Mortis - Czarodzieje 1939
Dziennik Buły Omega - Wersja do druku

+- Mortis - Czarodzieje 1939 (https://mortis.org.pl)
+-- Dział: Confundus (https://mortis.org.pl/forumdisplay.php?fid=9)
+--- Dział: Archiwum (https://mortis.org.pl/forumdisplay.php?fid=70)
+---- Dział: Zniszczone dzienniki (https://mortis.org.pl/forumdisplay.php?fid=24)
+---- Wątek: Dziennik Buły Omega (/showthread.php?tid=1988)



Dziennik Buły Omega - Vakel Bułhakow - 19-01-2016

O Bułhakowie słów kilka


  • Urodził się 1 lutego 1895 roku pod imieniem i nazwiskiem, które zostało zatuszowane przez ojca. Aktualnie z tego, jak Vakel naprawdę się nazywa zdają sobie sprawę tylko Vladimir Bułhakow, Małgorzata Kossak, Jewgienij Bułhakow i on sam. Jego znakiem zodiaku jest wodnik.
  • Typ enneagramu - 3w2 "Gwiazda", chociaż zawsze przedkładał nad enneagram swoją życiową pasję - numerologię. Liczba celu życia Vakela to osiem, czyli żniwiarz.
  • Lubi pić herbatę i zna wiele sposobów jej parzenia. Denerwuje się, gdy ktoś robi to niepoprawnie lub nieudolnie. Z tego powodu ma na pieńku ze szkolnym woźnym, odpowiedzialnym za przygotowywanie tego napoju na rady pedagogiczne i inne tego typu okazje.
  • Kocha swoją pracę i często określa ją mianem swojej jedynej żony. O nieudanym małżeństwie lepiej przy nim nie wspominać, ponieważ staje się wtedy wyjątkowo agresywny. Spalił dom Małgosi Szatańską Pożogą.
  • Teoretycznie jest biseksualny, ale w praktyce... jedynym mężczyzną, któremu kiedykolwiek się oddał był, jest i najprawdopodobniej będzie jego rodzony brat, Jewgienij.
  • Podrywa kobiety właściwie na każdym kroku. Uwielbia być w centrum ich uwagi.

Bułhakow uśmiechnął się do kartki. Przyjął to jako całkowity komplement, bez choćby nuty pouczenia z dość prostej przyczyny - chciał go usłyszeć. Już nawet nie próbował tłumaczyć się przed sobą. Po prostu sprawiało mu niewyobrażalną przyjemność, kiedy kobiety go doceniały. Tak, miało to podłoże w absolutnym braku jakiegokolwiek głębszego uczucia od jakiejkolwiek przedstawicielki płci pięknej przez ponad trzydzieści lat życia. Łącznie z mamusią. A właściwie, to macochą.
Wciąż siedział lekko odchylony w tył, ułożony wygodnie na swoim krześle, wczytując się w kolejne notateczki.
- Ciężko mi wybrać te najważniejsze sprawy. Mimo wszystko wydaje mi się, że w moim przypadku największy wpływ miały podróże. Nauczyły mnie wyciągać lekcje z rzeczy, w których wcześniej ich nie dostrzegałem. - wyjaśnił spokojnie, upijając kolejny łyk. - Kiedy ostatnio odwiedziłem jedną z moskiewskich galerii sztuki - moim oczom ukazała się pewna rzeźba anonimowego autora. Przedstawiała spiralę wyłaniającą się z surowego kamienia. Na dole ledwie ruszona, pięła się w górę - aż po błyszczący czubek. Stojąc tam pomyślałem, że tak właśnie postrzegam ludzkie życie. Zaczynamy z niczym, goli i bezwartościowi jak ten głaz. Później rodzice zaczynają skrobać. Kamień staje się ociosany i, co najważniejsze - obiera kierunek i wtedy następne zdarzenia szlifują go tylko, aż materiał się skończy. - Do wieczora długa droga, herbaty miał w zapasie dla całej kampanii wojska, a najwyraźniej obudziła się jego narcystyczna strona i spodziewać się było można, że zacznie rozwijać wątek wypraw zamorskich, bo przechwałki były u tej ciapy na porządku dziennym, aż tu nagle... (!) Wreszcie odstawił filiżankę, wsparł się łokciami o biurko, splótł palce razem i oparł na nich podbródek. - Długą drogę przebyłem przez znalezieniem się w tej szkole i muszę to wreszcie powiedzieć, bo te słowa cisną mi się na usta od wczoraj - od dawna nie spotkałem osoby tak czarującej, jak ty i wręcz gotuję się z ciekawości, aby lepiej cię poznać. Powiedz mi, ale szczerze: czy moja fascynacja jest chociaż w najmniejszym stopniu odwzajemniona? Często mam wrażenie, że nudzę swoimi opowieściami.

