Mortis - Czarodzieje 1936
Kamienny krąg - Wersja do druku

+- Mortis - Czarodzieje 1936 (https://mortis.org.pl)
+-- Dział: Rozgrywka fabularna (https://mortis.org.pl/forumdisplay.php?fid=8)
+--- Dział: Hogwart (https://mortis.org.pl/forumdisplay.php?fid=40)
+---- Dział: Błonia (https://mortis.org.pl/forumdisplay.php?fid=55)
+---- Wątek: Kamienny krąg (/showthread.php?tid=2415)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46


Kamienny krąg - Administrator fabularny - 06-06-2016

Błonia są pełne mniej lub bardziej urozmaiconych miejsc, w których spotyka się młodzież w wolnej chwili. Kamienny krąg zachęca tych, którzy nie lubią siadać na trawie oraz chcących spocząć w cieniu jednego z wielkich głazów. To urokliwe miejsce znajduje się na wzniesieniu. Porośnięte bujną trawą ozdobione jest wysokimi drzewkami iglastymi. Oczywiście główną uwagę zwracają na siebie wysokie głazy ustawione w krąg oraz prowadząca obok nich ścieżka zaopatrzona w strome schodki ułatwiające (bądź też nie) schodzenie i wchodzenie po dość stromym gruncie.



Re: Kamienny krąg - Addyson Clemen - 06-06-2016

Opuściła zamek, udając się na w miejsce, gdzie znajdowały się ogromnej wielkości kamienie. Umówiła się z Ururu właśnie w tym miejscu, chociaż nie za bardzo wiedziała dlaczego tak bardzo zależy mu, aby spotkać się na dworze.
Po zjedzeniu śniadania w Wielkiej Sali sam do niej podszedł i zaproponował jej spotkanie. Puchonka nie miała zamiaru mu odmówić, tym bardziej, że od ich ostatniego spotkania minęło naprawdę dużo czasu. Czy było to spowodowane tym, że pocałowała go (znowu!) na pożegnanie? Podczas rozmów przez lusterko dwukierunkowe nie sprawiał wrażenia jakby był o to zły.
Nie zabrała dzisiaj ze sobą swojej torby, bo wydawało jej się, że nie będzie jej ona potrzebna. W pokoju zostawiła nawet swoją różdżkę, bo wiedziała, że przy Ururu nie grozi jej nic strasznego. Znał jej fobię na punkcie kotów, więc w razie czego mogła liczyć na jego pomoc.
Oparła się o jeden z kamieni, bawiąc się swoich krawatem. Westchnęła cicho i wlepiła wzrok w wyjście z zamku, czekając na przybycie Ślizgona.

@Ururu Marquez


Re: Kamienny krąg - Ururu Marquez - 06-06-2016

Bardzo starał się nie myśleć o poprzednim spotkaniu, bo wiedział, że nie da razy tak po prostu sobie o nim myśleć, nie wgłębiając się w analizę zaistniałych wydarzeń. Postanowił więc spędzić kilka dni na kompletnym odmóżdżeniu, podczas których czytał książki, które już zna na pamięć. Podręczniki do fizyki mu się skończyły niestety, więc uznał, że to czas na spełnienie życzenia dziewczyny.
Uzyskawszy zgodę od profesora na wypożyczenie mioteł, wspomniał tylko Addyson po śniadaniu o miejscu spotkania. Jakoś uznał za oczywiste, że będą sobie latać.
Kamienny krąg wybrał... bo lubił kamienie. Taszcząc ze sobą dwie szkolne miotły podszedł do Addyson.
- Jestem - stwierdził fakt oczywisty, po czym wręczył jej jeden z latających kijów. Dopiero teraz zaczął myśleć, co powinien właściwie jej powiedzieć. On po prostu wsiadał i leciał. Nie uczył się nigdy tego z teorii, więc nie wiedział, jak powinien jej przekazać swoją wiedzę. - Musisz to... wsadzić pomiędzy nogi... dobrze złapać... ścisnąć i odlecieć - wyjaśnił, ale nie był z tego zadowolony. - Nie, poczekaj, muszę jakoś inaczej to opisać... bardziej obrazowo. Szczegółowo.
Wyglądał na trochę poirytowanego. Naprawdę nie potrafił opisać jak się lata na głupim kawałku drewna?
- Może ci po prostu pokażę. Patrz uważnie - polecił. Następnie usiadł na swojej miotle, jakby dosiadał co najmniej Kasztankę, delikatnie odbił się od gruntu i uniósł kilka centymetrów nad ziemią.
- Nie, jeszcze raz. Chyba za szybko - powiedział opadając na ziemię. Ponowił swoje czyny od pierwszego kroku, z dokładnie taką samą szybkością.
- Nie.
I jeszcze raz. Tym razem wyszło mu nieco wolniej. Właściwie nie patrzył nawet na dziewczynę podczas tego maratonu wsiadania na miotłę.
- ...jeszcze raz - syknął spuszczając się na ziemię. Oparł miotłę o głaz i ubrał gogle. Spróbował jeszcze raz.
Gdyby ktoś znał Marqueza dłużej, a Addyson do tego grona szczęśliwców mogła śmiało siebie zaliczyć, dostrzegłby na jego twarzy poza standardowym uśmiechem, lekko zmarszczone brwi świadczące o niesamowitej jak na niego irytacji.


