2017

Słysząc jego zdziwienie prychnęła tylko krótko. Tak jej mina wiecznego cierpienia na zatwardzenie, na pewno pasowała do zakochanej dziewczyny, która cierpi bo miłość, ba sens jej nędznej egzystencji się nie pojawia. Powieście mnie na krzyżu i spalcie, X mnie nie kocha, jak ja będę teraz trwać, muszę zginąć razem z tą miłością! Coś takiego nie leżało w naturze panny Avery, która chyba nie do końca, w ogóle wiedziała na czym taki stan powinien polegać. Według współlokatorek wiązało się to z cierpieniem i nieprzespanymi nocami, taka wizja nie za bardzo jej pasowała, spać lubiła, a cierpienie wolała zostawić tym, których jakimś cudem los z nią spotkał. To wydawał się dużo korzystniejszy układ.
Przyglądając się mężczyźnie, potrafiła z łatwością stwierdzić, że jest to typ, którego ludzie lubią. Z łatwością prawił komplementy, umiał się zachować, nawet w towarzystwie takiego mruka, potrafił zmusić go do mówienia. W mózgu dziewczyny pojawiła się czerwona lampka, niebezpieczny, uwaga. Delikatnie, jak przy kontakcie ze smokami odsunęła się, trzeba wiedzieć kiedy przeciwnik staje się groźny, a ludzie, którzy chcieliby przełamać gruby mur obojętności Veli, należeli do osób, które trzeba unikać.
Nagle wraz z imieniem mężczyzny, wielka karuzela śmiechu, której kierowcą był los ruszyła i wszystko zadziało się trochę, a nawet bardzo za szybko. Nagle jego chusteczka, przekroczyła jej strefę osobistą i śmiała dotknąć jej twarzy. Odruchowo wyjęła swoją dereniową różdżkę i jej czubek skierowała w stronę Słońca Jej Dni.
- Nie radziłabym.- Głos miała zimny, kiedy odsuwała się od mężczyzny. Na raz dokończyła swoją whisky i przetarła dłonią zmęczone oczy. Dlaczego takie głupie sytuacje musiały spotkać akurat ją…? Czy ona nazwała go idiotą? Tak, nazwała, ale nie wiedziała, że to on, nie było to najlepsze wytłumaczenie, ale lepszego, ba innego nie miała, więc takie musiało jej wystarczyć.
Słysząc jego komplementy zmierzyła go zimnym spojrzeniem, niebieskich ślep. Czy on sobie jaja robi? Siedemdziesiąt lat później zapytałaby, czy jest w ukrytej kamerze, ale chyba nikt jeszcze nie wymyślił tego programu. Kiedy do niej mówił, nie miała nawet siły na oburzone spojrzenie, jedynie przekręciła ślepiami. Po chwili jednak w myślach westchnęła z ulgą, że przynajmniej nie ma osiemdziesiątki na karku, choć to może gorzej, taki na pewno pociągnie dłużej, ale może przynajmniej smok ją zje, wtedy wyjdą na zero.
- Pan również wygląda wspaniale.- Przez chwilę próbowała wyprodukować na swoich ustach coś na kształt wymuszonego uśmiechu, ale widząc w szklance powstały grymas, którym można by straszyć małe dzieci, zrezygnowała i wróciła do swojego normalnego stanu. Co powinni zrobić? Porozmawiać o pogodzie, czy udawać, że wcale nie wypiła już trzech szklanek whisky i nie czuła niezmierną potrzebę na kolejne pięć?