  • Lubi uchodzić za osobę poważną, chociaż często rozrabia i robi głupie dowcipy.
  • Pisze do gazet artykuły pod pseudonimem John Smith. Figuruje przez to na liście ściganych przez brytyjskie i amerykańskie Ministerstwa Magii, jednakże nigdy nie został złapany i dobrze zaciera ślady.
  • Ma manię na punkcie przepowiadania przyszłości. Posiada wrodzony dar zwany Trzecim Okiem. Obstawiał wyniki wyścigów za pomocą swojego specjalnie tresowanego koguta.

- W moim przypadku jest to raczej ubolewanie nad ich brakiem. - powiedział, chociaż przez pryzmat ostatnich kilku minut zdał sobie sprawę z tego, że mówił kłamstwo ukryte w prawdzie. Faktycznie - lubił się użalać nad swoją nieudolnością, ale czy miał ku temu powody? Przecież widział. O wiele więcej niż inni. Widział przyszłość i przeszłość oddaloną o niego tak bardzo, że musiał szukać, by zorientować się gdzie był. W jakich czasach. Co i dlaczego. Szukał symboli w strzępkach wspomnień innych osób, z jakiegoś dziwnego powodu napływających właśnie do niego. Odpowiedzi posiadał aż w nadmiarze. On po prostu nie potrafił zadać do nich odpowiedniego pytania, co czyniło je bezwartościowymi.

  • Kibicuje rosyjskiej drużynie Qudditcha, ponieważ gra w niej jego młodszy brat.

Więzy



MAŁGORZATA KOSSAK-BUŁHAKOW
Była żona, która porzuciła go na rzecz bardzo bliskiego kuzyna. Powód? Cóż, był "za mało męski". Przedtem wykorzystywała go finansowo i upokarzała, na co Bułhakow reagował codziennym wyznawaniem najszczerszej miłości. Wiele osób próbowało sprawdzić, czy kobieta nie upoiła go przypadkiem amortencją, ale Vakel był po prostu najgłupszym człowiekiem na świecie. Wspominanie o Małgorzacie sprawia, że błyskawicznie zalewa go fala zdenerwowania, a ciągnięcie tematu jest proszeniem się o guza, bo Bułhakow ma problemy z kontrolowaniem negatywnych emocji.

W odbiciu lustra ukazuje się mu pierwsza i jedyna żona, która uciekła od niego dawno, dawno temu. Na ten widok Bułhakow jest w stanie tylko zacisnąć oczy z bólu i odejść w ciszy. Mimo upływu tak wielu lat nie był i prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie pogodzić się z faktem jej odejścia i ostatnich, wypowiedzianych w jego stronę słów.

- Skoro to głupoty, to dlaczego tak bardzo cię przerażają? (...) Nie lubisz myśli, że wolałem ją od ciebie?
I będzie wolał ją zawsze. Niezależnie od sytuacji, niezależnie od tego jak, gdzie i z kim - będzie za nią tęsknił, bo taki już był los tej cholernej niedojdy. Nie znaczyło to wcale, że Jewgienija nie kochał, ani nie był w stanie zaspokoić jego potrzeb. Po prostu zawsze, niezależnie od wszystkiego, bez Małgorzaty Kossak nie był w stanie poczuć się naprawdę szczęśliwy. Gdyby posiadał Ain Eingarp, to prawdopodobnie spędziłby na przeglądaniu się w nim resztę swojego żałosnego życia.


KAYLIN WITTERMORE
Niegdyś jedna z uczęszczających na numerologię uczennic, którą Bułhakow zdążył szybko polubić. Obecnie pewien obiekt uzależnienia. Wittermore nieustannie karmi jego ego, więc wyjątkowo się do niej przywiązał. Pomaga jej poza lekcjami w indywidualnych projektach. Zdaje sobie dobrze sprawę z młodzieńczego zauroczenia, które dziewczyna do niego żywi, ale nic w tej sprawie jeszcze nie zrobił.