Re: Kamienny krąg - Addyson Clemen - 06-06-2016

Addyson wręcz przeciwnie - ciągle myślała o ostatnim spotkaniu z Ururu. Uwielbiała na nowo przywoływać w swojej głowie twarz chłopaka, gdy siedział tak blisko niej, szeptał jej uroczo, trzymał ją za rękę i przytulał ją. Często nawet przyłapywała się na tym, że zamiast skupiać się na czytanej książce, myślała o czarodzieju, co było dla niej naprawdę frustrujące. Zazwyczaj nie skarżyła się na brak skupienia i źle się czuła z tym, że jej głowę zaprzątał młody, siwowłosy Ślizgon.
Zamrugała kilkakrotnie powiekami widząc jak Marquez kroczy w jej stronę z… dwiema miotłami w rękach. Czy on wziął na poważnie rozmowę przez lusterko?! Ona się nie nadawała do latania! Niepotrafiła chodzić jak człowiek, a co dopiero latać! Ręce zaczęły jej się nerwowo trząść że zdenerwowania. Myślała, że poćwiczą za rok, albo w trakcie wakacji, ale żeby tak teraz?!
- Widzę… Oh… Cześć… - wybełkotała biorąc do ręki jedną z latających miotel. Ostatnio trzymała za kij na zajęciach w pierwszej klasie i nie było to zbyt przyjemne doświadczenie.
- Jesteś pewny, że to dobry pomysł? - zarumieniła się, przekładając miotłe do drugiej ręki.
Widząc jak Marquez nieudolnie próbuje pokazać jej o co chodzi zaczęła chcichotać. Nie mogła się powstrzymać kiedy z takim zapałem zabrał się do nauczenia jej podstaw.
- Oh… Tyle to ja umiem… - przerzuciła jedną nogę przez drewno i zacisnęła kurczowo palce na trzonku.
- Jesteś pewny, że nie trafię w żaden z kamieni? - wolała się dopytać, niż później leżeć w szpitalu przez kilkanaście dni. Ostatecznie jednak odepchnęła się od podłoża. Czy jednak nie zrobiła to za mocno, bo wystrzeliła z krzykiem w powietrze jak rakieta? Może warto było powiedzieć jej jak się hamuje?