Ciężko szukać szczęścia u boku człowieka jego pokroju, niezależnie od twojego wieku, potrzeb i poglądów. Podjęła się tego jak dotąd jedynie Wittermore. Mała, naiwna Kaylin Wittermore, którą czekało w życiu jeszcze tak wiele rozczarowań, jeżeli wbrew logice i woli wszechświata zechce oddać się w ręce tego przeklętego, przerośniętego bachora. Dzieci bywały wyjątkowo okrutne.

Ha, Bułhakow dobrze wiedział ile to da niej znaczyło! Jego słodziutka ptaszyna dała się owinąć wokół palca z taką łatwością, że nawet takiego kobieciarza to zadziwiało, ale po głębszym rozpatrzeniu sprawy - cóż, miała tylko szesnaście lat. Nastolatki miały to do siebie, że z łatwością zakochiwały i odkochiwały się, przeżywając w ten sposób pierwsze miłostki i miłości, robiąc wyjątkowo głupie rzeczy... Z tego właśnie powodu rosyjska szkoła magii pozbawiona była nawet żeńskiego personelu. Dziewczęta w wieku dojrzewania mogły  chłopców nieco, hm, rozpraszać. W stronach z których pochodził przyjęło się więc, że młode czarownice nauczano w domu. Czuł się wyjątkowo dobrym przykładem tego, dlaczego takie rozwiązanie było lepsze. Właśnie spokojnym krokiem wchodził o środka domu Kaylin Wittermore, którą od jakiegoś czasu planował wykorzystać seksualnie na biurku w swoim gabinecie. Cóż go powstrzymywało, skoro nie poczucie obowiązku wobec uczniów, wierność bratu i po prostu brak zapędów do młodszych o ponad dwadzieścia lat krukonek? Obawa, że blondynka się wygada.

Bułhakow nie chciał być wypranym z uczuć potworem, więc problem nie leżał w samym żywieniu do kogoś cieplejszego uczucia (a miałby wtedy niezłe szambo w głowie, bo był kochliwy jak nikt inny na tym świecie), a tym w jaki sposób to okazywał. Jewgienij i Wittermore owinęli go sobie wokół małego palca i świadomie (lub w przypadku dziewczyny nieświadomie) kontrolowali każdy jego ruch, układali plan dnia, spędzali sen z powiek. On zaś chciał więcej, więcej i więcej. Chciał być jego najbardziej błyszczącym trofeum, chciał krzyczeć jego imię, choćby, a nawet szczególnie wtedy było to połączone z zadawaniem ogromnego, przeszywającego bólu, spędzać od czasu do czasu weekend na pryczy, rozmawiając i dzieląc się spostrzeżeniami, dążyć do wspólnego celu. Chciał jednocześnie pokazać jej gwiazdy, udowodnić, że jest zdolna do wszystkiego, do wyrzeczenia się głupich prawd przekazywanych jej przez ojca i przejęcia wszystkiego we własne ręce, ulegać jej wdziękom i leżeć przygniecionym pod czerwonym obcasem, kiedy tak niewinnie próbuje spełniać jego zachcianki, chociaż jest zbyt młoda i zbyt niedoświadczona, żeby w ogóle można było nazwać jego pożądanie w pełni zdrowym.



JEWGIENIJ BUŁHAKOW
Za młodu był najgorszą zmorą biednego Vakela - wyżywał się na nim psychicznie i fizycznie za presję, jaką kładły na nim rodzinne obowiązki i otwarcie przyznawał się do tego, że nie będzie tolerował szlamy w rodzinie. Po zawarciu małżeństwa ich kontakt całkowicie się urwał, a po wyjeździe do Ameryki do żadnego z nich nie dochodziły już żadne wieści dotyczące tego drugiego. Najstarszy brat jest jednocześnie jego największym wrogiem i najlepszym przyjacielem. Bułhakow niewątpliwie go kocha, chociaż, ze względu na niezbyt przyjemne wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to Jewgienij się nad nim najzwyczajniej w świecie pastwił - nie okazuje tego zbyt często. Po upływie lat widzi w nim jedną z niewielu osób, przy których może pozostać całkowicie szczerym bez żadnych konsekwencji, bo najgorsze w życiu rzeczy i tak zrobił na jego oczach.

- Idę... - ty przeklęta, zasmarkana, wyjebana w dupę kurwo, która nie potrafi poprawnie sklecić jednego zdania. Nawet nie wiesz ile radości dałoby mi rozwalenie twojego pustego łba o kant stołu i śmianie się z tego, jak miażdżę ci czaszkę. Oderżnąłbym ci ją, wysłał w paczce ojcu razem z twoim kutasem i... - ...zapalić.


Nieoczekiwany lokator najwyraźniej zadomowił się już na dobre, bo można było dostrzec w pomieszczeniu ślady jego obecności, nie wspominając o tym, że jak gdyby nigdy nic stał tak w samej bieliźnie, którą to właściciel mieszkania zdejmował właśnie zębami oczami wyobraźni. Uświadomiwszy sobie, że spojrzenie ugrzęzło w niewskazanym miejscu przerzucił je nieco wyżej, do ślepi Jewgienija. Kiedyś określiłby je mianem pustych i obojętnych, ale teraz dostrzegał w nich coś więcej. Nie wiedział, czy powodem była zmiana w Gienie, czy w nim samym, bo pomimo udawania, że pozjadał wszystkie rozumy był wyjątkowo ślepy na otaczający go świat i przejawiał zainteresowanie tylko i wyłącznie własnym ja. Nie brzydził się już słowem egoizm. Polubił je do tego stopnia, że uważał za dość zabawne opinie innych, często mówiące o nim jak o kimś otwartym i skorym do pomocy, kiedy w rzeczywistości otaczał się ludźmi tylko jeżeli mieli mu coś do zaoferowania. Było to rozwiązanie wyjątkowo wygodne - unikał w ten sposób sprzeczek i konfliktów, rzadko się nudził i roztaczał wokół siebie tą nutkę tajemniczości sprawiającą, że ktoś zawsze do niego lgnął. Miało to oczywiście swoje wady. Główną i najbardziej bolesną był brak utworzenia jakiejkolwiek głębszej relacji od pewnego pamiętnego rozwodu i egzystencja samotnika, szukającego zrozumienia w absurdzie jakim była miłość żywiona przez numerologa do rodzonego brata.

Miał na dzisiaj plany. Dużo planów. Chciał zrobić wiele i przyjechał tutaj ze świadomością, że z części będzie musiał zrezygnować. Zapomniał tylko, że dwa dni wolnego obowiązywały jego, a nie Jewgienija, więc ten następnego ranka będzie musiał podnieść się i wrócić do Ministerstwa, gdzie punktualność była podstawą. Momentalnie zrobiło mu się go żal. Praca, sytuacja z zaaranżowanym małżeństwem, stres związany planowanym morderstwem - to wszystko musiało go wykańczać, a Vakel nie był w stanie mu pomóc. No, a przynajmniej nie myślał, że jest do tego zdolny.


PRUDENCE GRISHAM
Nauczycielka, którą Vakel darzył ciepłym uczuciem. Niestety zdał sobie z tego sprawę w chwili, kiedy było już za późno i odeszła. Zniknęła z jego życia owiana mgiełką tajemniczości, tak samo niespodzianie, jak się w nim pojawiła.

Miałeś tylko wypytać, wykorzystać i stwarzać pozory utrzymywania kontaktu, a teraz uśmiechałeś się do tych błyszczących oczu jak kompletny idiota. Głupiec. Nim właśnie był sądząc przez moment, że był zdolny do jakichkolwiek ciepłych uczuć skierowanych w jej stronę. Lubił się okłamywać. (...) Nie była wybrykiem natury, tylko jego nowym, ślicznym obiektem zainteresowań. Tak tak, Vakel znalazł nowe hobby.


Czerń i biel, szarość. Serce zabiło mu mocniej, bo w głowie znów ukazał się obraz Prudence. Istoty tak niezrozumiale przyciągającej, że do tej pory nie mógł pogodzić się ze zniknięciem bez pozostawienia po sobie choćby pojedynczego śladu mówiącego, że cokolwiek dla niej znaczył. (...) Odruchowo złapał się za kieszeń, w której zwykł nosić portfel z runą petro, ofiarowanej mu przez wcześniej wspomnianą kobietę. Noś przy sobie, powinno ułatwić Ci poznanie prawdy. Mam nadzieję, że zgodnie z przeznaczeniem ją przyciągnie. Uśmiechnął się sam do siebie, bo sporo czasu zajęło mu uświadomienie sobie o co dokładnie mogło jej chodzić. Teraz, z perspektywy czasu, czuł się przez to wyjątkowo głupi. Niestety na użalanie się nad sobą było już trochę za późno.