Re: Kamienny krąg - Ururu Marquez - 06-06-2016

- Nie martw się, będę ciebie ochraniał - odpowiedział, przypominając sobie o obecności dziewczyny, która nagle wstrzeliła w powietrzę. Rurek aż zbladł. Jak mogło dojść do czegoś takiego?
Na szczęście był super szybki, więc w mgnieniu oka wyciągnął różdżkę z wewnętrznej kieszeni szaty.
- IMPEDIMENTA - wycelował w Puchonkę z miotłą. Następnie sam dosiadł swojej i podleciał do dziewczyny. - Jak ty to zrobiłaś? - spytał z uśmiechem, ale wciąż blady. Złapał ostrożnie za trzonek jej miotły, nieco pod jej dłońmi, po czym powoli osuwał się na ziemię ściągając ją na dół ze sobą.
Kiedy jego stopy dotknęły ziemi zdał sobie sprawę z tego, że upuścił różdżkę przed lotem. Musiał teraz zostawić w spokoju swoją miotłę i wyciągnąć się mocno po swój magiczny patyk, jednocześnie nie puszczając dziewczyny.
- Finite - rzucił na wszelki wypadek na miotłę wraz z Addyson. - Spróbuj jeszcze raz, ale jakoś... delikatniej. Ja będę ciebie trzymał, nie martw się - uśmiechnął się zaciskając rękę mocniej na jej miotle. Raczej wytrzyma siłę miotły, co nie?


Re: Kamienny krąg - Addyson Clemen - 07-06-2016

- Obiecu… – nie dokończyła, bo śmignęła w powietrze, nawet nie próbując się zatrzymać, bo najzwyczajniej w świecie - nie wiedziała jak ma to zrobić.
Na całe szczęście Rycerz Ururu zareagował bardzo szybko, bo już po chwili miotła zawisła nieruchomo w powietrzu. Spojrzała na chłopaka, który do niej podleciał i o coś ją pytał, ale przerażona Puchonka ze łzami w oczach i bladą ze strachu twarzą nie potrafiła nic z siebie wydusić. Jedyne na co mogła sobie pozwolić to wlepienie wzroku w Marqueza.
Do tego trzęsła się jak osika i do tej pory nie wiedziała jak to się stało, że udało jej się utrzymać na miotle, a nie lecieć głową w dół i czekać na pewną śmierć. Takie roztrzaskanie się o jeden z tych kamieni, które były ustawione w tym miejscu musiało być bardzo bolesne.
Na całe szczęście pod asekuracją bardziej doświadczonego nastolatka jest nogi znalazły oparcie w podłożu. Mimo tego jej palce w dalszym ciągu kurczowo zaciskały się na miotle.
- Przecież ja się zabiję… – udało jej się wymamrotać, chociaż wzięła głęboki oddech i zrobiła tak jak kazał jej Marquez. Odepchnęła się naprawdę ostrożnie od podłoża, aby tylko na trochę zawisnąć w powietrzu i aby nie odlecieć tak jak poprzednio w kosmos.



Re: Kamienny krąg - Ururu Marquez - 07-06-2016

- Nie zabijesz się - uśmiechnął się ciepło do niej. Obserwował jej ruchy. Tym razem dobrze jej poszło.
- Widzisz? Teraz jest dobrze. Trzeba bardzo ostrożnie operować trzonkiem miotły. Chociaż czasami wszystko zależy od ruchów ciała. Ja sobie czasami wyobrażam, że jestem cięższy lub lżejszy, w zależności od tego, czy chcę opaść, czy się wznieść. Aczkolwiek to też zależy od miotły, na czym się nie znam. Byś musiała spytać profesora albo Malfoya... Hm... Chociaż nie. Raczej nie radziłbym ci rozmawiać z nim. Może lepiej z jakąś dziewczyną z drużyny... - zastanowił się nad zapamiętanymi z meczu nazwiskami. - Antigone... Hennessy? Znasz ją? Wydawało mi się, że dobrze gra. Pewnie lepiej ci wyjaśni to wszystko niż ja - uśmiechnął się nie mając pojęcia o sprawach społecznych Hogwartu. Dla niego wciąż istniał tylko podział na domy.
Jego dłoń spoczywająca na miotle trochę się przesunęła tak, że dotykała ręce dziewczyny. Kiedy tylko to poczuł, zaskoczyło go, jak bardzo nagle zaczęły mu przeszkadzać latające kije. Bo niby dlaczego miałyby? Przecież gdyby nie miotły, to co by robił z Addyson w tym odosobnionym miejscu?