Ciebie też trudno jest zrozumieć? - Pięknie zadane pytanie w świetle wszystkich kłębków myśli. Tak proste... można łatwo skłamać, ale też z prostotą dziecięcia odpowiedzieć prawdę. Zaś, jak to będzie i co da?
- Nie wiem. - powiedział, przerzucając spojrzenie na taflę wody. Z jakiegoś niewyjaśnialnego powodu spokój, który wcześniej w niej widział uleciał gdzieś daleko. Poczuł nacisk w brzuchu, zrobiło się jakby goręcej. - Nikt nigdy nie próbował.
Nikt nie próbował, czy tego nie widziałeś? A rozumiesz sam siebie? Ja próbuję.
Wtedy? Tak, wtedy się zaczęło.



LENA BLETCHLEY
Tacy ludzie jak Komarov - owszem. Tacy ludzie jak on - z tym by się kłócił. Przecież wciąż widział gdzieś tam, w środku, wspólne dzieci z Małgorzatką. Na to było jednak trochę za późno. Spodziewał się, że może istnieć ktoś noszący w sobie brudne geny jedynego półkrwi Bułhakowa, ale wątpił w to, aby kiedykolwiek miało to wyjść na światło dzienne. Taki stan rzeczy mu pasował - nie widział się w roli ojca wyrzutka, który po latach przyjdzie do niego z pretensjami i załamie się, kiedy wymarzony ojciec okaże się sennym koszmarem, podchodzącym z obojętnością do efektu ubocznego chwili rozkoszy, jaką postanowił sobie pewnego pięknego dnia zaserwować. Mogli mieć dobre życie tam, bez niego. Mogli zginąć w biedzie. To nie miało znaczenia, póki ich nie widział. Póki nie czuł potrzeby wzięcia za nich odpowiedzialności. Pustą przestrzeń potrafił wypełnić w najłatwiejszy z możliwych sposobów - nauczaniem. Noszenie maski w szkole po jakimś czasie przestało być kłopotliwe, do nowych obowiązków przywykł, a całokształt pracy pochłaniał go do tego stopnia, że zaczął poświęcać niektórym swój prywatny czas. Młodsi ludzie postrzegali go przez pryzmat sukcesów i porażek, a tych pierwszych posiadał na swoim koncie więcej (przynajmniej dla opinii publicznej), co sprawiało, że czuł się po prostu zadziwiająco dobrze. Rzecz jasna jak słońce - nikomu by się do tego nie przyznał, ale ile można było okłamywać samego siebie?




Archiwum śladów


1933

1934

Napotkani


W celu określenia kogo w ogóle zna. Do opisania w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Uczniowie
  • Addyson Clemen — Darzy dziewczynę sympatią, chociaż nie podoba mu się fakt, iż odrzuciła propozycję zostania prefektem naczelnym. Nigdy mu niczym nie podpadła.
  • Ururu Marquez — Jeżeli kiedykolwiek wypchnie kogoś w szale przez okno, to będzie to Marquez. Koszmar senny, rak odbytu, obiekt nienawiści. Kiedyś próbował zamęczyć go Upiorogackiem, ale nic to nie dało. Głupek chciał, żeby Bułhakow nauczał go czarnej magii.
  • Nadzieja Potocka — Zwróciła na siebie jego uwagę słowiańskimi korzeniami, ale okazała się być córką charłaków. Ze względu na dobre wyniki, bezkonfliktowość i "brak ambicji równych Wittermore" mianował ją prefektem.
  • Kim Miracle — Lubi oglądać Miracle na boisku.
  • Zack Raven — Uważa fakt, że ktoś kiedyś wyraził zgodę na przyjęcie go do szkoły za kiepski dowcip.
  • Theodore Callaghan — Jeden z Puchonów, których darzy sympatią mimo tendencji do rozrabiana.
  • Maurycy Longbottom — Opowiedziałbym dowcip o Longbottomie, ale boję się, że go spalę.
  • Cyril Carter
  • ...

Podwładni
  • Diana Delacour
  • Layton Lestrange
  • Ophelia Lestrange
  • ...

Inni
  • Geneviève Malfoy
  • Tiffany Chamber
  • Rebecca Roslin
  • Georgie Warton
  • Dorthea Malfoy
  • Scott Carrow
  • Alfred Avery
  • ...