Re: Kamienny krąg - Addyson Clemen - 07-06-2016

Uwierzyła mu. Kiedy Ururu z takim zapałem stwierdził, że nic jej nie będzie niemalże od razu mu zaufała. Przecież znał się na tym lepiej od niej, ale czy gdyby powiedziałby jej, że wyprawa do Zakazanego Lasu, to nic strasznego, to czy nie poszłaby za nim? Za namową Marqueza mogłaby pójść nawet w ogień i to był jej największy problem.
- To chyba nie będzie potrzebne… – nie miała najlepszych kontaktów z prefektem naczelnym i nie miała zamiaru prosić go o żadną radę.
- Nie przypominaj mi o siostrach Hennessy. – syknęła przez zęby. Na samo wspomnienie Lwich Siostrzyczek podnosiło się jej ciśnienie. Zadarła z dwiema Gryfonkami i wcale jej się to nie podobało, zważywszy na to, że najprawdopodobniej będzie musiała użerać się z nimi przez następny rok i to w dodatku w tej samej klasie.
Gdy znów poczuła dotyk rąk Ururu na swoich dłoniach, przeniosła spojrzenie na trzonek miotły i na jej, w dalszym ciągu bladej ze strachu twarzy, zaczęły pojawiać się czerwone rumieńce. Jej usta wygięły się w uśmiechniętą podkówkę i znów wlepiła spojrzenie w twarz Ślizgona.
- Eeee… To co teraz? – zagadnęła w końcu, po dłużej chwili wpatrywania się w uśmiechniętą buzię Marqueza.



Re: Kamienny krąg - Ururu Marquez - 07-06-2016

Chciał spytać dlaczego nie ma przypominać, ale tego nie zrobił. Bo nie wiedział, czy już o nich zdążyła zapomnieć. Nie mógł również wpaść na żaden pomysł, dlaczego mogłyby się nie lubić. Kto zrozumie ludzi, eh.
- Teraz możemy spróbować polecieć wyżej - powiedział starając się panować nad sobą, żeby jej faktycznie tej miotły nie wyrwać. Nie miał pojęcia, dlaczego tak nim znowu zaczęło miotać. Kiedy był z Gabrielle czuł się o wiele spokojniej. Właściwie to zbyt spokojnie... Dało się tak w ogóle? Aczkolwiek Addyson wywoływała w nim coś tak intensywnego, że wydawało się to o wiele ciekawsze.
Zdał sobie sprawę ze swojego powolnego odlotu myśli.
- Uważaj - powiedział ostrożnie puszczając miotłę Puchonki i obserwując ją, dając czas na reakcję. Jeśli nie wystrzeliła w powietrze, jak ostatnio, złapał za swój latający kij, dosiadł go i odbił się lekko, aby jej potowarzyszyć w powietrzu. - Postaraj się teraz podlecieć trochę wyżej... Ale tylko trochę. Spróbuj to robić z różnym tempem...


Re: Kamienny krąg - Addyson Clemen - 08-06-2016

Spotkania z siostrami Hennessy niestety nie dało się zapomnieć tak łatwo. Tym bardziej, kiedy zaczynają ci grozić. Jedyny normalny z tej rodziny to ich brat. Wyglądał na w miarę normalnego, chociaż Addyson nie za bardzo miała okazję, żeby z nim porozmawiać.
- Ty naprawdę próbujesz mnie zabić. – burknęła, ale z jej ust wydobył się również cichy chichot.
Wisiała kilka centymetrów nad ziemią, dyndając w powietrzu nogami. Jej twarz rozjaśnił promienny uśmiech i odważyła się, aby jedną ręką puścić trzonek miotły i szybkim ruchem odgarnęła włosy z twarzy, żeby jej nie przeszkadzały. Ururu trzymał miotłę, więc nie musiała się martwić, że znów niekontrolowanie pomknie ku niebu.
- Wyżej? A nie mogę zostać tak? – zaśmiała się, znowu kurczowo zaciskając palce na kiju. W dalszym ciągu nie wiedziała jakim cudem udało jej się zaliczyć latanie na miotle w pierwszej klasie. Nauczyciel musiał mieć coś z głową, że nie dostała Trolla.
Spróbowała unieść się wyżej. Oprócz mocnego wierzgnięcia nie stało jej się nic strasznego, bo mimo, że porządnie nią trzepnęło wzniosła się wyżej i w dodatku utrzymała się na miotle. A to już sukces.